W miarę coraz łatwiejszego i bogatszego dostępu do danych w ostatnich latach doświadczyliśmy nawałnicy badań pokazujących skalę nierówności dochodowych i majątkowych w USA i niektórych innych krajach.
Wiele przekonujących badań wskazuje na wzrost nierówności majątkowych od połowy lat 80. w Wielkiej Brytanii i USA. Przykładowo udział 1 proc. najbogatszych Amerykanów w całym majątku USA wzrósł z ok. 25 proc. w 1980 r. do ok. 40 proc. obecnie. Jak to zwykle z nawałnicami bywa: gradowi obserwacji towarzyszy wichura pomysłów na temat źródeł tego procesu, jego oceny oraz sposobów zaradzenia negatywnym skutkom. Wzrost nierówności budzi dość powszechny niepokój i to nie tylko w środowiskach lewicowych, bo stanowi czynnik ryzyka dla trwałego wzrostu gospodarczego i stabilności politycznej oraz demokracji – pieniądze pozwalają wpływać na wybory, a ich brak ogranicza np. możliwości kształcenia. Jeżeli – jak pokazuje wiele badań – zamożność rodziców jest jednym z kluczowych determinantów sukcesu edukacyjnego dzieci, to jak zapewniać równość szans?
Bardzo trudno w ujęciu empirycznym przypisać zmiany nierówności jednemu konkretnemu czynnikowi. Już samo poprawne zmierzenie nierówności nasuwa dużo trudności, sprawdzenie ich źródeł wymaga niebywałej kreatywności. Taką kreatywnością wykazali się Joachim Hubmer (Yale), Per Krussel (Stockholm School of Economics) oraz Anthony Smith (Yale). Skonstruowali model, który uwzględnia cztery możliwe kanały zmian w nierównościach: