Mniej niż co trzecia firma, która dostała z UE wsparcie zwrotne, odnotowuje potem wzrost dochodów.
Reklama
Fundusze unijne to nie tylko bezzwrotne granty, z których chętnie korzystają beneficjenci w całej Polsce. W coraz większym stopniu jest to pomoc zwrotna – poręczenia, kredyty czy pożyczki.

Reklama
Co czwarte euro do zwrotu
W ten sposób rozdzielamy już 4–5 proc. udostępnionej nam przez Brukselę kwoty 82,5 mld euro. Do 2020 r. ten odsetek – jak wynika z rządowych prognoz – wzrośnie do 7 proc., a w 2030 r. już co czwarte euro wydawane w Polsce będzie trzeba zwrócić.
Rząd i samorządy zgodnie twierdzą, że chodzi o wypełnienie luki finansowej. Wielu przedsiębiorców ma problemy z uzyskaniem kredytu, bo banki uznają ich przedsięwzięcia za zbyt ryzykowne lub nie wierzą w ich zdolności do spłaty długu. W takich sytuacjach firmy mogą zwrócić się o unijne wsparcie zwrotne do utworzonych przez samorządowe władze województw regionalnych funduszy poręczeniowych i pożyczkowych. Jak to wygląda w praktyce, pisze Najwyższa Izba Kontroli (NIK) w raporcie, do którego udało nam się dotrzeć. Inspektorzy zbadali 17 funduszy regionalnych i ich ogólna ocena jest pozytywna. Wsparcia udzielano zgodnie z zasadami, a fundusze od 2013 r. do I półrocza 2016 r. udzieliły łącznie 4,8 tys. poręczeń´ na kwotę 0,8 mld zł i 5,9 tys. pożyczek na kwotę 0,5 mld zł.
Wątpliwości NIK wzbudził fakt, że większość funduszy (12 z 17) nie znała rezultatów udzielonej pomocy. Tłumaczyły, że nie mają takiego obowiązku. Tylko trzy fundusze sprawdzały wskaźnik przetrwania przedsiębiorstw pokazujący, jaka część firm kontynuowała swoją działalność. – Z tych, które dostały wsparcie, aż 91 proc. Z grona tych, którym odmówiono, ok. 75 proc. – wyjaśnił jeden z funduszy.
Innym wystarczały informacje firm o planowanym wzroście zatrudnienia, deklarowane jeszcze na etapie wnioskowania o pożyczkę czy kredyt. O tym, jak bardzo niemiarodajne są te oświadczenia, świadczy fakt, że – jak ustaliła NIK – w rzeczywistości przedsiębiorcy utworzyli tylko połowę z 1,2 tys. zadeklarowanych miejsc pracy.
Przykładem do naśladowania może być Pomorski Regionalny Fundusz Poręczeń´ Kredytowych. Po wygaśnięciu poręczenia przedsiębiorcy przekazywali mu oświadczenia m.in. o wprowadzeniu nowych rozwiązań´, utworzeniu miejsc pracy i wzroście sprzedaży. Problem w tym, że takie oświadczenia uzyskano tylko od 38 proc. firm.
Banki z regionalnych funduszy
NIK twierdzi, że taka ewaluacja programów pomocowych powinna być standardem. A skoro fundusze nie badają wpływu udzielonego wsparcia na sytuację firm, NIK zrobiła to za nie. Kontrolerzy ustalili, że wzrost zysków i przychodów odnotowało 28 proc. firm. Prawie 29 proc. wprowadziło nowe produkty i usługi, zaś´ 18 proc. pozyskało nowe rynki zbytu.
NIK wytyka funduszom, że za mało promują się wśród przedsiębiorców. Wydają na to średnio 44,4 tys. zł rocznie. Dlatego pomogły mniej, niżby mogły – kapitał na pożyczki wykorzystano w 59 proc., zaś na poręczenia – w 79 proc.
Dopatrzono się też jednostkowych nieprawidłowości w dziewięciu z 17 funduszy. Dotyczyły one m.in.: zawyżania prowizji i oprocentowania, a także naruszeń ustawowych zasad udzielania pomocy publicznej. – Skutki finansowe stwierdzonych nieprawidłowości oszacowano na ponad 600 tys. zł.
Co na to Ministerstwo Rozwoju? Wiceminister Jerzy Kwieciński przypomina, że obowiązek nadzorowania działalności funduszy spoczywa na marszałkach województw. Zapewnia, że resort też stara się kontrolować sytuację. – Zbyt wielu nieprawidłowości w funduszach nie dostrzegamy, bardziej boli nas efektywność tych instytucji. W czasie poprzedniej perspektywy finansowej obracały pieniędzmi zwrotnymi zazwyczaj niewiele ponad jeden raz, a powinny co najmniej trzykrotnie – ocenia wiceminister.
I obiecuje, że instrumenty zwrotne będą coraz bardziej dostępne. Jak tłumaczy, obecnie województwa mogą tworzyć regionalne fundusze rozwoju i to one będą stanowić dobrą bazę do tworzenia jeszcze silniejszych regionalnych instytucji finansowych, czyli banków regionalnych. – Chciałbym, by na początku nowej perspektywy unijnej były już 2–3 takie banki – mówi Kwieciński. Mogłyby one zbierać pieniądze z krajowego i międzynarodowego rynku. Obecnie funkcjonujące fundusze regionalne bazują tylko na środkach publicznych.