Ostatnie dane z Chin nie napawają optymizmem. Ze względu na problemy Europy cierpi eksport. Prognoza tempa wzrostu PKB na pięć lat została obniżona z 8 do 7,5 proc. Czy Chiny czeka twarde lądowanie?

To prawda, że ostatnie odczyty mogłyby być lepsze. Ale my w Fidelity jesteśmy zdania, że chińska gospodarka wciąż będzie trzymać się mocno, nawet gdy problemy Europy się pogłębią. Remedium będzie rosnąca klasa średnia, która napędza popyt wewnętrzny. Przy czym nie tylko ona jest motorem. Swoją cegiełkę dokładają także emeryci, którzy podwyżki świadczeń konsumują, a nie odkładają. Poza tym chińska gospodarka jest o wiele zdrowsza niż większość gospodarek państw rozwiniętych. No i wreszcie sytuacja demograficzna jest bardzo dobra. Przez najbliższe kilkanaście lat popyt wewnętrzny będzie stanowił o potędze Chin i przekładał się na wzrost wycen akcji tamtejszych spółek oraz tych firm, które są w Państwie Środka obecne na rynku handlu i usług.

Jakie jeszcze branże będą szczególnie atrakcyjne?

Azjaci będą się bogacić, więc i coraz więcej konsumować, ale też coraz bardziej dbać o przyszłość. Dlatego na całym kontynencie będą rosły spółki handlu detalicznego, ubezpieczeniowe, działające w sektorze dóbr luksusowych, turystyczne. A szczególną okazją wydają się firmy z sektora IT i mediów społecznościowych. Azjaci wolą korzystać np. z lokalnych serwisów internetowych niż z importowanych z Zachodu. Większość chińskich firm wciąż ma bardzo atrakcyjne wskaźniki cena – zysk.

Mówi pani o bardzo dobrej sytuacji demograficznej, ale są raporty, które wskazują, że do 2050 r. pracująca populacja Chin zmniejszy się o 10 proc., podczas gdy np. w Indiach zwiększy się o 40 proc. Może w długim terminie lepiej inwestować w Indiach?

Jeśli przyjmiemy dłuższy horyzont niż kilkanaście lat, to przed Chinami rysują się pewne zagrożenia. Dlatego bardzo ważna jest polityka, jaką prowadzą władze. Muszą dostrzec te zagrożenia i odpowiednio zareagować. Pierwsze pozytywne sygnały już się pojawiają. Np. nakłady na edukację utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Poza tym premier Chin podkreślał ostatnio, że konieczne są reformy polityczne i systemu socjalnego, by wzrost gospodarczy mógł być kontynuowany.

Analitycy zwracają uwagę na rozwarstwienie społeczne występujące między wybrzeżem, czyli miastami, a obszarami wiejskimi. Czy może ono doprowadzić do napięć? W historii Chin nie brakowało takich zdarzeń.

Obecnie nie ma zagrożenia eskalacją tych problemów, w dłuższym terminie, gdyby polityka rządu się nie zmieniała, może się taka groźba pojawić. Ale władze zdają sobie z tego sprawę i jest coraz więcej projektów mających m.in. rozwijać infrastrukturę na prowincji.

Władza zapewne będzie finansować rozwój długiem. Chińskie obligacje będą hitem najbliższych lat?

Generalnie nadchodzi bardzo dobry czas dla długu krajów wschodzących.

Niektórzy wskazują też na inne zagrożenia dla Chin: ukryty dług lokalnych rządów, bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości.

W 2011 r. dług lokalny nie urósł. To dobry znak. W ostatnich miesiącach ceny nieruchomości zaczęły wyraźnie spadać. Nawet jeśli ten trend będzie kontynuowany, to nie stanowi poważnego zagrożenia, bo w Chinach nie ma problemu nadmiernego zadłużenia osób fizycznych na hipotekach. W ostatnich latach, by kupić mieszkanie, potrzeba było minimum 35 proc. wkładu własnego.

Które inne rynki azjatyckie, oprócz Chin, będą w najbliższym czasie atrakcyjne dla inwestorów?

W Indonezji ruszą wielkie projekty infrastrukturalne. Filipiny wyrastają na regionalne centrum outsourcingu, mają bardzo zdrową gospodarkę nieobarczoną długiem. Tajlandia, mimo że od czasu do czasu cierpi z powodu powodzi, też wydaje się okazją inwestycyjną.

A Japonia?

Da się tam znaleźć spółki, które mają dobrą sytuację finansową, sporo gotówki i niską wycenę w stosunku do konkurentów. Przykład: wartość rynkowa koreańskiego Samsunga to 160 mld dol., podczas gdy Sharp, Sony i Panasonic warte są razem 52 mld dol.

Azjatyckie papiery w najbliższych latach powinny przynieść inwestorom zadowalające stopy zwrotu. Jednak ze względu na stosunkowo małą płynność rynków i ich podatność na zwiększanie się awersji do ryzyka wśród zachodnich inwestorów zalecałabym mocną dywersyfikację inwestycji w Azji.