Jacek Jastrzębski został powołany na stanowisko przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w szczególnym momencie. Kadencja jego poprzednika została przerwana w aurze skandalu: Marek Chrzanowski zrezygnował po ujawnieniu jego rozmowy z miliarderem Leszkiem Czarneckim. Nagranie stało się przyczynkiem do postawienia mu zarzutów przekroczenia uprawnień i zatrzymania na dwa miesiące w areszcie. To mocno nadwerężyło reputację Komisji.

Chrzanowski jako szef KNF to pomysł prezesa NBP Adama Glapińskiego. Obaj lansowali przez długi czas potrzebę połączenia obu instytucji, która nie znalazła zrozumienia w PiS. Mimo to mówiło się o „unii personalnej” nadzoru z bankiem. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w poniedziałkowym tygodniku „Sieci” odciął się od Chrzanowskiego i wskazał na odpowiedzialność prezesa NBP za nominację.

Spoiwem pomiędzy bankiem centralnym a nadzorem miał być jeden z wiceprzewodniczących KNF Andrzej Diakonow. Do komisji trafił w 2017 r. prosto z fotela dyrektora audytu wewnętrznego w NBP. Jego znajomość z Glapińskim sięga początku lat 90.

Jedną z pierwszych decyzji kadrowych nowego szefa KNF był wniosek do premiera o odwołanie Diakonowa ze stanowiska. – To w symboliczny sposób przecina pępowinę, jaka łączyła obie instytucje. I wysyła w Polskę sygnał, że nadzór wyrywa się spod wpływu banku centralnego. Diakonow nie nadzorował żadnego z merytorycznych pionów, bo odpowiadał za audyt wewnętrzny i kwestie administracyjne – mówi nam osoba z kręgu premiera. Z jednej strony Mateusz Morawiecki ma teraz na stanowisku szefa KNF osobę bardziej zaufaną, a z drugiej – na co zwraca uwagę nasz rozmówca – gwarantującą Komisji niezależność.

Nadzór ma już dwóch nowych wiceprzewodniczących, a podział obowiązków między nimi dowodzi, że Jacek Jastrzębski ma zupełnie inne podejście do zarządzania niż jego poprzednicy. 11 marca na czele pionu kapitałowego KNF stanie nabytek prosto z rynku – Rafał Mikusiński z CV wypełnionym pracą w wielu instytucjach finansowych.

Poprzedni szef KNF, po tym jak rozstał się z jednym ze swoich zastępców Filipem Świtałą, sam wziął pod skrzydła pion bankowy. Teraz będzie on w domenie Małgorzaty Iwanicz-Drozdowskiej, która jest ekspertką z zakresu analizy działalności, ryzyka i restrukturyzacji w bankowości oraz kryzysów finansowych. To jednak wiedza akademicka. Ale bankowość mogła poznać też od bardziej praktycznej strony, bo zasiadała w radzie nadzorczej m.in. Alior Banku. W PiS też nie jest obcą twarzą, bo już w 2010 r. senatorowie partii wskazali ją na członka Rady Polityki Pieniężnej (większość miała jednak PO i przegłosowała swoich kandydatów). Kolejny raz kandydowała do RPP w 2016 r.

Za czasów Chrzanowskiego w jednym z kluczowych departamentów: bankowości komercyjnej i specjalistycznej było aż trzech dyrektorów. Z ostatnim – Mateuszem Mokrogulskim nowy szef KNF właśnie się rozstał. Na jego miejsce powołał Sławomira Stawczyka, prawnika ostatnio związanego z kancelarią SKS, gdzie doradzał klientom z sektora bankowego oraz spółkom giełdowym. Wcześniej kierował przez wiele lat departamentem prawnym w ING Banku Śląskim.

– Intencją zmiany na tym stanowisku było wzmocnienie kompetencji prawnych departamentu. Potrzebowaliśmy kogoś z praktycznym, długoletnim doświadczeniem – tłumaczy DGP rzecznik KNF Jacek Barszczewski.

Nasi rozmówcy z urzędu wskazują, że Jastrzębski mógł nie chcieć kierować pionem bankowym, żeby uniknąć oskarżeń o konflikt interesów. Bo sam przyszedł do nadzoru prosto ze stanowiska wicedyrektora departamentu prawnego w PKO BP. W KNF będzie nadzorował pion ubezpieczeniowy.

Potencjalnych konfliktów interesów w Komisji nigdy nie brakowało. Dlatego na wzór korporacji nowy przewodniczący postanowił powołać dwa nowe departamenty: compliance i audytu wewnętrznego. To ma rozwiązać ewentualne problemy i jest standardem w dużych firmach. Chrzanowski, co opisywaliśmy w DGP, do sprawy podchodził nieco inaczej i poprosił CBA o monitoring potencjalnych konfliktów na linii pracownicy urzędu – sektor prywatny.

– Do takich spraw trzeba jednak podejść systemowo, wykluczać konflikty, a nie zajmować się nimi po fakcie – twierdzi nasz informator.

Poprzednik Jastrzębskiego, kierując przez dwa lata nadzorem, wymienił 18 dyrektorów, nie licząc zlikwidowanych departamentów. Obecny szef KNF na razie rozstał się z trzema – obok banków komercyjnych, także z szefem departamentu zasobów ludzkich, ale ta zmiana była zainicjowana jeszcze za Chrzanowskiego. Zmiany nie dotknęły na razie komórek, które uznaje się za kluczowe dla administracyjnego zarządzania instytucją, co zazwyczaj jest standardem przy okazji zmiany szefa.