Pieniądze dają władzę, ale największa władza to władza nad pieniądzem. Niestety ci, którzy ją sobie uzurpują, nie wykorzystują jej z korzyścią dla nas.
Guo Shuqing to pucołowaty okularnik o charyzmie nauczyciela historii nielubiącego swojego zawodu. Haruhiko Kuroda to typ dziadka szczodrze obdarowującego wnuczki słodyczami. Gdy spojrzysz na Jerome’a Powella, skojarzy ci się ze starym, doświadczonym i odrobinę już cynicznym adwokatem. Mark Carney to przystojniak o sportowej sylwetce (przez lata grał w hokeja), który mógłby w którymś z netflixowych seriali grać burmistrza niewielkiego miasteczka w Teksasie. Tylko Mario Draghi ma w sobie już na pierwszy rzut oka coś z finansisty. Cóż, kariera w Goldman Sachs – nawet jeśli trwała zaledwie trzy lata – musiała odcisnąć na nim swoje piętno.
Żaden z nich nie ma natomiast w swojej powierzchowności nic, co wskazywałoby, że należy stawiać ich w jednym rzędzie z potężnym Donaldem Trumpem, groźnym Władimirem Putinem czy nawet z surową Angelą Merkel, albo obawiać się ich tak samo, jak obawialibyśmy się szalonego dyktatora z dostępem do broni jądrowej. A jednak władza wymienionej piątki jest równie wielka co światowych przywódców, a możliwe skutki ich decyzji niemal tak destrukcyjne jak rozszczepienie atomu. To szefowie banków centralnych Chin, Japonii, USA, Anglii i Eurolandu. Od czasu kryzysu finansowego 2008 r. ich potęga i wpływy stały się tak duże, jak nigdy wcześniej. Gdyby internetowe księgarnie miały półki, załamałyby się one pod ciężarem tomów przestrzegających przed całkowitym oddaniem władzy tej niewielkiej grupie ekonomistów-technokratów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.