Bank centralny zwiększył swoje oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego i cen. Podnosić stóp procentowych jednak nie zamierza.
Na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami po zakończeniu posiedzenia RPP Adam Glapiński zaznaczał, że decyzje o stopach mają charakter kolegialny. Niemniej jego wypowiedzi wskazują, że kredytobiorcy nie powinni się martwić, że ich raty szybko będą się zwiększać. Z drugiej strony – posiadacze wolnej gotówki nie mają co liczyć na podwyżki oprocentowania depozytów w bankach.
– W moim przekonaniu nie będzie podstaw do zwiększania stóp procentowych w tym roku, a być może nawet dłużej. Jeśli cały czas będziemy mieli wskaźnik cen przy dolnym poziomie odchyleń od celu, to i w 2018 r. – te dwa zdania Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego i przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej, najlepiej podsumowują obecne nastawienie banku centralnego.
Reklama
Co przewiduje Narodowy Bank Polski / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Inflacja w ostatnich miesiącach rosła, w listopadzie była na zerowym poziomie w skali roku, ale w styczniu osiągnęła już – według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego – 1,8 proc. To znaczy, że jest wyższa niż wynosząca 1,5 proc. główna stopa NBP. – Prawdopodobnie okres ujemnych stóp realnych się wydłuży. Ale nie widzę powodu, by się tym niepokoić – stwierdził Glapiński.
Oczekiwany dłuższy okres ujemnych stóp procentowych jest związany z wynikami najnowszej projekcji inflacji przygotowanej przez NBP (projekcja to dla RPP kluczowe źródło wiedzy o perspektywach gospodarki). Wynika z niej, że w tym roku średni wzrost cen będzie wynosił ok. 2 proc. W przyszłym roku możliwa jest minimalna obniżka – do 1,9 proc., a w 2019 r. średnia inflacja osiągnie 2,3 proc. Celem RPP jest inflacja na poziomie 2,5 proc. Wzrost cen będzie więc na tyle niski, że nie będzie uzasadniał podwyżek stóp, ale też na tyle wysoki, że w ujęciu realnym stopy będą na minusie. Prezes Glapiński podkreślił jednak, że nie ma mowy o realnym ujemnym oprocentowaniu kredytów dla gospodarki.
Chociaż na konferencji szef NBP wskazywał, że inflacja nie stanowi powodu do obaw, to w comiesięcznym komunikacie po spotkaniu RPP można zobaczyć element niepewności. „Ryzyko trwałego przekroczenia celu inflacyjnego w średnim okresie jest ograniczone” – napisała tym razem rada. Miesiąc temu uważała, że takie ryzyko jest „niewielkie”.
NBP z większym optymizmem patrzy też na perspektywy wzrostu PKB. Choć w 2016 r. gospodarka rozwijała się wolniej, niż bank oczekiwał jeszcze w listopadzie, to jego nowe przewidywania na ten rok są wyższe niż te z jesieni. Wtedy spodziewano się, że w tym roku gospodarka urośnie o 3,6 proc. Teraz oczekiwania mówią raczej o 3,7 proc. (taki jest środek przedziału prognoz). Przedstawiciele banku centralnego nie wyjaśnili, skąd podwyżka prognoz.
Większy optymizm NBP i RPP może jednak skutkować tym, że bank zrewiduje stanowisko dotyczące niezmieniania stóp. Analitycy mBanku policzyli, jak w przeszłości wyglądał w komunikatach rady bilans słów o zabarwieniu pozytywnym i negatywnym. Przewaga tych pierwszych zapowiadała zaostrzenie polityki pieniężnej. Choć od dwóch lat stopy są rekordowo niskie, to w ostatnim czasie „indeks optymizmu RPP” wyraźnie idzie w górę. – Rada może przez pewien czas upierać się przy pozostawianiu stóp bez zmian, ale jeśli poprawa koniunktury będzie kontynuowana, to nie będzie miała wyjścia i zdecyduje się w końcu na podwyżkę – uważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.
Na konferencji po posiedzeniu RPP Adam Glapiński zapowiedział, że zapewne jeszcze w marcu zostaną przedstawione konkretne instrumenty, które mają skłonić banki do rozmów z klientami w sprawie przewalutowania kredytów frankowych.