Tzw. pre-pack, czyli nowy sposób likwidacji, może być metodą przejęcia Katowickiego Holdingu Węglowego przez Polską Grupę Górniczą – dowiedział się DGP.
Dziennik Gazeta Prawna
Pre-pack działa od 2016 r. i polega na tym, że będąca w trudnej sytuacji finansowej firma (KHW ma 2,5 mld zł zobowiązań i stracił płynność finansową), składając wniosek o upadłość, wskazuje chętnego na nabycie przedsiębiorstwa lub jego części. – Takie rozwiązanie lansuje PGG, która nie chce przejmować całego KHW, tylko jego najlepsze aktywa – mówi osoba znająca sprawę. Zwolennikiem pre-packu jest Tomasz Rogala, szef PGG, który ma uprawnienia syndyka.
Reklama
Taki rodzaj upadłości można przeprowadzić w kilka tygodni – a zgodnie z deklaracjami resortu energii PGG ma przejąć Holding do końca marca, bo ten nie będzie miał już środków na marcowe wypłaty. Potrzeba na nie ok. 90 mln zł. – KHW może skorzystać z ostatnich przedpłat na węgiel, ale to źródełko też już wysycha – zauważa jeden z naszych rozmówców zbliżonych do transakcji.

Reklama
Resort energii chciał, by do PGG trafił cały Holding, choć np. kopalni Wieczorek kończy się złoże i może być likwidowana bez obciążania PGG, a tzw. ruch Śląsk wchodzący w skład kopalni Wujek został wpisany na listę kopalń do zamknięcia zatwierdzoną przez Komisję Europejską. Pre-pack byłby dla PGG korzystniejszy. Grupa przejęłaby dwie najbardziej perspektywiczne kopalnie Holdingu: Murcki-Staszic oraz Mysłowice-Wesoła.
Wczoraj wznowione zostały rozmowy dotyczące połączenia obu węglowych firm, dzisiaj zaplanowano posiedzenie Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Ze związkowcami i zarządami rozmawiał wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski. Podkreślał, że porozumienie powinno być podpisane do środy rano. Związkowcy tłumaczyli brak zgody niejasnościami związanymi m.in. z formą zatrudnienia załogi KHW w PGG. Do wyjaśnienia jest też przyszły system płac. W Holdingu obowiązuje jednolity układ zbiorowy pracy i np. czternastka (choć za 2016 r. została wypłacona tylko w ok. 15 proc.). W Grupie tych rozwiązań nie ma. Z nieoficjalnych informacji PAP wczoraj wieczorem wynikało, że część związków zgodziła się na nowe porozumienie.
W środę resort energii rozpoczyna rozmowy z inwestorami „dużej PGG”. Dokapitalizowanie firm po połączeniu deklarują Enea (350 mln zł), TF Silesia (200 mln zł) i Węglokoks (150 mln zł). Ale trzeba minimum 1 mld zł, a nawet 1,5 mld zł. W zeszłym tygodniu pojawiły się informacje o pośrednim zaangażowaniu Orlenu na 400 mln zł. Spółka miałaby odkupić w tym celu część aktywów Węglokoksu. Na czwartek zaplanowano rozmowy z instytucjami finansowymi, m.in. o konwersji zadłużenia.
Według przeciwników pre-packu może być on mniej korzystny dla wierzycieli, bo obowiązki mające na celu ochronę ich praw ustawodawca powierzył sądowi. Ale banki nie będą tu pokrzywdzone. Mogłyby odbić sobie straty przy okazji innych transakcji ze Skarbem Państwa.
Jak ustaliliśmy, formuła pre-packu może się nie udać – o żadnej formie upadłości czy likwidacji nie chce słyszeć prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Choć do planowego przejęcia pozostał miesiąc, do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie wpłynął wniosek o zgodę na koncentrację, co potwierdził nam wczoraj Maciej Chmielowski z UOKiK.
Na początku lutego rzecznik PGG Tomasz Głogowski przekazał DGP, że wniosek jest szykowany i zostanie złożony „w terminie umożliwiającym zamknięcie procesu konsolidacji”.
Dla siłowni morskich polityka energetyczna ważniejsza od SOR
Brak morskich farm wiatrowych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) nie przesądza, że ten segment nie będzie się rozwijać. Na wczorajszej konferencji poświęconej przyszłości wiatraków na Bałtyku Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej, zapewniał, że decydująca będzie planowana nowa polityka energetyczna Polski. Z SOR wypadły też np. zapisy dotyczące siłowni jądrowej, a resort energii zapewnia, że ostateczna decyzja o budowie lub jej braku nie została podjęta.
Z niedawnego raportu firmy doradczej McKinsey wynika, że potencjał farm na Bałtyku to 6 GW mocy do 2030 r., w tym ponad 1 GW do 2025 r. przy już wydanych zezwoleniach na przyłączenie 2,2 GW. Dla porównania – cała moc w polskim systemie energetycznym to dziś ok. 40 GW.
Na razie nie mamy ani jednego wiatraka na Bałtyku. Najwięcej należy do Brytyjczyków i Niemców. – Sektor ten cechuje ogromna dynamika rozwoju. W 2030 r. w Europie moc morskich wiatraków może wynieść 25–40 GW wobec dzisiejszych 11 GW – uważa Tomasz Marciniak, współautor raportu McKinsey.
U nas najbardziej zaawansowana z wiatrakami na morzu jest prywatna Polenergia. Zapowiada uruchomienie pierwszych za cztery lata. Ma już pozytywną decyzję środowiskową. – Czekamy też na drugą decyzję środowiskową. Morskie farmy Bałtyk III i Bałtyk II są obecnie naszą strategiczną inwestycją, która pozwoli polskiej gospodarce uzyskać miano lidera tego typu przedsięwzięć – mówi Jacek Głowacki, p.o. prezes spółki.
O roli morskiej energetyki wiatrowej w polskiej gospodarce przekonują również przedstawiciele firm związanych z sektorem pośrednio. – Nasze kable są w 70 proc. wszystkich morskich farm wiatrowych. Na razie sprzedajemy je na eksport. Nikt nie chce walczyć z innymi źródłami energii, nikt nie mówi, że wiatraki na morzu będą podstawą systemu energetycznego, ale ich rozwój jest nieunikniony – uważa Piotr Mirek, wiceprezes Tele-Foniki Kable.
Stryjecki przekonuje, że za kilka lat wiatraki na morzu nie będą potrzebowały wsparcia dla źródeł odnawialnych, ponieważ produkcja energii z nich tanieje – obecnie to ok. 80 euro za 1 MWh. Wytwarzanie energii ze źródeł konwencjonalnych jest nawet o połowę tańsze.