Ubóstwo energetyczne dotyka nieco ponad 12 proc. Polaków. Mierzy się je za pomocą wskaźnika WK-ND. Jak wyjaśnia Instytut Badań Strukturalnych w raporcie „Ubóstwo energetyczne w Polsce 2012-2015” aby gospodarstwo domowe zostało zaklasyfikowane jako ubogie energetycznie, musi spełnić jednocześnie dwa kryteria: wysokich hipotetycznych wydatków na energię oraz niskich dochodów.

Amerykanie boją się autonomicznych samochodów. Siedmiu na dziesięciu nie chce ich na drogach >>

Spełnia je 4,6 mln Polaków. Jak wynika z badań IBS nie są wyłącznie osoby ubogie dochodowo. 2,1 mln Polaków jest uboga energetycznie, choć nie doświadcza ubóstwa dochodowego.

Z opracowań IBS wynika, że liczba osób ubogich energetycznie systematycznie spada. Wciąż są jednak na nie narażone głównie osoby mieszkające na wsi oraz mieszkańcy przedwojennych kamienic. W tym roku po raz pierwszy zostały policzone skutki tego rodzaju ubóstwa.

Niewystarczająco ogrzane mieszkania sprzyjają rozwojowi chorób układu oddechowego, układu krążenia, alergiom czy zaburzeniom hormonalnym, wpływają także na zdrowie psychiczne. W skrajnych przypadkach stan ubóstwa energetycznego może prowadzić nawet do śmierci. Według szacunków dr Grzegorza Libora z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego zawartych w opracowaniu Ubóstwo energetyczne – śmiertelność i jej koszt, w którym przeanalizował on dostępne dane pod kątem wpływu ubóstwa energetycznego na życie Polaków i stan gospodarki, w 2017 r. na skutek zimna w Polsce zmarło ponad 35 tys. ludzi.

Najwięcej osób z powodu zimna umiera w województwie mazowieckim i śląskim, najmniej natomiast w województwie opolskim oraz lubuskim. Dane te nie pokrywają się jednak z danymi dotyczącymi skali ubóstwa energetycznego w poszczególnych województwach, wyliczonymi przez Instytut Badań Strukturalnych dla 2014 roku. – Wykorzystanie do pomiaru ubóstwa energetycznego miary obiektywnej (LIHC) prowadzi bowiem do koncentracji osób żyjących w ubóstwie energetycznym głównie w województwie opolskim oraz na wschodzie Polski. Wykorzystanie miary subiektywnej skutkuje z kolei wzrostem odsetka takich osób w województwach zachodnich. Powyższe dane wymagają jednak uwzględnienia liczby ludności każdego województwa z osobna. Wówczas okaże się, że najwięcej osób umiera z powodu zimna w województwie łódzkim i świętokrzyskim, najmniej w podkarpackim oraz pomorskim. Powyższy rozkład jest już nieco bliższy rozkładowi skali ubóstwa energetycznego przy zastosowaniu miary LIHC. W każdym województwie dostrzec można jednak tendencję, bądź co bądź naturalną, do wzrostu liczby zgonów wraz z wiekiem, również jeśli chodzi o zgony z zimna – wyjaśnia dr Libora.

Wśród ofiar ubóstwa energetycznego częściej występują mężczyźni niż kobiety. W 2017 roku z powodu zimna zmarło 19 729 mężczyzn i 18 542 kobiet. Najwięcej mężczyzn umiera z powodu zimna w województwie świętokrzyskim i łódzkim, najmniej z kolei w województwie małopolskim i podkarpackim. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kobiet, z tą tylko różnicą, że najmniej kobiet umiera z powodu zimna nie w województwie małopolskim, a w województwie pomorskim.

Odbudowa Pałacu Saskiego i twarde negocjacje. Oto czego Warszawa chce od rządu >>

Ekspert wyliczył także, ile kosztują budżet przedwczesne zgony wywołane zimnem. „Przyjmując za koszt utraconego przedwcześnie życia wskaźnik, którym posłużono się w raporcie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, a więc 1,57 mln euro, okazuje się, że koszt zgonów spowodowanych zimnem w Polsce wynosi około 54 mld euro, tj. ponad 213 mld złotych, zakładając jednak, że wszystkie zgony spowodowane zimnem miały charakter przedwczesny, a jeden taki zgon równa się kilkunastu latom życia. Oczywiście podane kwoty są kwotami maksymalnymi dla wartości waluty z 2010 roku. Tym samym koszt zgonów spowodowanych zimnem, w przeliczeniu na 1 mieszkańca Polski, wynosi 1509 euro tj. prawie 6 tysięcy złotych” – czytamy w analizie.

Raport spotkał się z dużą krytyką. Odnieśli się do niego między innymi opisali eksperci Polskiego Alarmu Smogowego Jakub Jędrak i Łukasz Adamkiewicz.

"Autor raportu podaje liczbę 35 tys. zgonów, których przyczyną było w Polsce w 2017 roku zimno. W jaki jednak sposób Autor policzył te 35 tys. zgonów „z powodu zimna”? Po prostu z różnicy umieralności w zimie i w pozostałych miesiącach. Założył przy tym, że wyższa umieralność w miesiącach chłodnych jest w całości wyłącznie spowodowana wpływem niskiej temperatury. Autor raportu zupełnie pominął wpływ, jaki na umieralność mają inne czynniki, poza temperaturą. Jakie? Choćby zwiększona zachorowalność na choroby zakaźne (np. grypę) w sezonie grzewczym. A także wpływ pyłowych zanieczyszczeń powietrza, których stężenia są w Polsce również znacznie wyższe w sezonie grzewczym niż poza nim" - piszą eksperci i dodają: "Wpływ zanieczyszczeń pyłowych powietrza na zdrowie jest tak dobrze znany i udokumentowany, że pomijanie go w jakimkolwiek tego typu opracowaniu jest zupełnie niezrozumiałe. A raczej, jest zupełnie niezrozumiałe dopóki nie przypomnimy sobie, że raport dr Grzegorza Libora jest rozpowszechniany przez organizację zrzeszającą osoby zarabiające na sprzedaży węgla".

Mamy smog i wysokie ceny energii z powodu węgla kamiennego