statystyki

Polskie biura to popłuczyny po Google'u. Jak powinna wyglądać przestrzeń, w której pracujemy?

autor: Dorota Kalinowska02.02.2018, 07:07; Aktualizacja: 02.02.2018, 07:53
Firmy inwestują także we współpracę z etnografami i psychologami biznesu, zlecając im badania organizacji i kultury firmy.

Firmy inwestują także we współpracę z etnografami i psychologami biznesu, zlecając im badania organizacji i kultury firmy.źródło: ShutterStock

Kto ma biuro, ten chce oszałamiającego efektu. Tymczasem ostatnie badania pokazują, że w przestrzeni, w której pracujemy, nie powinno chodzić tylko o silenie się na oryginalność.

Pracownicy zgłaszają do badaczy uwagi w różnych sprawach. „Drzwi do toalety nieraz uderzyły przechodzących korytarzem klientów” – donosi jeden, podczas gdy inny: „Często muszę biec do drukarki, żeby nikt nie zobaczył poufnego dokumentu, który został na nią wysłany”. Z reguły lubią to, co robią. Ale biuro na pewno urządziliby inaczej. „Stare niewygodne zużyte krzesło, tania zacinająca się myszka i klawiatura. A do tego kable współpracowników, ciągnące się na moim biurku i zabierające przestrzeń” – żalą się.

Pracownicy opowiadają też badaczom różne historie. Na przykład o wynikach ankiet na temat pracy działów sprzedaży. Wyszło, że w ogóle nie rozmawiają w biurze przez telefon, a powinni to robić od rana do nocy. Szef milczy w tej sprawie, bo nie wie, co robić. Pat. A podwładni jak schodzili do garażu, tak schodzą – spokojnie rozmawiać o sprawach służbowych mogą tylko w samochodach.

Utyskują dużo i chętnie, bo mają już dość takich przestrzeni („brakuje schodów między piętrami, trzeba długo czekać na windy”, „biuro nie jest dostosowane dla osób niepełnosprawnych – nie ma automatycznie otwieranych drzwi”). Poza tym chcą pracować w salach tematycznych dobieranych w zależności od nastroju, a w przerwie wyskoczyć na ping-ponga, huśtawki, zjeżdżalnie albo choćby wskoczyć do basenu z piłeczkami. Bo im się podobają takie kreatywne wnętrza. Szczególnie cenią sobie dom z ogródkiem w holu i boksy przypominające letniskowe chatki, oczywiście z oczkami wodnymi dookoła. Chcą wiedzieć, czy teraz i w ich firmie stanie choćby łóżko do pływania „na sucho” – wypełnione wodą o temperaturze ciała wprowadzi w głęboki relaks. Albo chociaż modułowe kapsuły, które poprzez terapię dźwiękiem, medytacją czy np. śmiechem pozwolą na szybką redukcję stresu. Na to też nie ma szans – usłyszą. Podobnie jak na hamak nad szybem windy, rury strażackie zamiast schodów czy np. ściankę wspinaczkową w recepcji.

W projekcie, który przygotowują teraz eksperci, nie ma w ogóle parków służących rozrywce, nie licząc kilku pomieszczeń, w tym kawiarni i pokoju ciszy. Nie ma nawet mowy o minisali kinowej, salce koncertowej z instrumentami czy np. siłowni – bez znaczenia – ogrodowej czy pod dachem. Za Jeremym Myersonem, profesorem londyńskiej Royal College of Art, powtarzają w tonie złowieszczym, że biuro jak plac zabaw to „pogwałcenie dobrych praktyk projektowania”. Nie miejsce pracy, a raczej szałownia.

Narciarstwo biurowe


Pozostało 87% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane