Wie pan, co to jest polecony? List, po który trzeba polecieć na pocztę.

Zdecydowaną większość listów poleconych listonosze przekazują odbiorcom. Choć oczywiście nie wszystkie. Zdaję sobie sprawę, że klienci nie zawsze chętnie udają się na pocztę po odbiór przesyłki.

Jaką część poleconych dostarczacie, a jaka jest awizowana?

Według najnowszych danych awizujemy 27 proc.

To dużo więcej niż rok wcześniej?

Nieco więcej, ale w granicach błędu statystycznego. Sporo awizacji wynika z tego, że adresata nie ma w domu. Poza tym coraz częściej zwykłe listy nierejestrowane wykorzystywane są do przesyłania towarów kupionych w internecie. Takie koperty nie mieszczą się w euroskrzynkach i są awizowane bez próby doręczenia.

Pan jako listonosz doręczał polecone czy od razu wrzucał awiza?

Byłem listonoszem w latach 90. Wtedy nie było tylu przesyłek z towarem. Dzisiaj listonosze mają też inne obowiązki. Chcemy np., żeby informowali klientów o naszych produktach ‒ jak kredyty i ubezpieczenia.

Z badania obciążenia listonoszy w 2017 r. wyszło, że brakuje ich 2 tys., a przyjęliście w ub.r. poniżej tysiąca.

Ale przez trzy lata zatrudniliśmy 3 tys. osób. W sumie mamy 26 tys. listonoszy, czyli tylu, ilu potrzebujemy. Co oczywiście nie oznacza, że nie będziemy zatrudniać. Jest fluktuacja, część osób odchodzi, więc nadal występują rejony z wakatami. Pod koniec lutego było ok. 560 nieobsadzonych stanowisk. Do tego dochodzą urlopy i zwolnienia. Ta sytuacja powoduje, że jedna osoba oprócz pracy na swoim terenie musi czasami obsłużyć rejon kolegi. Ratujemy się tzw. skoczkami, czyli listonoszami bez przydzielonego stałego rejonu, którzy są wysyłani tam, gdzie są absencje. Teraz tworzymy system, dzięki któremu listonosze będą przerzucani w obrębie całego regionu. To zaczyna już działać w Warszawie, Poznaniu, we Wrocławiu.

Kiedy listonosz zarobi średnią krajową?

Dziś średnie wynagrodzenie na tym stanowisku to 3,5 tys. zł ‒ z dodatkiem stażowym, premiami, nadgodzinami oraz trzynastką. Jak porównamy zarobki listonoszy w innych państwach Europy z ich średnimi krajowymi, to Polska jest w czołówce.

To niewielka pociecha dla kogoś, kto musi utrzymać rodzinę.

Dojście do średniej krajowej będzie wymagało inwestycji, automatyzacji pewnych procesów ‒ po prostu zwiększenia efektywności. Wtedy będziemy potrzebowali mniej ludzi do procesu sortowania.

Większość przychodów Poczty Polskiej trafia do naszych pracowników. Poczta Polska, spośród innych poczt europejskich, ponosi największe koszty pracy.

Czyli jak od marca trzy razy więcej zarabiacie na sądach i prokuraturach, to te pieniądze idą na wynagrodzenia?

Poczta Polska musi zarobić nie tylko na wynagrodzenia swoich pracowników, ale też na utrzymanie infrastruktury oraz inwestycje, dzięki którym możemy konkurować z innymi firmami. Mówienie, że zarabiamy trzy razy więcej na obsłudze przesyłek sądowych, nie do końca odpowiada rzeczywistości. Cena jest wyższa, bo w ciągu ostatnich trzech lat dużo się zmieniło na rynku, chodzi np. o wzrost przeciętnego wynagrodzenia czy wzrost cen paliw. Ale tak, wszelkie dodatkowe środki zostaną w pierwszej kolejności przeznaczone na zwiększenie wynagrodzeń. Między 2008 r. a 2016 r. nie było żadnych podwyżek, bo wtedy zarząd Poczty starał się o zyski.

Ostatnio wynik roczny bywa ujemny lub zerowy. Za 2018 r. też?

Nadal z założenia oscyluje wokół zera. Właściciel spółki, czyli Skarb Państwa, uznał, że nie chodzi o te 100 mln zł dywidendy rocznie, tylko żeby Poczta Polska się rozwijała i by pracownicy też na tym korzystali.

A jak my wszyscy skorzystamy na podwyżce opłat za listy, którą planujecie od kwietnia? Będą lepiej doręczane?

