Według nowych prognoz KE deficyt sektora rządowego i samorządowego spadnie w tym roku do 0,9 proc. PKB. Byłby to rekordowo niski poziom. Nadal jednak w przewidywaniu Komisji jest mniej optymizmu niż u innych instytucji.
Jak zmieniały się prognozy fiskalne Komisji Europejskiej dla Polski / Dziennik Gazeta Prawna
Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się, że polski deficyt spadnie aż do 0,3 proc. PKB. Ministerstwo Finansów ocenia go na 0,4 proc. PKB. Punktem wyjścia dla tych oczekiwań jest bardzo dobra sytuacja w budżecie. Na koniec września miał on 3,2 mld zł nadwyżki. Jest już jasne, że całoroczny wynik będzie znacznie lepszy niż zapisana w ustawie dziura na 41,5 mld zł.
Reklama
Komisja jest bardziej wstrzemięźliwa, choć dostrzega duży wzrost wpływów, zwłaszcza z podatków dochodowych i składek na ubezpieczenie społeczne. Polska ma zawdzięczać to bardzo dobrej koniunkturze, zwłaszcza na rynku pracy.

Reklama
Ogólny obraz polskiej gospodarki KE widzi raczej w jasnych barwach. Uważa, że wzrost PKB w tym roku wyniesie 4,8 proc. Jeszcze wiosną Komisja wyliczała go na 4,3 proc. I to właśnie ta zmiana stoi zapewne za rewizją samej wielkości deficytu. Bo w wiosennym raporcie szacowano go na 1,4 proc. PKB.
Analizując wcześniejsze unijne raporty, widać, że wiadomości o systematycznej poprawie sytuacji fiskalnej nad Wisłą do Brukseli przebijały się stopniowo. Na przykład półtora roku temu – choć widać już było pierwsze symptomy wzrostu dochodów, głównie z VAT – eksperci KE uważali, że w 2018 r. deficyt finansów sięgnie 2,9 proc. PKB. Czyli zbliży się do poziomu 3 proc. PKB, a więc progu, którego zgodnie z unijnymi wymogami nie powinno się przekraczać.
Pierwszej poważnej rewizji Komisja dokonała pod koniec 2017 r., gdy było jasne, jak bardzo rozpędzona jest polska gospodarka i jak dobry będzie wynik ówczesnego budżetu. Wtedy też Komisja zaczęła dostrzegać poprawę ściągalności podatków. Wcześniej do zapowiedzi rządu podchodziła ostrożnie.
W najnowszej edycji raportu też wspomina o działaniach rządu, które zwiększą wpływy z podatków – zwłaszcza pośrednich – ale jej zdaniem to czynnik mniej istotny niż stan gospodarki. Widać to w prognozach tzw. deficytu strukturalnego.
Przy dużym wzroście konsumpcji dochody z niektórych podatków, zwłaszcza z VAT, mogą się zwiększać. Ale gdyby konsumpcja zmalała, mniejsze byłyby też wpływy podatkowe. To właśnie przykład wpływu koniunktury na finanse publiczne, których wyliczenia deficytu strukturalnego nie uwzględniają.
W ocenie Komisji deficyt strukturalny w tym roku wyniesie 2 proc. PKB. To o 0,2 pkt proc. mniej, niż KE szacowała jeszcze wiosną, ale nadal daleko od średniookresowego celu budżetowego (MTO). W przypadku Polski wynosi on 1 proc. PKB – przy utrzymaniu takiego poziomu deficytu strukturalnego załamanie gospodarcze nie powinno grozić destabilizacją finansów publicznych. KE nie wierzy, że uda się ten cel szybko osiągnąć. To różni ją od ekonomistów MFW uważających, że już w tym roku polski deficyt strukturalny zbliży się do MTO, osiągając 1,25 proc. PKB. Podobnie sytuację ocenia nasze MF.
Komisyjne szacunki deficytu strukturalnego stawiają polskie finanse publiczne w nie najlepszym świetle na tle innych krajów UE. Przy takiej wielkości Polska zajmuje piąte miejsce wśród 28 krajów UE pod względem wielkości tego deficytu. Gorszą sytuację mają tylko Węgry, Rumunia, Hiszpania i Francja. W dziewięciu krajach deficyt ma być mniejszy niż 1 proc. PKB, a w 10 wystąpi strukturalna nadwyżka.