statystyki

Neoliberałowie nie chcą oddać zdobytej hegemonii. Wolą się upierać, że to świat zwariował

autor: Rafał Woś06.08.2016, 17:30; Aktualizacja: 06.08.2016, 18:10
pieniądze, finanse, gospodarka

"Nie dajmy się przestraszyć. Bo to nie jest tak, że to, co dobre dla neoliberalizmu, jest dobre dla ludzkości. Akurat ostatnio bywało odwrotnie."źródło: ShutterStock

Ekonomia głównego nurtu stworzyła własny establishment: klasę wpływowych zwycięzców neoliberalizmu. Oni nie chcą oddawać zdobytej hegemonii. Wolą się upierać, że to świat zwariował.

Reklama


Ludzie obserwują to, co się dzieje na świecie, i się martwią. Pan też?

A we mnie jest ekscytacja. Nawet nadzieja.

A gdzie pan tę nadzieję widzi? W Brexicie? W rozmywanej spójności UE? A może w tym, że Donald Trump może zostać prezydentem USA?

To nie jest pełny obraz. Wydłużyłbym tę listę zjawisk politycznych o Berniego Sandersa w USA, Jeremy’ego Corbyna w Wielkiej Brytanii czy grecką Syrizę – one przywracają do debaty tradycyjne progresywne postulaty redystrybucji i sprawiedliwości społecznej. Dodałbym jeszcze do tego Justina Trudeau, który mówił, że nie podda się dyktatowi „zrównoważonych finansów publicznych”, i wygrał wybory w Kanadzie. Albo najnowsze prace analityków FW oraz Banku Światowego, za jakie jeszcze 10 lat temu szefowie by ich wywalili z pracy. Wszystko to razem składa się na bardzo poważną korektę ortodoksyjnego modelu neoliberalnego. Moment oddechu i odwilży po latach ideowego zamordyzmu.

Zamordyzm? Mocne słowo.

A jak nazwać inaczej sytuację, która zakłada istnienie wąskiego kanonu jedynie słusznych prawd? Przez kilka dekad zachodni politycy mówili: mamy tu dla was, kochani, świetne lekarstwo na wszystkie społeczne dolegliwości. Ta tabletka to efekt prac najlepszych ekonomistów. Wielu – w tym ja – mówiło, że to lekarstwo cuchnie na kilometr. „Może i cuchnie, ale jest za to bardzo zdrowe” – słyszeliśmy w odpowiedzi. I łyżka z miksturą trafiła prosto do naszych ust. A za nią kolejna i kolejna. Liberalizacja handlu, deregulacja sektora finansowego, obniżki podatków dla biznesu i najbogatszych, likwidacje barier handlowych, prywatyzacja usług publicznych, elastyczność rynku pracy, rozbicie związków zawodowych, tanie państwo. „Już dosyć! To ekonomiczny obłęd, który się źle skończy!” – darliśmy się wniebogłosy. Ale oni udawali, że nie słyszą. Pieniaczy zamykano w akademickich i politycznych skansenach. Wzruszając ramionami, że to wariaci, którzy nie rozumieją wyzwań XXI w.

Przesadza pan. W zachodniej ekonomii głównego nurtu krytyka neoliberalizmu była obecna od lat. Nawet na Uniwersytecie Chicagowskim, nad którym unosi się duch Miltona Friedmana, można by znaleźć paru kontestatorów.

Tylko że ta krytyka nie miała przełożenia na rzeczywistość. Proszę spojrzeć na skalę. Każde zachodnie społeczeństwo można podzielić na dwie grupy. Większości – pewnie ok. 90 proc. – brak wykształcenia ekonomicznego. Nie mówię, że to źle, bo społeczeństwo złożone z samych ekonomistów byłoby nie do zniesienia. Stwierdzam tylko, że nieekonomistom brak fundamentalnej pewności siebie, która pozwala powiedzieć „sprawdzam”. W efekcie większość ludzi przychyli się do dominującej opinii. Zwłaszcza że współczesna ekonomia do perfekcji opanowała tworzenie wokół siebie aury wiedzy tajemnej.

To prawda. Na temat terroryzmu czy aborcji zdanie ma każdy z nas. Ale gdy rozmowa zejdzie na ekonomię, większość ludzi zacznie unikać debaty. I padnie argument, że przecież „nie jestem ekonomistą”.

Problem w tym, że te 10 proc. populacji, która otarła się o edukację ekonomiczną, niekoniecznie jest godna zaufania. Bo przeważająca większość ma za sobą co najwyżej jakąś formę studiów biznesowych. To potężna grupa, z której w krajach zachodnich wywodzi się kadra menedżerska. Jednocześnie są to ludzie najsłabiej wykształceni. Oni zazwyczaj opuszczają szkołę po otrzymaniu podstawowej wiedzy. W większości przypadków oni nawet nie wiedzą, że na myśleniu neoliberalnym są jakieś rysy.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (2)

  • ~j.(2016-08-06 19:36) Zgłoś naruszenie 62

    Może wreszcie dotrze do ludzi, że kapitalizm (zwany dziś eufemistycznie "gospodarką wolnorynkową") nie jest idealnym systemem i od czasów Marksa nie pozbył się swoich sprzeczności (nawet w Watykanie ktoś zauważył, że w sprawach ekonomicznych, to ten Marks miał... sporo racji!). To, że ustrój, który ćwiczyliśmy przez 45 lat okazał się do bani, automatycznie nie oznacza, że kapitalizm i to w wersji neoliberalnej jest O.K. Dlatego trzeba szukać, odkurzyć Keynesa, przeprosić się z interwencjonizmem, popatrzeć, jak to robią Skandynawowie, podważyć wolnorynkowe dogmaty, albo posłuchać takiego Keena, zamiast Balcerowicza...

    Odpowiedz
  • Konstatacja(2016-08-06 22:07) Zgłoś naruszenie 42

    "Neoliberałowie nie chcą oddać zdobytej hegemonii. Wolą się upierać, że to świat zwariował". No, no no. Przecież ci nierozumiejący neoliberalizmu, to nieudacznicy, marnie wykształceni, biedota i ... i patologia, prawda?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama