Artur Katz wyszedł z biura maklerskiego i kupił magnum w pobliskim sklepie z bronią. Wrócił. Zastrzelił szefa oddziału, ciężko ranił swojego doradcę inwestycyjnego. Popełnił samobójstwo.
Ta tragiczna historia miała swój początek na Wall Street, w poniedziałkowy ranek 19 października 1987 r. Od początku sesji na nowojorskiej giełdzie widoczna była duża nierównowaga w liczbie zleceń kupna i sprzedaży. Większość inwestorów chciała pozbyć się akcji. W takiej sytuacji regulamin pozwalał specjalistom, odpowiedzialnym za płynność handlu poszczególnymi akcjami, wstrzymać start notowań. Wielu z tego skorzystało. O godzinie 10, pół godziny po oficjalnym otwarciu sesji, spółki odpowiadające za 30 proc. wartości indeksu S&P 500 wciąż nie miały ustalonego kursu otwarcia. Indeks oblicza się na bieżąco, uwzględniając ostatnie dostępne kursy. S&P 500 trzymał się na początku poniedziałkowej sesji całkiem mocno, bo w znacznym stopniu obliczany był na podstawie notowań piątkowych.
Nowy Jork stoi, Chicago handluje