statystyki

Bitcoin dojrzał do rewolucji. Ale kryptowaluty nie są remedium na zły system bankowy

autor: Jakub Bożek13.08.2016, 19:00; Aktualizacja: 13.08.2016, 21:03
Wyobraź sobie, że pewnego dnia dostaniesz SMS-a: „Zapłacę ci sto złotych, jeśli w tym momencie wyjdziesz na ulicę i pomachasz ręką”.

Wyobraź sobie, że pewnego dnia dostaniesz SMS-a: „Zapłacę ci sto złotych, jeśli w tym momencie wyjdziesz na ulicę i pomachasz ręką”.źródło: ShutterStock

Historia dojrzewania bitcoina jest też historią transferu innowacji od idealistycznych libertariańskich informatyków ku finansistom z Wall Street i londyńskiego City.

Reklama


Wyobraź sobie, że pewnego dnia dostaniesz SMS-a: „Zapłacę ci sto złotych, jeśli w tym momencie wyjdziesz na ulicę i pomachasz ręką”. Nadawcą jest program komputerowy. Masz te kilka minut i rzeczywiście robisz to, o co cię proszą. Po chwili dostajesz wiadomość, że na twoim koncie znalazły się środki – opowiada mi Tomasz Kolinko, programista i przedsiębiorca. Gdy stwierdzam, że trudno mi w to uwierzyć, mój rozmówca zapewnia, że ten świat jest na wyciągnięcie ręki. Faktycznie jest człowiekiem, któremu przyszłość wydaje się być lepiej znana: od kilku lat spędza w Dolinie Krzemowej dwa miesiące w roku, za bilety lotnicze płaci bitcoinami, a po Warszawie porusza się na czymś w rodzaju elektrycznej deskorolki.

Spotykamy się w kawiarni, której wewnętrzna polityka nakazuje sprzedawcom spoufalać się z klientami. Skarżę się na tę przymusową fraternizację. – Już za kilka lat mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej – mówi Kolinko. – Przy wejściu do lokalu specjalna kamera zeskanuje twoją twarz. Następnie zdjęcie zostanie przesłane do firmy zajmującej się przetwarzaniem obrazów, więc kasjer już nie będzie cię musiał pytać o imię. Będzie wiedział i po prostu powie: Cześć Jakub.

Wszystko to będzie możliwe dzięki tzw. blockchainowi, zdecentralizowanej i niemożliwej do podrobienia bazie danych, która została opracowana przez twórcę kryptowaluty bitcoin.

Jakie skutki – poza rewolucją w branży kawiarnianej – będzie miała jej implementacja?

Ściśnięta Apokalipsa

Każda rewolucja ma swoje początki, w tym konkretnym przypadku datują się one na pierwsze dni stycznia 2009 r. To wtedy Satoshi Nakamoto – anonimowy informatyk, może informatyczka, może grupa osób; nie wiadomo tego, bo tożsamość Satoshiego do dziś pozostaje nieznana – wytworzył pierwsze bitcoiny, wirtualne pieniądze niezależne od polityki monetarnej państw i ich banków centralnych.

Nie był to pierwszy eksperyment z kryptowalutami, czyli środkami płatniczymi wykorzystującymi zdobycze kryptografii. Bo bitcoin miał wielu poprzedników, choć ich historia nie rokowała dobrze na przyszłość. Wcześniej kryptowaluty borykały się albo z problemami technicznymi, albo z brakiem akceptacji w głównym nurcie – obie przypadłości występowały zresztą często wspólnie. W tym kontekście początkowo sceptyczne reakcje na bitcoina były całkowicie zrozumiałe. Gdy Satoshi wysłał informacje o nowej walucie na listę e-mailingową pasjonatów kryptografii, spotkał się z chłodnym odzewem. Ktoś napisał, że technologia jest nadzwyczaj potrzebna i ważna, ale nigdy nie uda się jej urosnąć na tyle, by korzystały z niej setki milionów osób. Autor podręcznika „Internet dla opornych” z kolei stwierdził, że bitcoina zabiją hakerzy. W 2016 r. bitcoin jest dojrzałą technologią, jego wartość rynkowa to ponad 10 mld dol. Historia bitcoina to historia sukcesu – co o nim zadecydowało?

Dotychczasowi twórcy kryptowalut borykali się z podstawowym problemem: w jaki sposób dwie osoby mogą przesłać sobie środki bezpiecznie, anonimowo oraz bez pośrednictwa trzeciej strony. Dziś przy każdej transakcji elektronicznej ujawniamy bankom – czy innym pośrednikom – wiele prywatnych, wrażliwych danych. Poza tym pośrednictwo kosztuje. Weźmy same płatności elektroniczne – w 2013 r. dwie największe spółki wydające karty płatnicze, Visa i MasterCard, przetworzyły transakcje o wartości 11 bld dol. Jeśli za każdą z nich pobrały 2 proc. opłaty manipulacyjnej, daje to 250 mld dol. przychodu w ciągu roku. To opłata za zaufanie, podstawowy wymóg przy transakcji – płacimy pośrednikom, by świadczyli, że faktycznie mamy pieniądze i że trafią one do kontrahenta. Geniusz Satoshiego polegał na stworzeniu systemu, w którym pośrednicy są niepotrzebni.

Każdy użytkownik bitcoina ma unikatowy portfel (czyli publiczny adres, numer konta) strzeżony przez prywatny klucz kryptograficzny. W przeciwieństwie do tradycyjnego systemu bankowego klucz (ciąg 64 znaków) jest znany wyłącznie użytkownikowi – i nie ujawni się go na żadnym etapie transakcji. Załóżmy, że A chce przesłać kilka bitcoinów B. Uruchamia aplikację portfela na komputerze i potwierdza swoją tożsamość prywatnym kluczem. Aplikacja produkuje coś w rodzaju cyfrowego czeku – ciąg znaków zależnych od prywatnego klucza i samej wartości transakcji – wszystko odbywa się offline (bez połączenia z internetem), wszystko jest szyfrowane, co oznacza, że na podstawie czeku nie da się wydedukować zawartości prywatnego klucza. Kolejny etap jest już online, czek trafia do bitcoinowej sieci składającej się z wielu prywatnych komputerów – węzły sprawdzają, czy A faktycznie ma pieniądze, które chce przesłać. Robią to, odwołując się do rejestru wszystkich transakcji. Ponieważ każdy węzeł ma kopię rejestru na dysku, żaden z nich nie ma potrzeby odwoływania się do wyższej instancji. Gdy większość węzłów – 51 proc. z nich – zgodzi się, że A nie oszukuje, nowa transakcja dodawana jest do rejestru. Ten rejestr to właśnie blockchain – publicznie dostępny spis wszystkich transakcji, którego nie można ani zmienić, ani podrobić.

Ponieważ utrzymywanie blockchainu wymaga sporej mocy obliczeniowej, a co za tym idzie szybkich komputerów, węzły są nagradzane za swoją pracę. Tu przyda się jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Kolejne transakcje są co 10 min dodawane do rejestru blokami zawierającymi nawet po 3000 przelewów – stąd też nazwa blockchain oznaczająca ciąg bloków. Każdy kolejny blok musi być zgodny z rejestrem, równocześnie każdorazowe dodanie kolejnego bloku do rejestru potwierdza autentyczność tegoż. Gwarantuje to kryptografia, w tym wypadku szyfr SHA-256 pozwalający skompresować dowolny ciąg znaków do 64 znaków. Dla przykładu oto Apokalipsa św. Jana: 02180fa095b1e1cde043e25890d737a129536784c66d1634462c1fe5d8251a07.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama