Dziennik „Financial Times” dokonał niezwykłego odkrycia: chińskie inwestycje w Europie Środkowej oprócz wymiaru biznesowego mają także wymiar polityczny. Intencje Chińczyków mogą być więc nieszczere!
„Jeśli – zdaniem Dalibora Rohacza, analityka «FT» – kiedykolwiek dojdzie do konfrontacji między liberalnymi demokracjami świata a Chinami o Koreę Północną, Morze Południowochińskie, Tajwan czy niezliczone inne sprawy, hiperaktywna dyplomacja Pekinu w Europie Środkowej sprawia, że prawie na pewno nie będzie zjednoczonego europejskiego frontu stojącego u boku USA, Tajwanu, Korei Południowej czy Japonii”. Słowem, Rohacz twierdzi, że Chiny chcą, uzależniając nas krok po kroku od własnego kapitału, ograniczyć naszą suwerenność w polityce zagranicznej na wypadek... III wojny światowej.
Rozumiem, że waszyngtońscy „analitycy” (tam rezyduje Rohacz) żyją z kreślenia scenariuszy, w których wszystko łączy się ze wszystkim, a każdy ma ukryte i złowrogie intencje (z wyjątkiem, rzecz jasna, Amerykanów), ale nie usprawiedliwia to przemycania narracji, która jest nie tylko fałszywa empiryczne, lecz która, przenikając do umysłów elit, zdolna jest faktycznie wywołać może nie wojnę światową, ale na pewno międzypaństwowe konflikty różnego typu.