Mimo zatwierdzenia przez rząd planu ograniczenia zatrudnienia w administracji państwowej Grecja nie zdoła ani w tym, ani w przyszłym roku ograniczyć deficytu budżetowego do poziomu ustalonego z UE i MFW.

Oświadczenie w tej sprawie greckiego ministerstwa finansów spowodowało wczoraj spadek kursu euro do dolara o 0,5 proc. – do 1,33 dol. Wspólna waluta nie była tak słaba od 8 miesięcy. Zniżkowały także o 2 – 5 proc. indeksy europejskich giełd.

Z powodu złych wieści dochodzących z Aten wczoraj ministrowie finansów strefy euro nie zatwierdzili kolejnej transzy pomocy dla Grecji (8 mld euro). Decyzja została odłożona do 13 października. Grecki rząd ma pieniądze na wypłatę dla sfery budżetowej tylko na kilka tygodni.

Stan finansów państwa jest fatalny. Minister finansów Ewangelos Wenizelos przyznał, że w tym roku deficyt budżetu zostanie sprowadzony tylko do 8,5 proc. PKB zamiast zakładanych 7,6 proc. W projekcie budżetu na przyszły rok także założono, że nie uda się dotrzymać zobowiązań złożonych wierzycielom. Zamiast 6,5 proc. deficyt państwa ma bowiem wynieść 6,8 proc. PKB. Jednocześnie dług publiczny kraju ma skoczyć ze 161,8 proc. PKB w tym roku do 172,7 proc. w roku przyszłym.

Rządowi Georgiosa Papandreu nie udało się dotrzymać słowa mimo przyjętego w niedzielę w nocy planu kolejnych cięć wartych 6,6 mld euro, w tym redukcji jeszcze w tym roku zatrudnienia w administracji o 30 tys. osób.

Powodem większego deficytu jest przede wszystkim głębsze niż się spodziewano załamanie greckiej gospodarki. W bieżącym, trzecim już roku recesji PKB spadnie o 5,5 proc. zamiast zakładanych wcześniej 3,9 proc. Rząd zakłada także w projekcie budżetu na 2012 roku dalszy ciąg spadku dochodu narodowego, tym razem o 2,5 proc.

– Kryzys w Grecji będzie jeszcze trwał wiele lat. Szybkie jego rozwiązanie nie jest możliwe – ostrzega Geoffrey Yu, strateg walutowy szwajcarskiego banku UBS.

W tej sytuacji Grecja nie jest już w stanie dźwigać góry długów nagromadzonych przez ostatnie dziesięciolecia. Jeśli nie uwzględnić kosztów obsługi zobowiązań, przyszłoroczny budżet zakłada nadwyżkę odpowiadającą 1,5 proc. PKB.

Inwestorzy są coraz bardziej przekonani, że bankructwo Grecji to już kwestia niedługiego czasu. Wczoraj rentowność greckich 10-letnich obligacji po raz kolejny skoczyła o 17 punktów bazowych – do 22,86 proc., bo ewentualni nabywcy domagają się coraz większej premii za ryzyko inwestowania w dług Grecji.

Zdaniem analityków Nomura banki komercyjne stracą przynajmniej połowę nominalnej wartości zakupionych bonów skarbowych. To o wiele więcej niż zakładane 21 proc. strat w ramach porozumienia między przywódcami UE i bankami z końca lipca.

– Ostrzegam w najmocniejszy możliwy sposób przed rewizją tego porozumienia. Skutki byłyby nieobliczalne – powiedział we wczorajszym wywiadzie dla greckiego dziennika Kathimerini Josef Ackermann, prezes Deutsche Banku oraz Instytutu Finansów Międzynarodowych, instytucji zrzeszającej największe banki świata.

Umowa ma wejść w życie, jeśli przystąpi do niej przynajmniej 90 proc. prywatnych wierzycieli Grecji (mieliby oni przejąć 50 mld euro z wartego łącznie 159 mld drugiego pakietu pomocowego dla Aten). Na razie jednak akces zgłosiło jedynie nieco ponad 70 proc. z nich.

Wczoraj mocno zniżkowały akcje większości europejskich banków, bo inwestorzy obawiają się, że instytucje finansowe nie wytrzymają strat spowodowanych niewypłacalnością Grecji. Zdaniem MFW na dokapitalizowanie sektora bankowego w Unii potrzeba przynajmniej 200 mld euro.