Jest rok 2006. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nakłada na 20 banków karę w wysokości przeszło 160 mln zł. Czego dotyczyła kara?

Kara dotyczyła ustalania przez banki opłaty interchange. Banki ustalały ją wspólnie, a jej wysokość determinuje opłaty pobierane od sklepów. Ich wysokość jest zatem nie tyle wynikiem konkurencji, co konsekwencją wspólnych decyzji banków.

Czyli zastrzeżenie dotyczyło wyłącznie sposobu ustalania opłaty?

Sposobu, który ma także wpływ na wysokość opłaty. Jak długo bowiem opłata interchange istnieje – a jej wysokość jest znaczna – determinuje to, co zapłacą akceptanci.

Oczywiście, w tego typu systemach płatności musi dochodzić do pewnych uzgodnień, na przykład dotyczących standardów wymiany informacji czy podobnych kwestii. Do tego typu porozumień urząd nie ma zastrzeżeń.

Co powinny zrobić banki po tej decyzji, aby się do niej dostosować?

Miały do wyboru albo zaprzestać pobierania wspólnie ustalonej opłaty interchange – wówczas problemu by nie było – albo ustalić opłatę interchange na takim poziomie, który byłby uzasadniony ekonomicznie. Według polskiego prawa ochrony konkurencji, podobnie zresztą jak i unijnego, każde porozumienie ograniczające konkurencję może zostać wyłączone spod zakazu, o ile jest ono ogólnie korzystne dla gospodarki i dla konsumentów. Do stwierdzenia, że są takie korzyści, potrzeba udowodnienia, że porozumienie spełnia cztery warunki – czyli że przynosi ono korzyści, że słuszną część korzyści uzyskują klienci przedsiębiorstw uczestniczących w porozumieniu, że nie ogranicza ono konkurencji w stopniu większym, niż jest to niezbędne, i że nie wyłącza konkurencji na znacznej części rynku właściwego. Warunki te są dosyć restrykcyjne i niewiele porozumień ograniczających konkurencję je spełnia.

W trakcie postępowania banki wybrały to drugie rozwiązanie i próbowały udowodnić, że stosowane przez nie opłaty są uzasadnione.

A jak to udowadniały?

Przedstawiając analizy, z których wynikało, że stosowanie kart wymusza na nich określone koszty.

I z tych wyliczeń wychodziło, że banki rzeczywiście na wszystkie działania związane z kartami wydają 1,5 proc.?

Jeśli uzyskuje się określony strumień przychodów, to zawsze można go wydać, a więc zamienić w koszty. Jednak znaczna część kosztów, które przedstawiły banki w swojej analizie, niekoniecznie dotyczyła działań, które wiązałyby się z korzyściami dla klientów czy akceptantów.

Co więc banki wliczyły do tych kosztów?

Na przykład w swoich wyliczeniach za koszt uznały część odsetek, naliczanych od wydatków dokonanych przy pomocy kart kredytowych. To mniej więcej tak, jakby kupował pan w sklepie telewizor za pieniądze z uzyskanego kredytu, a bank obciążył sklep dodatkową opłatą w wysokości części odsetek. Do kosztów związanych z obsługą kart banki wliczyły również niektóre wydatki, związane z zarządzaniem należnościami.

Generalnie jednak argumentacja banków sprowadzała się do tego, że karty są dobre dla akceptantów, a więc ci powinni za nie płacić.

Jednak karty są korzystne także dla banków. Banki oszczędzają na tym, że mniej ludzi przychodzi po gotówkę, więc można ograniczyć liczbę placówek oraz pracowników. Skoro więc zyskują obie strony, czemu płacić mają wyłącznie akceptanci? Na przykład w Australii krajowy system kart debetowych działał tak, że to banki płaciły akceptantom za używanie terminali.

Czyli decyzja została wydana, a banki odwołały się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I co się wydarzyło przez następne pięć lat?

W listopadzie 2008 r. SOKiK wydał wyrok, w którym stwierdzał, że nawet jeśli doszło do praktyki ograniczającej konkurencję, to nie dotyczyła ona tego rynku, który wskazaliśmy w naszej decyzji. Poszło więc o kwestię techniczną, jako że w każdej decyzji musimy opisać rynek, na którym dochodzi do kwestionowanych przez nas praktyk. Sąd uznał, że opłaty interchange nie wpływają na rynek usług związanych z akceptacją kart.

Odwołaliśmy się od tego postanowienia do sądu apelacyjnego, który z kolei stwierdził, że taki rynek jak najbardziej istnieje i że decyzje banków mają na niego wpływ. I przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia w SOKiK.

A kiedy będzie to ponowne rozpatrzenie?

Termin nie został jeszcze wyznaczony.

Ale jeśli sąd ponownie to rozpatrzy, to istnieje możliwość odwołania się od jego decyzji?

Owszem.