Popularność pomysłu dietetycy tłumaczą powrotem Polaków do starych nawyków żywieniowych. Mleko prosto od krowy to tylko jeden z elementów mody – obok wędlin z domowych wędzarni czy swojskiego chleba.

Zgodnie z surowymi normami sanitarnymi młodzi rolnicy z Kujaw od momentu wydojenia krowy mają tylko dwie godziny na dowiezienie mleka do mlekomatu. Tam jest ono przechowywane w temperaturze 3 stopni Celsjusza. Ale dzięki temu nie ma konserwantów, nie jest pasteryzowane ani barwione. Cena mleka prosto od krowy jest wyższa niż takiego z hipermarketu. Trzeba zapłacić 3 złote za litr (plus złotówkę za butelkę, jeśli nie ma się własnego naczynia). W markecie cena najtańszego mleka UHT (1,5 proc. tłuszczu) to 1,79 złotego. Mimo to toruńskie mlekomaty są stale oblegane i choć ich obecność nie była specjalnie promowana, większość mieszkańców miasta i okolic wie o ich istnieniu.

Teoretycznie mleko z mlekomatu trzeba wypić w ciągu 48 godzin. Znawcy tematu przekonują, że potem także nadaje się do konsumpcji, tyle że w formie zsiadłej.

Moda na świeże mleko zaczyna zresztą obejmować nie tylko Toruń, lecz także cały kraj, a nawet Europę. Mlekomaty już pojawiły się w Opolu i we Wrocławiu. We francuskim mieście Dinan podobny automat zainstalowano niedawno w lokalnym supermarkecie E.Leclerc. Tu także mleko jest dostarczane prosto z oddalonej o 10 km fermy.

Ale to tylko kolejny sygnał, że Polacy i szerzej – mieszkańcy Unii są gotowi zapłacić wyraźnie więcej za zdrową żywność wytworzoną bez chemikaliów i zgodnie z tradycyjną recepturą. Taka właśnie jest recepta na sukces m.in. sieci Krakowski Kredens oferującej niepaczkowane wędliny i kiełbasy czy soków, które w specjalnej maszynie klient może sam wycisnąć z pomarańczy lub grejpfrutów w wielu hipermarketach północnych Włoch. Podobnie jest ze świeżymi serami, jajkami od kur żyjących na ściółce czy chleba robionego zgodnie z tradycyjnymi przepisami.