Dla statystycznego Jana Kowalskiego zmiany w opłatach nie będą odczuwalne. Z naszych danych wynika, że roczne wydatki na listy ponoszone przez gospodarstwo domowe to 70,87 zł. Po zmianach będzie o 9 zł więcej. Będzie za to prościej zorientować się w cenniku. Od początku kwietnia cena za list będzie uzależniona od wielkości koperty i jej ciężaru, a także od tego, czy zostanie nadana jako przesyłka priorytetowa czy ekonomiczna (zwykła). W całej Europie z roku na rok jest coraz mniej tradycyjnej korespondencji i poczty narodowe podnoszą ceny. W ciągu dwóch lat cena listu wzrosła w 18 krajach, jedynie w 10 stawki się nie zmieniły. Drastyczne podwyżki miały miejsce na Islandii ‒ z 1,17 do 4,94 euro ‒ oraz w Danii ‒ z 2,55 do 3,63 euro.

Ile Poczta traci na usłudze powszechnej, a ile będzie traciła po podwyżce?

Jako narodowy operator pocztowy wyznaczony do świadczenia usług powszechnych mamy obowiązek doręczania korespondencji na terenie całego kraju, po przystępnych cenach i określonych parametrach jakości i dostępności usług. Z tego się wywiązujemy.

Pocztowi związkowcy chcą podwyżki płac. A grupa ”Listonosze Polska„ domaga się 1 tys. zł więcej. W ramach protestu listonosze zapadają na ”grypę gołębi pocztowych„. Ilu już zachorowało?

W styczniu i lutym absencja chorobowa listonoszy wynosiła od 5,5 proc. do 7,5 proc. To taki poziom jak w poprzednich latach.

Są miasta, w których ten protest utrudnia funkcjonowanie Poczty?

Ten protest to głównie fakt medialny. Mamy 4600 placówek i tylko w kilku miejscach chorych jest więcej niż przeciętnie.

Więc nie ma szans na 1 tys. zł podwyżki?

Poczty Polskiej nie stać dziś na takie podwyżki. To by spowodowało zapaść płynności finansowej.

A 500 zł jest realne?

Każda podwyżka jest uzależniona od przychodów i kosztów w pierwszych miesiącach roku. Zarząd Poczty nie ma żadnego interesu w tym, żeby nie dawać pracownikom podwyżki. Tylko musimy na to zarobić. Spokój społeczny jest dla nas bardzo ważny. Nasz cel to zmienić się z tradycyjnej poczty w nowoczesnego operatora logistycznego, kurierskiego, zorientowanego na e-commerce. Musimy też pamiętać o inwestycjach w infrastrukturę i projekty strategiczne.

Ile dziś macie z e-commerce?

Około 20 proc. przychodów to usługi kurierskie i e-commerce, i ten odsetek rośnie. Na rynku usług kurierskich Poczta Polska jest dziś drugim podmiotem w kraju. Pierwsze miejsce zajmuje DPD, czyli poczta francuska, a za nami jest DHL, czyli poczta niemiecka. To międzynarodowi giganci. Obroty Deutsche Post są ponad 40 razy większe od naszych. Ich zysk jest niemal równy naszym przychodom. La Poste jest ”tylko„ 20 razy większa niż my. Musimy więc postępować rozważnie i realizować inwestycje.

To znaczy?

Chociażby informatyczne. Nasz kluczowy system informatyczny nazywa się ”Poczta 2000„, co oznacza, że ma prawie 20 lat. Wybraliśmy już trzech dostawców, z którymi negocjujemy opracowanie nowego systemu.

Ile na to wydacie?

Ponad 100 mln zł, razem z wymianą sprzętu i szkoleniami. Chcielibyśmy to skończyć w ciągu trzech lat. Wprowadziliśmy już nowy program księgowy. Będzie też nowy program do zarządzania logistyką, system billingowy i system kadrowy. Poza tym stale inwestujemy w sortownie. Poczta to wielki plac budowy. Nadrabiamy zaległości wielu lat…

…i sklep z mydłem i powidłem. Napisał do mnie czytelnik z pytaniem, dlaczego – skoro nie radzicie sobie z roznoszeniem listów – nie skupicie się na poprawie jakości w tej dziedzinie, tylko zajmujecie się sprzedażą słodyczy, maskotek czy książek?

Sprzedaż w urzędach pocztowych to dodatkowe przychody ‒ w ub.r. ponad 420 mln zł. A ponieważ jako operator wyznaczony w każdej gminie musimy utrzymywać jedną placówkę na 80 km kw. na wsi i jedną na 6 tys. mieszkańców w mieście, sprzedaż detaliczna jest konieczna, żeby zachować rentowność tej sieci. W wielu miejscowościach nie ma już księgarni, sklepów papierniczych, znikają placówki banków. A jest nasza, gdzie można zapoznać się z najnowszą ofertą wydawniczą, wziąć kredyt, kupić codzienną prasę, także ”Dziennik Gazetę Prawną„. Chcemy, żeby nasze placówki były coraz przyjaźniejszym miejscem dla klientów.

Otworzycie kawiarnie?

Niezupełnie, ale chcemy coraz lepiej dopasować urzędy do lokalnych potrzeb, zależnie od wyników sprzedaży.