statystyki

Państwo powinno być świeckie, a gospodarka? Religijne narody prosperują lepiej

autor: Sebastian Stodolak13.02.2016, 18:00; Aktualizacja: 22.02.2016, 08:28
pieniądze, biblia, gospodarka, dolary

Zeświecczona jednostka może odczuwać większą przyjemność z konsumpcji niż osoba religijna, ma więc większą motywację do ciężkiej pracy i do oszczędzania, by tę przyjemność odczuwać. Sprzyja to wzrostowi ekonomicznemuźródło: ShutterStock

Dogmatem liberalnej demokracji jest twierdzenie, że państwo powinno być świeckie. A gospodarka? Czy ona także powinna być świecka? Czy religijny naród prosperuje lepiej?

Reklama


Reklama


Globalnie rzecz biorąc, poziom religijności spadł średnio o 9 proc. pomiędzy 2005 a 2011 r. Religijność spadła w tym okresie niemal wszędzie, czy to w Europie, czy to w Stanach Zjednoczonych” – stwierdza prof. Holger Strulik z Uniwersytetu w Getyndze w opublikowanej w zeszłym roku pracy „Sekularyzacja i długoterminowy wzrost gospodarczy”. „Sekularyzacja może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem wzrostu gospodarczego. Zeświecczona jednostka może odczuwać większą przyjemność z konsumpcji niż osoba religijna, ma więc większą motywację do ciężkiej pracy i do oszczędzania, by tę przyjemność odczuwać. Sprzyja to wzrostowi ekonomicznemu. Z kolei rosnący dochód osobisty zwiększa atrakcyjność świeckiej tożsamości w oczach kolejnego pokolenia” – podkreśla Strulik.

To woda na młyn wielu antyklerykalnych środowisk, które chciałyby raz na zawsze pozbyć się religii z życia społecznego. I przy okazji cios prosto w serce przekonań każdego konserwatywnego liberała, a więc osoby zazwyczaj jednocześnie religijnej, obyczajowo konserwatywnej i liberalnej gospodarczo. Oto okazuje się, że konserwatywny liberał wyznaje idee, które się wzajemnie zwalczają. Jeśli chciałby być konsekwentny, musiałby zrezygnować albo z wyznawania religii (i idącego z nią w parze konserwatyzmu), albo z popierania wolnego rynku. Na szczęście nie musi. Wspomniane badania to tylko jedne z wielu dociekań w kwestii wpływu religijności na gospodarkę. Nie mają charakteru prawdy – nomen omen – objawionej.

Co jednak i czy cokolwiek ekonomiści ustalili o religii „na pewno”?

Religia opium ludu?

Na pewno nie potwierdzono tego, co o religii mówił Karol Marks. „Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu” – pisał słynny brodacz w „Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa”. Religia miałaby być protestem przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi, a jednocześnie środkiem przeciwbólowym, który pozwala robotnikowi zerwać się o świcie do pracy za głodową stawkę na kolejnej beznadziejnej zmianie w fabryce? Religia jako skutek uboczny odwiecznej walki klas? Brzmi to nie tylko paradoksalnie, lecz jest także niesłusznym i prymitywnym uproszczeniem. Szukajmy dalej.

Inne, bardziej zniuansowanie zdanie w tej kwestii miał ojciec klasycznej ekonomii Adam Smith. Sądził on, że zinstytucjonalizowana religia narzucona odgórnie społeczeństwu (jak w teokracjach) szkodzi gospodarce, dusząc niezależność jednostki. Zauważał jednak, że choć wpływ państwowego Kościoła na społeczeństwo ogarniętej rewolucją przemysłową Anglii spada, to nie spada religijność samych Anglików. Zmienia się zaś jej forma, gdyż pojawia się coraz więcej konkurujących z sobą sekt i małych kościołów. Smith uważał, że to dobrze. Dlaczego? Po pierwsze, to wyraz działania sił wolnego rynku i suwerenności konsumentów. Każdy wybiera taką sektę, jaka mu się podoba. Podaż odpowiada na popyt. Po drugie, większość z tych sekt daje ludziom twardy kręgosłup moralny konieczny, by poradzić sobie z szokiem, jaki odczuwają po wyemigrowaniu ze wsi do miasta (rewolucji przemysłowej towarzyszyła agresywna urbanizacja). Postęp gospodarczy nie jest z religią sprzeczny, a zdaniem Smitha nabiera dzięki niej tempa.

Aż do drugiej połowy XX w. wpływ religii na gospodarkę był przez ekonomistów opisywany raczej w luźnym publicystycznym stylu. Było tak w dużej mierze ze względu na brak danych o faktycznej religijności, a nawet gdy jakieś dane już były, to bez komputerów przetwarzano je niezwykle wolno. Dopiero od lat 60 XX w. sytuacja uległa zmianie. Zmiany technologiczne sprawiły, że ekonomiści zaczęli używać komputerów: agregować i analizować wszystkie możliwe dane o gospodarce i społeczeństwie. Zaczęto metodycznie rejestrować też poziom religijności.

Jednak lawinowy wzrost zainteresowania wpływem religii na PKB to kwestia ostatnich 13 lat. W 2003 r. dwoje ekonomistów Robert Barro i Rachel McCleary, małżeństwo pracujące na Harvardzie, opublikowało pracę „Religia i wzrost ekonomiczny”, którą oparło na danych z 59 krajów, wyróżniających się tym, że większość ich obywateli przynależy do jednej z dużych religii (od islamu przez katolicyzm po hinduizm). Sprawdzano dość dokładnie katalog wyznawanych wierzeń oraz uczestnictwo w religijnych praktykach. Dane obejmowały okres od 1981 r. do 2000 r.

Bój się Boga, a najlepiej piekła też!


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

  • POmroczność - stan umysłu leniżerii(2016-02-14 09:57) Odpowiedz 143

    demokracja liberalna? dziękujemy !

  • Obywatel(2016-02-13 21:38) Odpowiedz 1411

    Już darmozjadzie budowałeś świecką Polskę ze Stalinem

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • gorszy ale zadowolony(2016-02-14 11:11) Odpowiedz 115

    Przykładem jest Polska - od dobrobytu az kapie, zasiłków nikt nie chce, pracy wbród,, zarobki wysokie, emerytury jeszcze wyższe - no to żeby pieniądze nie gniły w sejfie trzeba je przekazać klerowi. niech sobie kupią nowe , modnie szaty z brzozą.

  • Polak. (2016-02-14 14:16) Odpowiedz 54

    Szamani katoliccy, islamscy itd.to pasożyty i nieróby żyjące za nasze pieniądze i z naszej naiwności oraz strachu Poza tym to frustraci sexualni albo zboczency,głównie homoseksualiści i pedifile.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama