Andrzej Bratkowski to zdeklarowany zwolennik obniżek stóp. W piątek dostał do ręki mocny argument: spadek inflacji w styczniu do 1,7 proc., czyli poziomu nienotowanego od sierpnia 2007 r. Jego zdaniem oznacza to przesunięcie całej prognozowanej ścieżki inflacyjnej o około 0,2 pkt proc. w dół i spore prawdopodobieństwo spadku wskaźnika poniżej 1,5 proc. w następnych miesiącach. A tak niskiej inflacji nie chce NBP, według którego wskaźnik wzrostu cen powinien mieścić się między 1,5 a 3,5 proc.

– To oczywiście nie jest żadną tragedią, bo deflacja nam raczej nie grozi. Niska inflacja w kolejnych miesiącach oznacza natomiast, że jest miejsce na obniżki stóp procentowych, zwłaszcza w sytuacji, gdy tempo wzrostu gospodarczego jest tak słabe – mówi członek RPP.

Jego zdaniem optymalny poziom stopy referencyjnej NBP to 3 proc. (obecnie wynosi ona 3,75 proc.), a przerwa w cyklu redukcji stóp na marcowym posiedzeniu jest niepotrzebna.

– Spadek inflacji w styczniu do 1,7 proc. nie jest niczym złym. Ale ci członkowie rady, którzy wcześniej tłumaczyli swój sprzeciw wobec obniżek stóp utrzymywaniem się dynamiki wzrostu cen powyżej celu NBP, choć wskaźnik tak bardzo od tego celu nie odbiegał, dziś znaleźli się w pułapce swojej ortodoksji – mówi Andrzej Bratkowski.

Eksperci po danych inflacyjnych niemal zgodnie orzekli, że RPP zdecyduje się na obniżkę w marcu. Presja bieżących danych jest zbyt duża. Paweł Radwański, ekonomista Raiffeisen Polbanku, zwraca uwagę, że na razie znamy dane sprzed rewizji koszyka inflacyjnego, czyli proporcji, w jakiej zmiany cen towarów i usług składają się na inflację. I dodaje, że zwykle taka rewizja oznaczała spadek wskaźnika – nawet o 0,4 pkt proc.

Inflacja jest najniższa od sześciu lat

Inflacja jest najniższa od sześciu lat

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Gdyby i tym razem rewizja koszyka prowadziła do takiej obniżki, to niewykluczone, że inflacja już w styczniu spadłaby poniżej dolnej granicy celu NBP – mówi ekonomista.

Piotr Bielski z BZ WBK również sądzi, że RPP stopy obetnie w marcu. Ma jednak wątpliwości, czy powinna to robić w kolejnych miesiącach, bo byłoby to – według niego – powtórzeniem błędów z poprzedniego roku. Wówczas rada, kierując się bieżącymi danymi, zbyt długo zwlekała z obniżkami.

– Przestrzeń do dalszych cięć nie jest wcale duża, jeśli założymy, że teraz jesteśmy w dołku spowolnienia i w kolejnych kwartach w gospodarce powinno następować stopniowe ożywienie, które w drugiej kolejności przełożyłoby się na wzrost inflacji – mówi.

I dodaje, że na razie polityka RPP jest procykliczna – co oznacza, że wzmacnia tendencje inflacyjne, zamiast je osłabiać. Zbyt późne redukcje przełożyły się na szybszy spadek inflacji, zbyt długo trwający cykl obniżek może potem spowodować jej wyraźniejszy wzrost. Andrzej Bratkowski mówi jednak, że nawet jeśli prognozy ożywienia gospodarczego w drugiej połowie roku się sprawdzą, to będzie ono na tyle słabe, że nie grozi wzrostem presji inflacyjnej. Jego zdaniem najlepszy wariant to obniżyć stopy jeszcze o 75 pkt baz., a potem czekać do przyszłego roku. I wtedy zacząć podwyżki, gdyby gospodarka przyspieszyła.

– Gdyby jednak okazało się, że w drugim półroczu nie ma żadnego ożywienia, może się okazać, że byłby potrzebny spadek stopy referencyjnej nawet do 2 proc. – mówi członek rady.