Pracownicy Poczty Polskiej nie dostali premii i obawiają się, że nie będzie też podwyżek.
Poczta Polska była w ostatnich latach bardzo aktywna na rynku pracy. W 2018 r. zatrudniła 1,3 tys. nowych ludzi, a latach 2016–2017 łącznie 2,5 tys. Przyjmowano głównie listonoszy i pracowników placówek pocztowych oraz sortowni. Załoga Poczty przekroczyła już 80 tys. osób. Władze spółki zdecydowały, że to wystarczy: więcej masowych rekrutacji nie będzie. – Chcemy się skoncentrować na organizacji pracy i zwiększeniu efektywności – informuje Justyna Siwek, rzeczniczka Poczty Polskiej.
Wśród pracowników te deklaracje nie budzą entuzjazmu. Mimo dotychczasowego wzrostu zatrudnienia listonosze wciąż skarżą się na przeciążenie pracą. Ale jeszcze większe niezadowolenie pocztowców wywołał brak premii świątecznej, na którą liczyli w tym roku.
Reklama
– Wypłata dodatkowej, niewpisanej na stałe do systemu premiowego premii świątecznej, zawsze była uzależniona od sytuacji finansowej spółki. Obecnie sytuacja finansowa Poczty, po uwzględnieniu skutków tegorocznych podwyżek, nie pozwala na wypłatę dodatkowej premii – stwierdza Siwek. Dodaje, że pracownicy co miesiąc otrzymują regulaminowe premie. Ich łączna wysokość dla jednej osoby to 273 zł brutto. Dodatkowo po roku pracy zyskują prawo do tzw. łącznościówki, czyli premii rocznej, a po trzech latach przysługuje im dodatek stażowy, wynoszący od 3 proc. do 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego.
Podwyżki płac, które wpłynęły na finanse spółki tak, że nie można wypłacić premii świątecznej, w 2018 r. zwiększyły przeciętne wynagrodzenie w Poczcie Polskiej o 7,15 proc. Łącznie w latach 2016–2018 pensje w spółce wzrosły prawie o 700 zł brutto, a z uwzględnieniem premii – o ok. 1,2 tys. zł. Pocztowcy startowali z niskiego pułapu, dlatego mimo kilku podwyżek wchodzą w 2019 r. z minimalną płacą na poziomie 2,5 tys. zł brutto – niewiele większą od najniższego możliwego wynagrodzenia w kraju (2,25 tys.).

Reklama
W planach na kończący się rok zarząd nie przewidywał wzrostu wynagrodzeń. Ostatecznie firma przeznaczyła na ten cel 255 mln zł w skali roku. Władze spółki dotychczas nie złożyły załodze żadnych wiążących obietnic co do ewentualnego podniesienia płac w 2019 r. A pytana przez nas rzeczniczka odpowiada: – Zgodnie ze strategią Poczty Polskiej podnoszenie wynagrodzeń pracowników uzależnione jest od możliwości finansowych spółki.
I właśnie dlatego o podwyżki może być w nowym roku trudno. Kondycja finansowa Poczty Polskiej jest bowiem gorsza niż podczas negocjacji płacowych, które zakończyły się w lipcu 2018 r. Wtedy wzrost wynagrodzeń pocztowców odbył się jeszcze na fali dobrych wyników za 2017 r. Operatorowi udało się odwrócić trend spadku przychodów, który utrzymywał się przez kilka poprzednich lat. Co więcej, stratę – 65,3 mln zł w 2016 r. – zastąpiono zyskiem, wprawdzie symbolicznym, w wysokości 1,3 mln zł brutto.
Po 10 miesiącach 2018 r. Poczta ma gorsze wyniki finansowe niż rok wcześniej i jest na minusie. Taką wiadomość kierownictwo spółki przekazało stronie związkowej. Zobligowani tajemnicą związkowcy nie podają liczb, nie ujawnia ich też spółka. – Dane finansowe przekazywane organizacjom związkowym podczas spotkań stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa. Poczta Polska poinformuje opinię publiczną o wyniku finansowym za 2018 r. po przyjęciu sprawozdania finansowego – stwierdza Justyna Siwek.
Przewodniczący związku „Wschód” Leszek Michoński poinformował pocztowców, że czeka ich bardzo ciężki rok. „Brak podwyżek wynagrodzeń przy stale rosnących kosztach utrzymania oraz zapowiedzianych już na przyszły rok wzrostach cen za energię elektryczną odbiją się negatywnie na budżetach domowych” – napisał w wiadomości do pracowników.
Żaden związek zawodowy nie organizuje na razie protestu. Wśród pocztowców karierę robi jednak hasło „grypa pocztowych gołębi” symbolizujące masowe zwolnienia lekarskie – jak robili to policjanci i planują nauczyciele.
Bogumił Nowicki, szef pocztowej Solidarności, stara się studzić nastroje. „Rozumiem rozgoryczenie pracowników, ale udowodnienie obecnemu zarządowi, że źle zarządza, kosztem interesu naszej firmy może być gorzkim zwycięstwem” – zaapelował do członków związku.
Listonosze wciąż skarżą się na przeciążenie pracą