No, sam już nie wiem. Może to ze mną jest coś nie tak?”. Założę się, że niejeden czytelnik stawiał sobie nieraz takie właśnie pytanie. Ja zadaję je sobie regularnie. Na przykład po jakiejś burzliwej rozmowie o gospodarce albo o polityce. Psychologowie radzą w takiej sytuacji zastanowić się, czy oto nie padamy ofiarą wyjątkowo perfidnej przemocy psychicznej. Zwanej w literaturze fachowej jako „gaslighting”. Gaszenie płomienia.



Pojęcie narodziło się w kulturze popularnej. W 1938 r. brytyjski dramaturg Patrick Hamilton napisał sztukę pod tytułem „Gas Light”. Akcja rozgrywała się w XIX-wiecznym Londynie. Wiktoriańskim, zamglonym i pełnym ukrytej perwersji. Pochodzący z wyższych sfer bohater o imieniu Jack doprowadza tam do obłędu swoją żonę Bellę. Robi to powoli i bardzo systematycznie. Jego podstępny trick to manipulowanie gazowym oświetleniem. Systematycznie i celowo je przyciemnia, a gdy żona się na to skarży, Jack twierdzi, że przecież wszystko jest w porządku. Z biegiem czasu kobieta zaczyna wątpić w swoje możliwości percepcyjne i we własne zdrowie psychiczne. Powoli osuwa się w szaleństwo. W 1944 r. film na podstawie sztuki zrobił George Cukor. W 1961 r. „Gasnący płomień” był grany w polskiej telewizji w ramach słynnej „Kobry”.