– Historycznie złoty osłabiał się szybciej, niż wzmacniał – mówi Marcin Turkiewicz, szef dilerów walutowych w BRE Banku. – Stąd obecny wzrost kursu do euro wygląda na wyjątkowo szybki. Jednak otoczenie makroekonomiczne zmieniło się na tyle, że uzasadnia to taki szybki wzrost. Nie spełniły się obawy, że kryzys w strefie euro spowoduje brak płynności w bankach. Banki centralne sobie z tym poradziły. A skoro sztandarowe gospodarki strefy euro, takie jak Francja, tracą swoje trzy A, to my na tym tle wyglądamy lepiej – dodaje.

Wraz z umocnieniem złotego w stosunku do euro tanieje także frank szwajcarski. Od początku roku stracił 6,1 proc. Ostatnio jego cena zbliżyła się do 3,4 zł, a wkrótce może spaść poniżej. – Kurs 3,4 za franka nie jest żadna barierą techniczną. Może zostać pokonany właściwie w każdej chwili, co wynika choćby ze zmienności na rynku – wyjaśnił Turkiewicz.

Tańszy frank to błogosławieństwo dla osób spłacających kredyty w tej walucie. Zwłaszcza w porównaniu z sytuacją z sierpnia 2011 r., kiedy frank kosztował 4 zł. Jak wyliczył Home Broker, obecnie rata kredytu o wartości 300 tys. zł, zaciągniętego w sierpniu 2007 r., wynosi 1638 zł. To o 130 zł mniej niż w sierpniowym szczycie.

Także ci, którzy mieli pecha i zaciągnęli kredyt we frankach w czerwcu 2008 r., kiedy był najtańszy, odczuli ulgę. Według szacunków Home Brokera ich rata wynosi wynosi 1824 zł, o 146 zł mniej niż w sierpniu.Nadal jednak raty są wyższe niż na początku 2011 r. Wówczas były odpowiednio o 159 i 176 zł niższe niż obecnie.

Umocnienie się złotego pomaga także zadłużonym w euro oraz tym, którzy spłacają kredyty w złotych. Wzrost wartości waluty działa podobnie do wzrostu stóp procentowych i RPP może zrezygnować z dalszego podwyższania stóp procentowych. A pojawiały się już sugestie, że w tym roku stopy w Polsce pójdą w górę.