Chiny są szczególnym przypadkiem sukcesu gospodarczego, nie do końca zrozumiałym dla tzw. mainstreamowych ekonomistów, którzy za główny paradygmat rozwoju przyjęli liberalizację i prywatyzację w warunkach pełnej demokracji. W przypadku Chin sukces odniósł raczej konsensus pekiński, który polega na przyjęciu modelu gospodarki rynkowej i silnego państwa przy ograniczonej demokracji.

Nie trzeba być zbyt wnikliwym obserwatorem, aby dostrzec ogromny skok cywilizacyjny, jaki dokonał się w tym kraju po 1990 r. (co najmniej ośmiokrotny wzrost PKB). Na każdym kroku widać rozmach inwestycyjny, tysiące dźwigów, wieżowców, ogromną sieć kolei dużych prędkości (10 tys. km), gwałtowny rozwój rynku wewnętrznego i konsumpcji. Tak głębokie przełamanie niedorozwoju Chin mogło się dokonać tylko w warunkach wieloletniego utrzymywania się bardzo wysokiego tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 8–12 proc. rocznie. Oczywiście dokonania te są najbardziej widoczne w miastach, a  w dużo mniejszym stopniu na wsi. Rozwój każdego kraju ma jednak swoje historyczne uwarunkowania.

Na rozwój Chin trzeba patrzeć z rosnącą uwagą, ponieważ przekształcenia gospodarczo-społeczne są tam o wiele bardziej trwałe, niż wielu zachodnich ekspertów dotychczas sądziło. Główne cechy tej transformacji możemy ująć w sposób następujący: 1. reformy dokonują się stopniowo (w przeciwieństwie do naszej terapii szokowej); 2. przyjęto proeksportową strategię rozwoju; 3. gospodarka jest w coraz większym stopniu oparta na innowacyjności; 4. kapitalizm państwowy albo „socjalistyczna gospodarka rynkowa”. Innymi słowy, Chiny w bardzo udany sposób połączyły wolny rynek z  silnym państwem.

Na Zachodzie utrzymuje się wiele mitów o fałszowaniu statystyk, nietrwałości rozwoju, słabości sektora prywatnego, przeinwestowaniu (zbyt wiele dróg, mostów, budynków), małej innowacyjności, degradacji środowiska czy rosnących nierównościach społecznych. W rzeczywistości sytuacja wygląda lepiej. Nie ma dowodów na to, że istnieje realne zagrożenie dla trwałości rozwoju w Chinach. Udział sektora państwowego spadł z 78 proc. w 1978 r. do 22 proc. w 2015 r. Gospodarka staje się coraz bardziej innowacyjna (2 proc. PKB przeznacza się na B+R, w Polsce – poniżej 1 proc.). Władze coraz bardziej dbają o środowisko. W  dużych miastach dominują elektryczne motocykle i skutery, co wyraźnie poprawiło jakość powietrza. A rosnące nierówności to nie tylko problem Chin, ale także USA czy Polski.

Poruszając się po Chinach pociągami z szybkością ponad 300 km/h, często zapominamy, że jeszcze 30 lat temu był to kraj głodujących mieszkańców. W przeszłość odeszło także pejoratywne określenie, że „Chińczycy pracują za miskę ryżu”. Młoda osoba po studiach otrzymuje 3 tys. juanów (1800 zł), fachowiec zarabia ponad dwa razy tyle, a wysokiej klasy menedżer czy inżynier w Szanghaju – równowartość 20 tys. zł. Na ulicach widać coraz więcej dobrych samochodów.

Sukces gospodarczy Chin to po pierwsze efekt otwarcia na bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które w  początkowym okresie przybywały do tego kraju w poszukiwaniu taniej siły roboczej, a obecnie korzystają z silnego popytu wewnętrznego. Po drugie, Chiny stały się eksportowym centrum świata. Po trzecie, godna uznania jest spójna i dalekowzroczna polityka silnego państwa. Po czwarte, nie możemy zapominać o pracowitości obywateli.

Ważna dla Zachodu kwestia niedostatków demokracji to oddzielny temat budzący wiele emocji. Biorąc pod uwagę specyfikę kraju, różnorodność etniczną, zróżnicowanie regionalne, nierówności społeczne, ale także historyczne uwarunkowania, tradycje silnej władzy centralnej od ponad 2 tys. lat, nie należy się spodziewać poważniejszych korekt w   tym zakresie. Jedno jest pewne. Sukces gospodarczy Państwa Środka jest poważnym wyzwaniem wobec wielu utartych paradygmatów ekonomii głównego nurtu.