Jednocześnie niemal każdy klient uważa, że jest odporny na reklamę, więc i regulacja powinna ograniczyć się do tego, by nasz ulubiony program był przerywany tylko raz, a nie siedem razy. Cóż, gdybyśmy rzeczywiście byli tak odporni na reklamę, przedsiębiorcy by się nie zabijali o to, co jest na tym niedoskonałym rynku dozwolone, a co nie.

Przykład z ostatnich dni: reklama aptek. A właściwie jej zakaz. Być może nie wszyscy wiedzą, ale farmaceutom w Polsce nie wolno się promować, tak samo jak nie mogą tego robić choćby adwokaci czy radcowie prawni. Zakaz reklamy aptek jest korzystny dla lokalnych farmaceutów, którzy nie dysponują budżetem na promocję, a jednocześnie skrajnie niekorzystny dla sieci aptecznych, które chętnie zasypałyby pacjentów informacjami o tym, że dwa opakowania preparatu na hemoroidy można nabyć w cenie jednego.

Ostatnio w kwestii zakazu reklamy aptek głos zabrał prokurator generalny, jako że niebawem stosownym przepisem ustawy – Prawo farmaceutyczne zajmie się Trybunał Konstytucyjny (o ile się zbierze). I prokurator uznał, że zakaz ten jest niezgodny z konstytucją, gdyż do niczego nie prowadzi. Miał bowiem ograniczyć lekomanię wśród Polaków, ale okazało się to mrzonką. Nic dziwnego, skoro ustawodawca nie pomyślał o wprowadzeniu zakazu reklamowania samych leków.

Stanowisko prokuratora generalnego opisałem na łamach DGP... i się zaczęło. Zdaniem niektórych członków samorządu aptekarskiego (pozdrowienia dla portalu mgr.farm!) wziąłem nawet pieniądze od sieci aptecznych za lobbowanie na ich rzecz. W przeciwnym razie nie opisywał bym nierozsądnych opinii jakiegoś tam urzędnika, dodatkowo na wylocie.

Oburzenie tych, dla których stanowisko Andrzeja Seremeta jest niekorzystne, wskazuje, że jednak reklama jest dźwignią handlu, mimo że żaden telewidz czy czytelnik – we własnym mniemaniu – się nią nie sugeruje. A opinia prokuratora generalnego przekonuje, że przepisy dotyczące promowania się przez przedsiębiorców są wyjątkowo ułomne. Bo jeśli celem restrykcji było ograniczenie spożycia leków, to naprawdę nie trzeba omnibusa, by wiedzieć, że należało zacząć od zakazu reklamy produktu, a nie reklamy tego, kto produkt sprzedaje. Ewentualnie zakazać i jednej, i drugiej. Bądź co bądź wprowadzanie zakazów ustawodawcy wychodzi najlepiej.