Pierwszy raz od 10 lat liczba pracowników instytucji finansowych działających w Polsce spadła poniżej 165 tys.
W końcu listopada 2017 r. krajowe banki zatrudniały niespełna 164,8 tys. osób – wynika z danych Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. To o 4 tys. mniej niż w grudniu rok wcześniej. Z tak szybką likwidacją miejsc pracy w sektorze nie mieliśmy do czynienia od 2009 r.
Reklama
Wtedy instytucje pozbywały się pracowników niepotrzebnych do sprzedaży kredytów hipotecznych, która gwałtownie zatrzymała się po wybuchu kryzysu finansowego. Teraz ograniczanie zatrudnienia jest związane ze zmianą modelu świadczenia usług. W coraz mniejszym stopniu opierają się one na oddziałach, a rośnie rola zdalnych kanałów dostępu, jak internet i aplikacje mobilne. Efekt: miejsc pracy ubywa przede wszystkim w placówkach.

Reklama
Według UKNF, w pierwszych jedenastu miesiącach minionego roku liczba etatów w placówkach spadła o 4,5 proc. Rośnie natomiast popyt na pracowników central. Tu od początku stycznia do końca listopada 2017 r. przybyło ponad 400 miejsc pracy.
Prezesi nie ukrywają jednak, że nie szukają typowych finansistów. W bankach potrzebni są przede wszystkim specjaliści od IT. Osoby, które są w stanie np. zaprojektować nową funkcję w aplikacji czy takie, które ją przygotują. Poszukiwani są także specjaliści od tzw. user experience. Chodzi o to, by korzystanie z banku było możliwie najmniej kłopotliwe.
Co dzieje się z ludźmi, którzy tracą pracę? Część z nich może trafić do szybko rozwijającego się u nas sektora outsourcingowego. Kolejne banki otwierają w Polsce (lub zapowiadają, że wkrótce to zrobią) centra biznesowe, do których przenoszą operacje prowadzone dotychczas za granicą.
Kilka miesięcy temu o tym, że JP Morgan – największy amerykański bank – zatrudni w Polsce kilka tysięcy osób, mówił ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Liczbę pracowników w naszym kraju ma zamiar zwiększyć inny amerykański gigant – Goldman Sachs.
W podobny sposób postępują także mniejsi gracze. Przykładem jest Nordea przenosząca się ze Szwecji do Finlandii (ten drugi kraj jest członkiem strefy euro). W ramach oszczędności planuje zwolnienie w ciągu kilku najbliższych lat 6 tys. osób, czyli niemal jednej piątej zatrudnionych, i przesunięcie większej części działalności back-office do naszego kraju. Efekt? Nowe miejsca pracy u nas, ale niezadowolenie związków zawodowych działających w sektorze finansowym na Półwyspie Skandynawskim. Według Europejskiego Banku Centralnego w krajach Unii Europejskiej pracowało w końcu 2016 r. (nowszych danych nie ma) niemal 2,8 mln osób. To o prawie 10 proc. mniej niż dekadę wcześniej.
Polska to jeden z niewielu krajów, w których w tym czasie liczba bankowych miejsc pracy wzrosła (choć miało to miejsce tylko w pierwszych dwóch latach). Zatrudnienie zwiększyło się o niecałe 7 proc. Największe wzrosty zanotowano na Malcie (o 38 proc., do 4,8 tys.) oraz w Bułgarii i Szwecji (17–18 proc.).
16,6 tys. miejsc pracy w polskiej bankowości zniknęło między 2008 a 2017 r. (wcześniej zatrudnienie w branży szybko rosło)
31 proc. taki był spadek liczby zatrudnionych w bankach w Irlandii i Grecji w latach 2006–2016