Po 1989 r. nie zaliczyliśmy jeszcze ani jednej recesji. Politycy uznali, że to ich zasługa, i zaczęli balować na koszt tych, którzy ją napędzają.
Niewiele brakowało, by odbywający się 23 lipca 1983 r. rejsowy lot samolotu Boeing 767-200 linii Air Canada na trasie Montreal – Edmonton zakończył się katastrofą. W wyniku błędu techników obsługujących maszynę na lotnisku zatankowano niewystarczającą ilość paliwa. W efekcie w trakcie podróży zgasły obydwa silniki. Samolot wylądował jednak bezpiecznie na dawnym lotnisku wojskowym w Gimli, które na szczęście znajdowało się w relatywnie niewielkiej odległości od oficjalnego kursu maszyny. Gdyby nie umiejętności i opanowanie pilotów, którzy byli w stanie zastosować tzw. ześlizg, technikę znaną z szybownictwa, zginąć mogłoby nawet 69 osób.
Sytuacja gospodarczo-polityczna w Polsce – jeśli użyć metaforyki awiacyjnej – jest przeciwieństwem historii lotu Air Canada 143. Silniki naszego gospodarczego samolotu działają sprawnie. Od 25 lat ich tryby nie zanotowały poważniejszego tarcia i Polska w tym czasie nie przeszła ani jednej recesji. Piloci i obsługa samolotu, tj. kolejne ekipy rządzące, doszli więc do wniosku, że skoro wszystko tak wspaniale działa, to zamiast nadzorowaniem lotu mogą zająć się czym innym: włączyli autopilota, zamknęli drzwi kokpitu i rozkręcili w nim imprezę. Polska debata publiczna zaczęła przypominać karczemną awanturę, a polityka gospodarcza stała się fundowanym przez podatników menu dla różnych grup interesu.