Choć nowym prezesem Polskiej Miedzi został Marcin Chludziński, to zarządem jeszcze przez cztery tygodnie pokieruje p.o. prezesa Rafał Pawełczak – ustalił DGP
Reklama
Zaplanowane na dziś zwyczajne walne zgromadzenie KGHM ma zostać przerwane tuż po rozpoczęciu, a przerwa może potrwać do 30 dni. W tym czasie mógłby się odbyć konkurs na niewyłonionych w ostatnim postępowaniu dwóch wiceprezesów – ds. rozwoju oraz ds. aktywów zagranicznych. Ale według naszych rozmówców znających sprawę może się stać inaczej – część twierdzi, że będzie tylko konkurs podań (bez rozmów kwalifikacyjnych), a oba wakaty zostaną połączone w jeden, część zaś, że przy prezesie może powstać zespół ekspertów do spraw zagranicznych.
Sęk w tym, że nadal nie wiadomo, w jakim składzie rada nadzorcza miałaby dokonać tego wyboru. Starej kończy się kadencja, a nowa – jeśli walne zostanie przerwane od razu – nie zostanie wybrana.
Dotychczasowy układ sił w radzie nie pozwolił na konsensus przy wyborze zarządu, stąd nieobsadzone dwa stanowiska wiceprezesów. Nie ma też politycznego porozumienia co do składu nowej rady – do obsadzenia jest maksymalnie siedem stanowisk (trzy pozostałe z ramienia załogi wzięła Solidarność).
Z informacji DGP wynika, że z radą pożegna się m.in. jej obecny przewodniczący Dominik Hunek. On sam sprawy nie komentuje, ale jak ustaliliśmy, niewykluczone, że w ogóle rozstanie się z Polską Miedzią.
Przerwa w walnym zgromadzeniu to także opóźnienie rozpoczęcia pracy nowych władz kombinatu wybranych w piątek przez radę nadzorczą. Walne zgromadzenie akcjonariuszy musi bowiem skwitować (lub nie) poprzedni zarząd, by nowy mógł rozpocząć kadencję. Na razie będzie to jednak niemożliwe, a spółce do czasu zakończenia zgromadzenia – mimo wyboru nowego prezesa – szefować będzie obecny p.o. prezesa Rafał Pawełczak. Co ciekawe, nie startował on w konkursie do zarządu Polskiej Miedzi w ogóle, a teraz wymieniany jest w potencjalnej dogrywce, czyli uzupełniającym postępowaniu kwalifikacyjnym do zarządu. Sam zainteresowany na nasze pytania w tej sprawie nie odpowiedział.
Po konkursie rozstrzygniętym w piątek na trzy stanowiska (oprócz Chludzińskiego w skład zarządu X kadencji powołani zostali także Katarzyna Kreczmańska-Gigol jako wiceprezes ds. finansowych oraz Radosław Stach, który będzie wiceprezesem ds. produkcji) jest dwóch przegranych, o których mówiło się, że mają duże szanse na wejście do kierownictwa firmy.
Pierwszy to Ryszard Jaśkowski, dotychczasowy wiceprezes ds. produkcji (Stach również zastąpi go dopiero po walnym), który wypadł ze składu zarządu, choć jest wiązany z nadzorującym KGHM ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim. Drugi to Miłosz Stanisławski, niegdyś członek rady nadzorczej Polskiej Miedzi, obecnie w radzie nadzorczej Polskiej Grupy Górniczej, kojarzony głównie ze środowiskiem kościelnym. Złożył nawet mandat radnego warszawskiego Targówka, który zdobył z ramienia PiS.
Ani Jaśkowski, ani Stanisławski nie odpowiedzieli na pytania DGP, czy rozważają udział w kolejnym postępowaniu kwalifikacyjnym do zarządu.
W nieco ponad trzy miesiące stanowiska stracili niemal wszyscy ludzie związani z poprzednim szefem kombinatu. A w spółce przybywa problemów. Na początku roku pisaliśmy w DGP o awarii pieca w Hucie Miedzi Głogów – powstały przy produkcji spiek, zamiast zostać planowo usunięty, spadł na kocioł, powodując niemal miesięczny postój instalacji produkującej miedź. Ówczesne szefostwo spółki zarządziło kilka audytów w tej sprawie (nie tylko awarii, ale także wolnego rozruchu pieca czy przekroczenia dwukrotnie nakładów na tę inwestycję). Jak ustalił DGP, zostały one kilka tygodni temu przerwane, a dyrektor naczelny ds. hutnictwa w centrali KGHM stracił pracę. Był związany z odwołanym 10 marca prezesem, który te audyty zlecał.
Kolejnym problemem mogą się okazać aktywa zagraniczne. Pisaliśmy, że Polska Miedź może stracić kontrolę nad chilijską kopalnią Sierra Gorda kupioną kilka lat temu wraz z całą Quadrą od Kanadyjczyków. Najpierw mowa była o rozwodnieniu akcjonariatu (w Sierra Gorda większość ma KGHM, mniejszość japoński koncern Sumitomo) i uzupełnieniu go o australijski koncern wydobywczy BHP, który w sąsiedztwie Sierry ma swoją kopalnię. Teraz pojawiły się informacje, że Sumitomo ma dość zawirowań, w tym kadrowych, z polskiej strony i będzie chciał przejąć Sierrę – albo sam, albo z BHP. Dla KGHM nie byłaby to dobra wiadomość po tym, jak w 2017 r. deficytowy projekt odbił się od dna. Sprawie zakupu Quadry przez KGHM przygląda się Najwyższa Izba Kontroli, ale usłyszeliśmy, że sprawy nie komentuje.
Pojawiły się też informacje, że spółce może zabraknąć pieniędzy na jedną z jej kluczowych inwestycji w kraju, czyli Żelazny Most. Chodzi o niezbędne do dalszego funkcjonowania firmy rozbudowanie gigantycznego zbiornika odpadów poflotacyjnych. Inwestycję wartą 578 mln zł ma realizować Budimex. „Spółka zabezpieczyła środki na rozbudowę Żelaznego Mostu oraz wszystkie inwestycje ujęte w planie inwestycji rzeczowych” – zapewnia nas KGHM. Inwestycję zrealizuje Budimex, ma być gotowa do końca 2021 r. Jak ustalił DGP, spółki z grupy kapitałowej KGHM, czyli Zanam i PeBeKa, proponowały jeszcze przed postępowaniem rozbudowę Żelaznego Mostu za niemal dwa razy więcej, czyli za ok. 1,2 mld zł. W przetargu to oferta Budimeksu okazała się najkorzystniejsza.