W ostatnim czasie często pojawiają się postulaty reindustrializacji polskiej gospodarki i konieczności zmiany prowadzonej przez państwo polityki przemysłowej. Postaram się wykazać, że choć nie musimy przeprowadzać reindustrializacji – bo nasz przemysł radzi sobie całkiem dobrze – to na pewno potrzebna jest mądra polityka jego rozwoju.

Rzeczywiście, szczególnie w pierwszych latach transformacji zamknięto wiele fabryk, w efekcie czego rola przemysłu w naszej gospodarce jest w tej chwili mniejsza niż przed 1989 r. Trudno jest jednak nazwać Polskę krajem nisko uprzemysłowionym. Bo według danych Eurostatu udział przemysłu (wraz z górnictwem) w PKB w 2014 r. wyniósł 22,9 proc., przy unijnej średniej na poziomie 17,4 proc., co dało naszemu krajowi 5. miejsce, tuż za Niemcami. Gdy weźmiemy pod uwagę tylko przetwórstwo przemysłowe, to udział ten wynosi 17 proc., przy średniej na poziomie 13,7 proc. – i 8. miejsce w UE.

Wyniki eksportowe ostatnich lat wskazują, iż Polski przemysł jest nie tylko relatywnie duży, lecz także konkurencyjny. W ciągu ostatnich 15 lat (od 1999 r. do 2013 r. – taki okres obejmują dane Eurostatu) wartość eksportu wzrosła z 26 mld euro do 152 mld euro rocznie, czyli w ujęciu nominalnym o 484 proc. Zmieniły się też kierunki eksportu i wzrósł poziom technologiczny sprzedawanych produktów. Zaczynamy dorabiać się też marek, które są coraz bardziej rozpoznawalne na rynkach europejskich.

Ten sukces jest wynikiem kombinacji niskich kosztów pracy i wysokiego tempa wzrostu jej wydajności. Najbardziej konkurencyjne polskie przedsiębiorstwa są także mistrzami elastyczności zarządzania oraz szybkości decyzji. Dzięki własnym zespołom badawczo-rozwojowym, które są w stanie w błyskawicznym tempie opracować zmiany, oferują produkt odrobinę lepszy niż konkurencja i lepiej dostosowany do potrzeb klienta. Ale to, co daje siłę polskim firmom, jest jednocześnie ich największą słabością – mała skala daje elastyczność, ale oznacza też płytkie zasoby: finansowe, techniczne i ludzkie.

Nowe produkty oraz przełomowe zmiany technologiczne są w większości przypadków przynoszone do Polski przez inwestorów zagranicznych, którzy wciąż odpowiadają za większość eksportu. Dzieje się tak, gdyż opracowanie zmian wymaga długotrwałych i prowadzonych na wielką skalę badań. Konieczny jest dostęp do wyspecjalizowanej kadry naukowej, odpowiedniej infrastruktury badawczej, technologii, chronionej prawem własności intelektualnej oraz czasu i środków na przeniesienie innowacji z laboratorium do hali fabrycznej. To wszystko wymaga poważnych zasobów, które są poza zasięgiem większości polskich firm.

A to właśnie realizacja zysków w skali globalnej, swoistej renty monopolistycznej z przełomowych technologii oraz nowych produktów, jest najatrakcyjniejszą częścią globalnego łańcucha wartości. Przewagi konkurencyjne polskiego przemysłu, które doprowadziły nas do sukcesu ostatnich lat, dają polskim firmom świetną pozycję w środku tego łańcucha. Najprawdopodobniej starczą jeszcze na kilka lat szybkiego rozwoju, potem ulegną wyczerpaniu. Dzięki nim nie damy rady wejść do pierwszej ligi gospodarek świata. To jest nasza własna odmiana pułapki średniego dochodu. Dłuższe trwanie w tym miejscu będzie oznaczało powolne przenoszenie produkcji do bardziej atrakcyjnych miejsc, zablokowanie wzrostu płac i dalszą emigrację ludności, ze wszystkimi tego przykrymi konsekwencjami.

By tak się nie stało, potrzebna jest nowa polityka przemysłowa. Powinna skoncentrować się ona na wyhodowaniu w Polsce firm zdolnych do konkurowania w skali globalnej. Firmy te powinny mieć centra decyzyjne, finansowe i naukowo-badawcze ulokowane w naszym kraju. To nie stanie się samo ani nikt nam w tym nie pomoże. Musimy zaplanować i zrealizować wiele działań: stworzyć odpowiedni system innowacyjny, opracować elastyczne narzędzia wsparcia finansowego i przemyślaną strategię podatkową, wdrożyć odpowiednią politykę zamówień publicznych. Ważne jest także, by w najistotniejszych sprawach porozumieli się sami przedsiębiorcy. Teraz konkrety.

