Jednym z nowych inwestorów okazał się… EBOiR. Tak, proszę państwa, ten EBOiR! Czyli Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju z siedzibą w Wielkiej Brytanii. Kiedy w niewielkim towarzystwie funduszy inwestycyjnych akcje nowej emisji objął taki inwestor, pomyślałem sobie: o ja cię, skąd oni wzięli takiego akcjonariusza. Czyli zazdrość i zawiść. Bo nie każdy ma wysoko postawioną ciotkę, która takie rzeczy potrafi załatwić.

Przyjmowanie zapisów w transzy instytucjonalnej zakończyło się 1 lipca 2014 r., a przydział akcji w tej transzy nastąpił dwa dni później. Prawa do akcji (PDA) serii F zostały wprowadzone do obrotu giełdowego 11 lipca. Ale o tym, że EBOiR będzie w tej spółce inwestorem, wiedziano wcześniej. 17 czerwca podpisana została umowa ramowa, na mocy której ów bank miał objąć akcje w ofercie publicznej spółki. Jego łączny udział w kapitale zakładowym miał stanowić od 5 proc. do 10 proc.

Dalej będzie o liczeniu czasu. 23 lipca, czyli 12 dni po debiucie PDA na giełdzie, jedno z największych powszechnych towarzystw emerytalnych (ING OFE) poinformowało, że posiada akcje i prawa do akcji, które w momencie zamiany stanowić będą więcej niż 5 proc. głosów na walnym zgromadzeniu spółki. Pozwolę sobie to sformułowanie wyjaśnić. Zgodnie z ustawą o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, akcjonariusze powinni prowadzić podwójną kalkulację (nie mylić z podwójną księgowością). Pierwszy raz powinni obliczać swój udział w głosach, odnosząc się do aktualnego kapitału zakładowego, czyli tego, który jest wykazany w KRS (z dokładnością do akcji własnych, o czym pisałem przed tygodniem). Drugi raz natomiast powinni dokonać swoich obliczeń z uwzględnieniem instrumentów, które mogą w przyszłości zostać zamienione na akcje i po tej zamianie zapewnić głosy. Najczęściej są to prawa do akcji, tak było w tym przypadku, ale mogą to również być obligacje zamienne lub warranty subskrypcyjne. W przyszłości nie można wykluczyć jakichś innych nowatorskich rozwiązań, które nie są jeszcze opisane w kodeksie spółek handlowych, na przykład tokeny.

Zgodnie z art. 69 przytoczonej ustawy każdy, kto osiągnie lub przekroczy odpowiedni próg w ogólnej liczbie głosów, powinien w ciągu czterech dni roboczych powiadomić o tym spółkę oraz Komisję Nadzoru Finansowego. Firma zarządzająca funduszem ING OFE w swoim komunikacie o objęciu akcji poinformowała, że powzięła informację o przydziale akcji 17 lipca, a sam komunikat opublikowała 23 lipca. Sześć dni różnicy to zawsze oznacza cztery dni robocze, bo po drodze musiał być weekend (w dawnych czasach mogliśmy mieć święto 22 lipca, ale po tym święcie został nam tylko E.Wedel). Czyli zmieszczono się w wymaganym terminie. Ale czy na pewno? Jak wcześniej napisałem, prawa do akcji spółki Altus TFI zadebiutowały na giełdzie 11 lipca. Czy przez sześć dni fundusz nie wiedział, ile ma papierów wartościowych na rachunku inwestycyjnym, bo dowiedział się o tym dopiero 17 lipca?

Trochę niepotrzebnie się czepiam, może takie są procedury, a może ktoś był na urlopie? Bardziej interesujący jest komunikat samego EBOiR. Opublikowany został dopiero 30 lipca. Tego dnia bank poinformował, że w wyniku zarejestrowania 25 lipca podwyższenia kapitału zakładowego Altus TFI w tym samym dniu na rachunku papierów wartościowych prowadzonym dla EBOR zarejestrowano akcje subskrybowane w ofercie publicznej.

Dlaczego interesujący? Bo nic w nim nie jest prawdziwe! Pojawienie się akcji na rachunku inwestycyjnym nie jest związane z rejestracją podwyższenia kapitału w Krajowym Rejestrze Sądowym, tylko z operacją przeprowadzoną przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. Akcje znalazły się na rachunkach inwestycyjnych 30 lipca, ale związane to było z konwersją praw do akcji na akcje oraz z ich asymilacją z papierami wcześniejszych emisji. Skoro na rachunku maklerskim EBOiR pojawiły się akcje, to wcześniej musiały tam być prawa do nich. A były tam od 11 lipca (debiut na GPW) lub kilka dni wcześniej.

Jak sądzę, nikt nie zwrócił uwagi przedstawicielom banku, że naruszyli prawo, informując z opóźnieniem o objęciu akcji, oraz że podali komunikat zawierający nieprawdziwe informacje. Wyobrażacie to sobie, państwo? Komisja Nadzoru Finansowego żąda od zarządu Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju wyjaśnień dotyczących nieprawidłowości w raportowaniu…

Ale szkoda, że tak się nie stało. 16 września 2015 r. spółka ogłosiła trwający dwa tygodnie skup akcji własnych. Za jedną płacono 15 zł, co oznaczało przyzwoity zysk dla akcjonariuszy, którzy rok wcześniej objęli akcje. Minął październik, minęła pierwsza dekada listopada. Altus TFI opublikował raport za III kwartał 2015 r., a w raporcie przestawił listę akcjonariuszy dysponujących pakietami akcji zapewniającymi powyżej 5 proc. głosów. Wśród nich wymienił EBOiR. I ktoś się obudził. Dzień później (11 listopada, państwo wiecie, jak ważne to jest święto) ukazał się komunikat spółki. Dowiadujemy się z niego, że bank sprzedał część akcji oraz że transakcję sprzedaży rozliczono… 30 września. Ktoś wcześniej te akcje sprzedał, a na rachunek banku wpłynęły pieniądze.

Czepiam się? Oczywiście. Prawo podobno obowiązuje wszystkie podmioty. Na każdego, kto nie dokonuje w terminie zawiadomienia, o którym mowa w art. 69–69b, lub dokonuje takiego zawiadomienia z naruszeniem warunków określonych w tych przepisach, Komisja może nałożyć karę pieniężną do wysokości 5 mln zł albo kwoty stanowiącej równowartość 5 proc. całkowitego rocznego przychodu wykazanego w ostatnim zbadanym sprawozdaniu finansowym. Czekam. Coraz mniej cierpliwie.

SPROSTOWANIE

W związku z publikacją dnia 30 lipca 2018 roku pt. "Raportowanie dwóch prędkości" oświadczamy, że nieprawdą jest jakoby Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju został akcjonariuszem Altus TFI dzięki "wysoko postawionej ciotce". Bank ten został akcjonariuszem Altus TFI na normalnych, rynkowych zasadach.

Altus TFI S.A.

/adres do wiadomości redakcji/