Tylko Sołowow potrafił przyjechać osobiście do redakcji i przekonywać, by złagodzono ton tekstów o jego spółkach. Teraz ostatnią chce zdjąć z GPW.
Jeden z najbogatszych Polaków nie kupował pochlebnych artykułów. Nie musiał tego robić, bo jeszcze w latach 90., jako główny udziałowiec spółki Echo Press (wydawca m.in. „Życia Warszawy”), sam mógł kształtować opnie o sobie. Kiedy Echo porzuciło biznes prasowy i zaczęło budować centra handlowe i mieszkania, Michałowi Sołowowi zdarzyło się odwiedzić redakcję jednej z gazet, żeby w sposób bezpośredni ukształtować teksty o zarządzającym siecią marketów budowlanych Polish Life Improvement (później Nomi), budowlanym Mitexie czy Echu. Jedna z anegdot mówi, że nie używał siły argumentów ani pieniędzy.
– 1 stycznia 2008 r. wchodził w życie nowy kodeks dobrych praktyk. Wprowadzał zasadę, że rada nadzorcza w raporcie rocznym dokonuje także oceny sposobu zarządzania ryzykiem istotnym dla spółki oraz systemu kontroli wewnętrznej. Pierwszy komunikat, jaki 2 stycznia wpłynął na giełdę, pochodził od Synthosu. Mówił, że firma tych zasad nie będzie przestrzegać. To było charakterystyczne dla spółek kontrolowanych przez Sołowowa – mówi Andrzej S. Nartowski, były prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów.