Firma paliwowa pod koniec 2018 r. osiągnęła rekordowo wysokie marże w działalności detalicznej. Czyli na stacjach benzynowych.
Władze Orlenu w trakcie telekonferencji z analitykami giełdowymi tłumaczyły, że za ponadprzeciętny wzrost marż odpowiadają czynniki jednorazowe. Chodzi głównie o sytuację w Niemczech. W IV kw. 2018 r. na skutek długotrwałej suszy poziom wody w Renie opadł tak nisko, że trzeba było na nim wstrzymać ruch barek. Kilka dużych niemieckich rafinerii umiejscowionych nad tą rzeką zostało na pewien czas odciętych od głównego środka transportu: zarówno dostawy ropy z portów nad Morzem Północnym, jak i wysyłka gotowych paliw do klientów odbywają się tam w dużej mierze barkami. Po krótkim czasie najpierw zaczęło brakować paliw na rynku niemieckim, a następnie Niemcy zaczęli importować te paliwa z innych krajów. Nierównowaga między zmniejszoną podażą a wysokim popytem wywołała wzrost cen na wszystkich rynkach europejskich, także w Polsce.
Dla Orlenu, który większość ropy kupuje z Rosji, a nie z Zachodu, oznaczało to także możliwość wyraźnego wzrostu marży. W IV kw. marża EBITDA w segmencie detalicznym sięgnęła rekordowego poziomu 9,2 proc. To oznacza, że z każdych 100 zł przychodu na stacjach benzynowych koncernu po odliczeniu kosztów produkcji pozostawało 9 zł i 20 gr zysku operacyjnego. Rok wcześniej marża ta była na poziomie 6 proc., a w 2014 czy 2015 r. nie przekraczała 5 proc.