Jedną z najważniejszych barier, jakie napotykają polskie firmy, które chcą rozpocząć działalność innowacyjną, jest ograniczona skala produkcji. Aby dołączyć do wyścigu technologicznego, firma musi być wystarczająco duża, by konsumować korzyści skali osiągalne tylko na poziomie globalnym. Oznacza to, że systemy wsparcia publicznego nie powinny dyskryminować firm dużych. Systemy te powinny też zachęcać większe przedsiębiorstwa do współpracy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami oraz lokalnymi ośrodkami naukowymi. Większość dużych polskich firm innowacyjnych już zna bądź jest w stanie zidentyfikować mniejszych graczy zaangażowanych w działalność innowacyjną w ich obszarze zainteresowań. Większość z tych małych i średnich jednostek nie jest w stanie przejść ze skali prototypu lub manufaktury do poważnej produkcji przemysłowej. Duże w skali Polski firmy są z drugiej strony zbyt małe, by móc im samodzielnie pomóc – potrzebują w tym celu wsparcia publicznego.

Kolejną cechą optymalnego systemu wsparcia publicznego powinien być odpowiednio długi horyzont czasowy i zgoda na porażkę. Aktualnie wsparcie finansowe jest często ograniczone przez ramy czasowe wydatków budżetowych, a ich ostateczne rozliczenie jest warunkowane pozytywnym zakończeniem prac. Długotrwałe i ryzykowne programy badawczo-rozwojowe i wdrożeniowe wymagają wsparcia, które nie jest uzależnione od krótkookresowego sukcesu poszczególnych projektów. Projektodawcy systemów wsparcia muszą pogodzić się z tym, iż większość badań nie kończy się prototypem, a większość prototypów nigdy nie przerodzi się w produkt masowy.

System powinien być elastyczny i przedsiębiorstwa powinny mieć możliwość wyboru rozwiązań w oparciu o ich indywidualne potrzeby i w dowolnym momencie procesu innowacyjnego. Optymalnym rozwiązaniem powinno być wsparcie wydatków badawczo-rozwojowych przy jednoczesnej możliwości zmniejszenia obciążeń podatkowych od dochodów uzyskiwanych dzięki samodzielnie wygenerowanej własności intelektualnej. Systemy „Patent Box” zostały po raz pierwszy wprowadzone w Irlandii – Węgry są jak dotąd jedynym krajem Europy Środkowej, w którym wprowadzono takie rozwiązanie. Należy pamiętać, iż tam, gdzie jest własność intelektualna, płynie większość wartości wygenerowanej przez produkt i podejmowane są strategiczne decyzje o jego przyszłości.

Bardzo ważnym elementem systemu wsparcia lokalnych firm jest odpowiednio realizowana polityka zamówień publicznych. W większości krajów naszego regionu, w tym w Polsce, odpowiadają one za ok. 20 proc. PKB. Pomimo poważnych wysiłków reformatorskich, Polski system zamówień publicznych nadal preferuje niskie ceny, skutecznie uniemożliwiając promowanie lokalnych i innowacyjnych rozwiązań. Większość przełomowych innowacji w Izraelu i USA nie powstałaby bez udziału zamówień publicznych.

Mądra polityka przemysłowa oznacza też skuteczne wsparcie dla polskich firm w ich działaniach na rynkach zagranicznych. Nie chodzi tu o dofinansowywanie udziału w targach czy publikację kolorowych broszur. Takie wsparcie to ciężka codzienna praca przedstawicielstw handlowych i dyplomatycznych za granicą, utrzymywanie dobrych relacji z lokalnymi przedsiębiorstwami, wiedza o ich potrzebach i oczekiwaniach oraz dzielenie się tą wiedzą z zainteresowanymi firmami. Bardzo ważną rolę może tu też odegrać pomoc rozwojowa udzielana przez Polskę krajom rozwijającym się. Ona także powinna być skoordynowana z promocją polskich firm i produktów.

O sprzyjającą im politykę przemysłową zabiegać mogą także sami przedsiębiorcy. W tej chwili nie ma w Polsce jednej organizacji skupiającej duże rodzime innowacyjne i aktywne na rynku globalnym firmy przemysłowe. Silne organizacje branżowe mają co do zasady nieco odmienne cele i nie są w stanie w skuteczny sposób wspierać i kształtować polityki na bardziej ogólnym poziomie. Wydaje się, że powstanie takiej koalicji jest koniecznością.

Wszystko to, o czym tu piszę, było już wielokrotnie postulowane. Najważniejsze jest jednak to, by zaplanowane szczegółowe działania były co najmniej spójne, jeszcze lepiej, by były skoordynowane, a najlepiej – by zostały wdrożone.