Koncern z Płocka idzie w ślady m.in. KGHM i stawia na nowe dziedziny działalności. PKN Orlen przejął właśnie Birchill, czyli kolejną – po kupionym w zeszłym roku TriOil – kanadyjską spółkę, która zajmuje się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego. Eksploatowane przez nią aktywa znajdują się w kanadyjskiej prowincji Alberta. Specjaliści wskazują jednak, że Orlen zbyt późno zaczął inwestować w nowe sfery i przez to traci szansę na całkowitą realizację założeń przyjętej półtora roku temu strategii.

– Przejęcie spółki TriOil w ubiegłym roku otworzyło nam drogę do dalszego rozwoju działalności poszukiwawczej i wydobywczej w Ameryce Północnej – twierdzi Jacek Krawiec, prezes Orlenu, i dodaje, że kolejna kanadyjska inwestycja wpisuje się w strategiczne założenia koncernu dotyczące segmentu wydobywczego. – Właśnie poprzez dywersyfikację i zwiększenie potencjału wydobywczego staramy się podnosić wartość naszej grupy – dodaje szef płockiego koncernu.

– Orlen zapowiadał rozbudowę segmentu poszukiwawczo-wydobywczego i konsekwentnie idzie w tym kierunku – komentuje Kamil Kliszcz, analityk z DM mBanku. Przypomina, że szukając najlepszych lokalizacji, płocki koncern zdecydował się na Kanadę i teraz umacnia tam swoją pozycję.

– Zarząd Orlenu deklarował, że raczej nie jest zainteresowany inwestowaniem w miejscach obarczonych dużym ryzykiem politycznym. Ponadto inwestycje w Ameryce Północnej mogą też być przydatne przy prowadzeniu poszukiwań i wydobycia niekonwencjonalnego gazu na polskich koncesjach – dodaje analityk.

Na rynku nie brakuje jednak głosów mniej optymistycznych. – Orlen nie ujawnił kwoty, jaką zapłacił za nową spółkę w Kanadzie. Zważywszy jednak na to, jakie są zdolności produkcyjne tej firmy, nie sądzę, żeby były to duże pieniądze – zauważa Monika Kalwasińska z DM PKO BP. Dodaje, że płocka firma kupiła po prostu takie aktywa, na jakie było ją obecnie stać. – Ta inwestycja jest więc tylko małym kroczkiem w kierunku wyznaczonym w strategii koncernu. Na pewno dobrym, ale nie zmieniającym istotnie sytuacji Orlenu – uważa.

Chodzi o wydobycie wynoszące niespełna 200 tys. ton ropy rocznie. – Nie wstrząśnie to wynikami finansowymi grupy. Żeby nowa spółka istotnie wpłynęła na rezultaty koncernu, jej produkcja musiałaby wynosić dobre kilkaset tys. ton ropy rocznie. Jednak dojrzałe aktywa o takich zdolnościach wytwórczych sporo kosztują – tłumaczy Kalwasińska. Jak zauważa, Orlenu z powodu trudnej sytuacji segmentu rafineryjnego, który stanowi istotną część przychodów spółki, na razie na większe wydatki nie stać. Wskazują na to zresztą także podane ostatnio słabe dane dotyczące przepływów finansowych firmy.

Także w opinii Tomasza Kasowicza, analityka DM BZ WBK, kanadyjski zakup jest pewnym krokiem naprzód. Chociaż przejęcie Birchill ma – jak to określono w komunikacie – podwoić zasoby węglowodorów Orlenu, to wciąż nie jest to taka skala, aby można było uznać PKN za spółkę typowo upstreamową.

– Nie są to takie kroki, które pozwalałyby osiągnąć wyniki finansowe, jakie założono w strategii. Spółka zresztą sama już przyznała się do błędu. Zarząd jasno zasugerował, że trzeba będzie zrewidować tę strategię, bo okazała się jak na obecne warunki zbyt ambitna. Jest to wynik dwóch czynników. Po pierwsze, zbyt optymistycznego podejścia do bazowego rynku, czyli rynku przerobu ropy naftowej, bo ówczesne założenia się nie spełniają. A druga rzecz to szybkość i postępy prac przy poszukiwaniu i wydobyciu gazu z łupków w Polsce – tłumaczy analityk z DM BZ WBK. Dodaje, że nie idzie to zgodnie z oczekiwaniami, bo nie mamy wciąż wymaganej liczy odwiertów.

