Zakupy elektroniki, drugi samochód, poważny remont to wydatki, które wyraźnie wzrosły po uruchomieniu rządowego programu.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna



Wiemy to z analizy Marka Kośnego, profesora Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Prześledził on nakłady deklarowane przez polskie rodziny w badaniach budżetów gospodarstw domowych GUS. To pierwsze twarde dane o konsumpcji po wprowadzeniu programu „Rodzina 500 plus”. Wcześniejsze informacje o tym, na co Polacy wydawali pieniądze z programu, pochodziły z ankiet.

Reklama
Kieszonkowe i smartfon
Kośny przyznaje, że na podstawie dostępnych informacji trudno zaobserwować wzrost wydatków związanych bezpośrednio z dziećmi. Ale nie dlatego, że go nie było. Po prostu GUS praktycznie nie zbiera danych o takich „inwestycjach”. W kategoriach, które udało się wyodrębnić, zmiana jest „nieistotna statystycznie”. Oznacza to, że albo była niewielka, albo liczba obserwacji (czyli deklaracji o poniesieniu konkretnych wydatków składanych przez gospodarstwa domowe w czasie badań GUS) nie pozwala na stawianie twardych wniosków.
Zauważalny jest za to 20-proc. wzrost wydatków na kieszonkowe dla dzieci wśród beneficjentów programu „Rodzina 500 plus”. W edukacji wzrost wyniósł ok. 2 proc. Tyle, co średnia dla wszystkich gospodarstw domowych. – Edukacja w tym przypadku jest rozumiana jako korepetycje i wydatki na szkoły. Jeśli dziecko chodzi do placówki publicznej, to w tej kategorii mieściłyby się tylko wydatki na korepetycje. Bo już np. wydatki na materiały czy podręczniki są porozrzucane po innych kategoriach – tłumaczy Marek Kośny.
Autor analizy wyraźnie podkreśla: to wcale nie znaczy, że pieniądze z 500 plus nie były wydawane na dzieci. Duży wzrost w kategoriach rekreacja i kultura (o 19 proc.) czy turystyka (o 41 proc. przy przeciętnym wzroście we wszystkich gospodarstwach domowych o 8 proc.) może mieć bezpośredni związek z ich wychowaniem. Inny przykład to zakupy urządzeń domowych. Korzystający z 500 plus wydali na nie o prawie 90 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy program jeszcze nie działał. Zdaniem Kośnego to dowód na to, że pieniądze z programu w pierwszej kolejności zostały przeznaczone na poprawę standardu życia rodzin, z czego dzieci bezpośrednio korzystają.
– W wielu przypadkach nowo zakupiony komputer, smartfon czy samochód to były drugie i kolejne urządzenia tego typu w domu. To oznacza, że być może to właśnie dziecko doczekało się upragnionego smartfona, który w jego środowisku jest wyznacznikiem wyższego statusu. To samo dotyczy komputerów – wyjaśnia Kośny.
Podobnie jest z zakupami mieszkań i ich remontami. Rodziny, które dostały dodatek na dzieci, zwiększyły swoje wydatki na te cele o 84 proc. (choć ekonomista zakwalifikował je jako nieistotne statystycznie ze względu na małą liczbę obserwacji).
Oddłużanie i alkohol
Badanie potwierdza to, co widoczne było wcześniej w niektórych ankietach dotyczących oszczędzania i w raportach firm zajmujących się zbieraniem danych o zadłużeniu. Pieniądze z 500 plus w pewnej części zostały przeznaczone na oddłużenie, a w innej – ulokowane na przyszłość. Według zebranych przez Kośnego danych wydatki na spłaty długów i lokaty u korzystających z programu były o 13 proc. większe niż w 2015 r. Biorąc pod uwagę wszystkie gospodarstwa domowe, spadły w tym czasie o 2 proc.
– Skoro przychody w domach pobierających 500 plus wzrosły o 20 proc., a konsumpcja o 14 proc., to można zakładać, że część otrzymanych środków została przeznaczona na oddłużenie albo ulokowana na lokatach. Wyniki szczegółowe to pokazują – mówi Kośny.
Niejednoznacznie wyglądają dane o wydatkach na używki – zwłaszcza alkohol. Przeciwnicy programu wypłat dodatków na dzieci twierdzili przed jego uruchomieniem, że spowoduje on narastanie zachowań patologicznych, w tym wzrost spożycia alkoholu.
Wcześniej publikowane dane GUS o dostawach wyrobów spirytusowych na rynek krajowy nie potwierdzały tej teorii. Do polskich sklepów trafiło o ponad 6 proc. więcej alkoholu niż w 2015 r. Ale większość wzrostu dostaw nastąpiła jeszcze w I kwartale roku, gdy program „Rodzina 500 plus” jeszcze nie działał.
W analizie Marka Kośnego widać 19-proc. wzrost wydatków na alkohol wśród rodzin z 500 plus w porównaniu z 6-proc. wzrostem w całej populacji. Mimo to autor uważa, że nie można postawić tezy, że pieniądze są przepijane. Powód: wzrost konsumpcji jest mniejszy niż wzrost przychodów w tych rodzinach (o 21 proc.).
– Wzrost nakładów na alkohol to nie jest nic pozytywnego. Trudno jednak uznać go za znaczny. Zwłaszcza na tle tego, o ile więcej pieniędzy na alkohol wydają wszystkie gospodarstwa domowe – mówi Kośny.
Rozwiewa obawy
Wyniki badań cieszą rząd. Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, podkreśla, że to naturalne, iż w pierwszym okresie widać chęć podwyższenia standardu życia. – Wydatki na odzież, obuwie czy mieszkanie podnoszą ogólny dobrostan rodzin, więc także służą dzieciom. Rodziny wychowujące potomstwo były w najtrudniejszej sytuacji materialnej i wiadomo było, że w pierwszym rzucie za pieniędze z programu pokryją najpilniejsze potrzeby: wymienią okna, by nie marznąć zimą, kupią lepszą odzież i dopiero w dalszej kolejności pomyślą np. o zajęciach dla dzieci – wylicza Marczuk.
Sygnały o tym, że tak jest, resort otrzymywał już w zeszłym roku od samorządowców. Na przykład gdy uruchomiono wypłaty, w wielu miejscach zwiększyła się liczba odstawianych śmieci wielkogabarytowych. To był dowód, że rodziny przeprowadzają remonty i wymieniają meble. Tego typu wydatki były ponoszone w pierwszym okresie wypłat.
– Te badania były przeprowadzane na danych z zeszłego roku, a już tegoroczny sondaż CBOS przynosi rekordowe wskazania, jeśli chodzi o dodatkowe zajęcia. 64 proc. gospodarstw domowych deklaruje, że wysyła na nie dzieci – zwraca uwagę wiceminister.
Resort rodziny uważa, że badanie świadczy o tym, że założenia programu 500 plus były właściwe. – To w stu procentach potwierdza, że program jest słuszny. On rozwiewa obawy o materialną przyszłość, a to była jedna z głównych barier w dzietności. Jeśli ktoś ma problemy z codziennym związaniem końca z końcem, to trudniej mu podjąć decyzję o powiększeniu rodziny – podkreśla Marczuk.
Wydatki na turystykę skoczyły o 41 proc. Dzieci na tym skorzystały