W ciągu kilku ostatnich miesięcy sytuacja uległa pogorszeniu. Ryzyko ostrego kryzysu, gwałtownych i chaotycznych zaburzeń w międzynarodowych finansach jest dziś największe od września 2008 roku, czyli od paniki spowodowanej bankructwem banku Lehman Brothers.

Polska, nie należąc do strefy euro, pozostaje na uboczu wydarzeń. Nie mamy bezpośredniego wpływu na decyzje dotyczące kształtu, wielkości i zasad uruchamiania programów pomocowych dla krajów zagrożonych bankructwem. Nie bierzemy udziału w dyskusji nad mandatem niezależnego Europejskiego Banku Centralnego.

Z drugiej strony jesteśmy ściśle zintegrowani z krajami strefy euro. To one odpowiadają za 55 proc. naszych obrotów towarowych, a banki z udziałem zagranicznym, prawie wyłącznie z krajów UE, stanowią 2/3 naszej bankowości. Z krajami strefy euro łączą nas także masowe kontakty międzyludzkie – turystyka, emigracja zarobkowa, zakupy transgraniczne.

Chociaż więc polska gospodarka radzi sobie stosunkowo dobrze, europejski kryzys finansowy puka i do naszych drzwi. Załamuje się popyt na polskie towary na rynkach południowej Europy, słabnie u naszych bezpośrednich sąsiadów. Wzrost niepewności w finansach europejskich przełożył się na gwałtowne wahania kursów walutowych: w ciągu ostatnich 12 miesięcy złoty stracił do dolara aż 24 proc., w tym aż 11 proc. od końca kwietnia 2012 r. To złe wiadomości dla inwestujących w polskie aktywa, importerów oraz kredytobiorców w walutach obcych. Z banków dochodzą też informacje o zmniejszaniu akcji kredytowej.

Załamuje się popyt na polskie towary, wahania kursów walutowych odbijają się na przedsiębiorcach, łamie się zaufanie do rynków akcji, także do naszego

Obecny okres zaburzeń doprowadził do podważenia zaufania do rynków akcji także w Warszawie. W ciągu ostatnich 12 miesięcy WIG20 spadł o 29 proc. W takiej sytuacji giełda przestaje być dostarczycielką kapitału dla przedsiębiorstw, spółki rezygnują z przeprowadzania ofert publicznych.

Ta atmosfera kryzysu i powszechnych oszczędności jest dla Polski szczególnie niekorzystna jeszcze z jednego powodu: Unia Europejska wkracza właśnie w decydującą fazę negocjacji nowego budżetu, a my jesteśmy przecież jego największym beneficjentem.

Europie grozi załamanie finansów Grecji. Możliwe, że uruchomi to reakcję łańcuchową i w rezultacie doprowadzi do zdestabilizowania całej strefy euro. Już 17 czerwca dowiemy się, czy w greckich wyborach parlamentarnych zwycięży rozsądek – koalicja dwóch dotychczas rządzących partii, realizujących plan wyrzeczeń finansowych, czy też Ateny wybiorą skok w nieznane. Być może jeszcze przed szczytem unijnym lub w jego trakcie 30 czerwca czeka nas formalne bankructwo tego kraju.

Reakcja łańcuchowa może nastąpić i bez impulsu z Grecji. Już teraz działają proste mechanizmy dostosowawcze: kapitał ucieka z miejsc niebezpiecznych. W Grecji, Hiszpanii i Włoszech trwa wycofywanie oszczędności. Ten proces może osiągnąć rozmiary zagrażające przetrwaniu wielu narodowych systemów bankowych. Przy obecnym ograniczonym mandacie EBC w całej UE nie ma takich pieniędzy, aby powstrzymać narastanie kryzysu bankowego.

Nie łudźmy się więc, że możemy przetrwać ten kryzys, zamykając się w naszym polskim zaścianku i nie uczestnicząc w europejskich dyskusjach i próbach naprawczych. Nie możemy siedzieć z założonymi rękami i biernie przyglądać się, co z tych prób dla nas wyniknie. Nawet jeśli nie jesteśmy w strefie euro, jej kryzys dotyka nas przecież bezpośrednio.

Chcemy wierzyć, że NBP i KNF mają plany awaryjne dla zapewnienia stabilności finansowej polskiego systemu bankowego w przypadku wystąpienia silnych zaburzeń w finansach międzynarodowych.

Chcemy widzieć szybszy postęp w reformach strukturalnych. Doceniamy determinację rządu przy przeprowadzaniu reformy emerytalnej i wprowadzaniu składki zdrowotnej od rolników. Ale gdzie jest, zapowiedziane przez premiera, skrócenie czasu oczekiwania na pozwolenia na budowę do 100 dni przy dużych inwestycjach? Gdzie skrócenie czasu postępowań o jedną trzecią? Gdzie postęp w deregulacji ? Na razie Polska wciąż pogarsza swoją pozycję w rankingu Doing Business.

Chcemy, by nasze elity polityczne poważnie zajmowały się obroną stabilności polskiej gospodarki.

Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”