Przypomnijmy, że w ogłoszonej półtora roku temu strategii Orlenu na lata 2013-2017 zapisano, że spółka miałaby osiągać średnioroczny wynik operacyjny EBITDA (wg LIFO) na poziomie ok. 6,3 mld zł. – Ostatnio zarząd zasugerował, że należy oczekiwać, najpewniej pod koniec tego roku, obniżenia tych prognoz. Sądzę, że te dotyczące wyniku EBITDA będą znacząco obniżone – mówi nam specjalistka z DM PKO BP.

– W takich spółkach działających na rynku commodity 80 proc. wyników zależy od sytuacji makroekonomicznej, a tylko 20 proc. leży w gestii zarządu – uważa Kasowicz.

Również zdaniem Moniki Kalwasińskiej marsz Orlenu w wyznaczonym kierunku multi-utility może być spowolniony z powodu sytuacji w segmencie rafineryjnym. Tempo jest bowiem zawsze pochodną możliwości finansowych, a te nie są obecnie wielkie. – Orlen będzie więc zapewne musiał nieco poskromić swój apetyt – dodaje Kalwasińska.

– Nie sądzę, aby Orlen chciał się stać spółką energetyczną. Ruch w tym kierunku wynika raczej z rozwoju całego koncernu. Elektrociepłownia we Włocławku jest zapleczem technicznym dla istniejących tam instalacji Orlenu. Takie inwestycje wpisują się w rozwój podstawowego biznesu spółki, a sprzedaż energii będzie działalnością uboczną. Myślę, że koncern nie będzie agresywnym graczem na tym rynku – mówi Kliszcz.

– To nigdy nie będzie segment, który by grał pierwsze skrzypce w Orlenie. Myślę, że poza Włocławkiem i ewentualnie Płockiem, bo wciąż trwają analizy dotyczące tej drugiej inwestycji, innych dużych projektów energetycznych koncern już nie będzie realizował – ocenia analityk z DM mBanku.

Monika Kalwasińska wskazuje jednak także na pewnego rodzaju zaniedbania szefostwa płockiego koncernu. – Orlen trochę przespał czas dobrej koniunktury, który pozwalał zróżnicować biznes. W latach 2004–2008 marże rafineryjne były na znacznie wyższym poziomie niż teraz i pozwalały na generowanie gotówki. Był to dobry czas na podejmowanie działań w kierunku dywersyfikacji działalności. Gdyby wtedy zaczęto inwestować np. w upstream, dziś Orlen byłby już na zupełnie innym etapie rozwoju – pointuje sytuację koncernu.

Andrzej Szczęśniak analityk rynku paliw

Andrzej Szczęśniak analityk rynku paliw

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wstrzymywanie inwestycji i decyzji inwestycyjnych w obecnej sytuacji rynkowej jest zrozumiałe. Orlen to firma, której domeną jest przerób ropy i sprzedaż paliw, ma teraz spore kłopoty właśnie w związku z otoczeniem rynkowym. To za sprawą sytuacji globalnej spadają jego dochody. Sprzedaż w 2013 r. była o kilka procent niższa niż rok wcześniej, a zysk netto spadł radykalnie, bo o ponad 95 proc. W takiej sytuacji, gdy nie sposób przewidzieć, co się zdarzy na rynku za chwilę, trudno cokolwiek planować. Obawiam się więc, że zarząd Orlenu nie będzie miał innego wyjścia, jak wycofać się z planowanych inwestycji. Dotyczyć to może każdego rodzaju działalności. Generalnie strategie, w których zakłada się konkretne wyniki finansowe, niezwykle trudno realizować, szczególnie w firmach, które w swojej działalności nie obejmują bardzo szerokiego rynku. W sektorze naftowym poziom zysków typu EBITDA czy EBIT jest w niewielkim stopniu zależny od poczynań zarządu, a w bardzo dużym od trendów rynkowych. Myślę więc, że zarząd Orlenu niepotrzebnie składał takie deklaracje. Realizowana przez koncern strategia była ogłoszona półtora roku temu, czyli w istotnie innej sytuacji niż obecnie. Wtedy nie przewidywano jeszcze, że Europę zaleją tanie amerykańskie paliwa, a teraz jest to spory problem. W efekcie europejskie rafinerie są zamykane lub ich produkcja radykalnie redukowana. Spodziewam się, że zarząd Orlenu niedługo będzie musiał zrewidować wcześniejsze stanowisko, a wytłumaczy to zapewne właśnie sytuacją rynkową.