- Niektórzy twierdzą, że dla wzrostu dobra byłaby gospodarka silnie nierówna, bez interwencji państwa. Ale jest oczywiste, że po kilku latach w takim kraju doszłoby do rewolucji i końca demokracji. Taki system zniszczyłby się sam - wyjaśnia Adam Glapiński, szef NBP.
Był pan drugi raz z rzędu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Czego szuka w takim miejscu prezes NBP?
Bankierzy centralni na pewno nie szukają tutaj siebie nawzajem. Spotykamy się w formacie światowym co dwa miesiące w Bazylei, a w gronie europejskim co trzy miesiące we Frankfurcie. W Davos mogę natomiast spotkać się z przedstawicielami firm zajmujących się innowacjami w świecie finansów, także nowymi technologiami dla banków centralnych. Dzięki wizycie w Szwajcarii mam także kontakt z wybitnymi ekonomistami, finansistami i inwestorami. Ci ludzie kształtują opinie na świecie, w tym te o Narodowym Banku Polskim i prowadzonej przez nas polityce monetarnej. Kolejną bardzo ciekawą grupą rozmówców są przedstawiciele największych globalnych firm. Dzięki tym rozmowom i panelom wiemy, w jakim kierunku podąża świat. To w Davos dyskutuje się na temat tego, jak będzie wyglądała światowa koniunktura, czy istnieje groźba kolejnego kryzysu.