Problemy windykatora coraz mocniej przenoszą się na współpracujące z nim TFI . To zaś uderzyło w małe spółki notowane na giełdzie.
Choć afera związana z GetBackiem wybuchła blisko pięć miesięcy temu, to problemy wrocławskiego windykatora wciąż odbijają się czkawką wielu instytucjom finansowym. Szczególnie tym, które blisko z nim współpracowały, zarabiając na tym miliony złotych. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, a prawdziwym trzęsieniem ziemi było dla rynku zatrzymanie dwóch znanych na nim i ważnych graczy – Piotra Osieckiego, twórcy oraz głównego akcjonariusza Altus TFI, oraz jego bliskiego współpracownika Jakuba Ryby, wiceprezesa Rockbridge TFI (należy do Altusa). Prokuratura zarzuca im, że działając w porozumieniu i we współpracy z zatrzymanym m.in. byłym prezesem Konradem K., wyrządzili GetBackowi szkodę majątkową na co najmniej 160 mln zł, sprzedając po zawyżonej cenie spółkę EGB Investment (formalnie sprzedającym było 15 funduszy zarządzanych przez Altusa).
Ucieczka inwestorów
Od tego czasu problemy narastają. Tuż po postawieniu zarzutów Osieckiemu i Rybie Norges Bank Investment Management, specjalny fundusz pomnażający pieniądze Norwegów, wypowiedział zarówno Altus TFI, jak i Rockbidge TFI umowę o zarządzanie. Przez co pierwszy z nich stracił blisko 0,5 mld dolarów aktywów, a drugi około 370 mln dolarów. Tego samego dnia inne TFI – Esaliens – zrezygnowało z połączenia z Altusem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.