Wiele przekonujących badań wskazuje na wzrost nierówności majątkowych od połowy lat 80. w Wielkiej Brytanii i USA. Przykładowo udział 1 proc. najbogatszych Amerykanów w całym majątku USA wzrósł z ok. 25 proc. w 1980 r. do ok. 40 proc. obecnie. Jak to zwykle z nawałnicami bywa: gradowi obserwacji towarzyszy wichura pomysłów na temat źródeł tego procesu, jego oceny oraz sposobów zaradzenia negatywnym skutkom. Wzrost nierówności budzi dość powszechny niepokój i to nie tylko w środowiskach lewicowych, bo stanowi czynnik ryzyka dla trwałego wzrostu gospodarczego i stabilności politycznej oraz demokracji – pieniądze pozwalają wpływać na wybory, a ich brak ogranicza np. możliwości kształcenia. Jeżeli – jak pokazuje wiele badań – zamożność rodziców jest jednym z kluczowych determinantów sukcesu edukacyjnego dzieci, to jak zapewniać równość szans?

Bardzo trudno w ujęciu empirycznym przypisać zmiany nierówności jednemu konkretnemu czynnikowi. Już samo poprawne zmierzenie nierówności nasuwa dużo trudności, sprawdzenie ich źródeł wymaga niebywałej kreatywności. Taką kreatywnością wykazali się Joachim Hubmer (Yale), Per Krussel (Stockholm School of Economics) oraz Anthony Smith (Yale). Skonstruowali model, który uwzględnia cztery możliwe kanały zmian w nierównościach:

– znaczny spadek progresywności opodatkowania zapoczątkowany w latach 80.;

– wzrost zróżnicowania dochodów między pracownikami wykwalifikowanymi a niewykwalifikowanymi (przypisuje się je tak handlowi międzynarodowemu – szczególnie z Chinami – jak i postępującej automatyzacji pracy);

– spadek udziału dochodów z pracy w całkowitym dochodzie krajowym: wraz ze wzrostem przychodów z kapitału następuje wzrost koncentracji własności;

– czwartym potencjalnym powodem wzrostu nierówności (na który wskazuje m.in. Thomas Piketty) jest to, że procentowa stopa zwrotu z kapitału (r) pozostaje wyższa niż tempo wzrostu wynagrodzeń w gospodarce (g), co opisuje koszulkowy slogan „r>g”.

Co wynika z tego badania? Po pierwsze, wzrost nierówności dochodowych i wzrost niepewności na rynku pracy przyczynił się do spadku (to nie błąd edytorski) nierówności majątkowych. Rosnąca niepewność co do pracy i zarobków „jutro” skłoniła najuboższe gospodarstwa do zwiększenia oszczędności i efekt ten okazał się większy niż to, że wraz ze wzrostem nierówności dochodowych lepiej zarabiający mogą więcej oszczędzić. Większe oszczędności obniżają stopę zwrotu z kapitału (tzw. nawis oszczędności pchający stopy procentowe na całym świecie w dół), co obniża oszczędności lepiej zarabiających i dodatkowo przyczynia się do zmniejszenia nierówności majątkowych.

Po drugie, spadek roli dochodów z pracy w gospodarce i „r>g” okazują się w niewielkim stopniu wpływać na nierówności. Oczywiście, oddziałują w kierunku zwiększania nierówności majątkowych, lecz ilościowo ich efekt jest zaniedbywalny.

Jakie jest zatem źródło wzrostu nierówności majątkowych? Spadek progresywności opodatkowania w USA, tj. obniżenie podatków najbogatszym. Zapoczątkowane przez Reagana zmiany w systemie podatkowym, kontynuowane przez późniejsze gabinety, w największym stopniu przyczyniły się do wzrostu nierówności majątkowych w USA.

Czy można coś z tym zrobić? Nawet trzeba! Symulacje z modelu sugerują, że jeżeli system podatkowy nie ulegnie zmianie, udział majątku najbogatszego 1 proc. Amerykanów w całkowitym majątku USA będzie nadal rósł, nawet do 50 proc. pod koniec obecnego stulecia.

Zwiększenie progresji podatkowej, by odwrócić te trendy, wydaje się jednak mało prawdopodobne w najbliższych latach w USA. Zaproponowana przez prezydenta Donalda Trumpa nowa ordynacja podatkowa obniża już i tak niskie opodatkowanie najlepiej zarabiających Amerykanów. I ogranicza objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym najmniej zarabiających Amerykanów. Czy droga służba zdrowia zmusi ubogich Amerykanów do zwiększenia oszczędności, podobnie jak wzrost niepewności? To mogłoby wyhamować trend wzrostowy nierówności, ale wydaje się mało prawdopodobne. Należy się spodziewać dalszego narastania nierówności majątkowych w USA.

Inna sprawa to czy w dzisiejszych czasach jeden kraj może skutecznie wprowadzić znaczną progresję podatkową? Przecież tak łatwo majętnym i dobrze wykształconym ludziom uzyskać obywatelstwo innego kraju, korzystając z bardziej korzystnych przepisów podatkowych. Statystycznie taka ucieczka przed opodatkowaniem obniży nierówności, bo majątek formalnie znajdzie się poza USA. Czy jednak nierówności faktycznie spadną?

Przypomnijmy, że jednym z argumentów, których używał prezydent Reagan, było właśnie ułatwienie życia tym biednym bogaczom, którzy w trosce o obniżenie stopy opodatkowania zmuszeni byli podróżować poza USA 186 dni w roku. Czy było to wówczas powszechne zjawisko? Trudno powiedzieć, bo wysokiej jakości dane podatkowe zaczynają się mniej więcej w połowie lat 80. Dziś jednak będzie relatywnie łatwo weryfikować jego skalę i proponować rozwiązania w połowie drogi – wiele dni poza domem jest przecież kosztowne, trudne do pogodzenia z rokiem szkolnym dzieci, nie wspominając o uciążliwości. Wiele badań wskazuje także, że widząc konkretne efekty podatków, płacimy je mniej niechętnie. Tylko z tym wszystkim trzeba będzie poczekać, bo chwilowo „America first”.