Kolejną kwestią budzącą kontrowersje w wielu stolicach jest sprawa bezpośredniego finansowania UE przez europejski podatek, np. bankowy. Pan zresztą tę dyskusję w jakiś sposób wywołał. Brytyjczycy chcą poddać tego typu pomysły pod referendum.

Musimy spojrzeć także na stronę dochodową budżetu, co budzi zrozumiałe niepokoje. Prywatnie nie jestem zwolennikiem nowych podatków. Unia nie ma własnych uprawnień podatkowych zgodnie z żelazną zasadą „no taxation without representation”. Każda decyzja dotycząca finansowania budżetu musi być podjęta jednomyślnie przez 27 krajów członkowskich, po czym przez nie ratyfikowana. Nigdy nie byłem zwolennikiem naruszania suwerenności fiskalnej państw UE. Natomiast zauważam realny problem. Wielu ministrów finansów mówi mi, że chciałoby zmniejszyć swoją składkę do budżetu, która obecnie wnosi 76 proc. wpływów. W tym jest pośrednia zachęta do szukania nowych źródeł finansowania UE.

Jeszcze rok temu wykluczał pan wprowadzanie europodatków, mówiąc, że zniechęci to Europejczyków do integracji europejskiej.

Żyjemy dziś w innej Europie.

Jakie w tej nowej Europie są perspektywy dotyczące polityk rolnej i spójności? Te obszary z punktu widzenia Polski i przyszłego budżetu po 2013 r. są najważniejsze?

Wydatki na rolnictwo i spójność trzeba obronić w nowej sytuacji, gdy podatnicy Unii muszą składać się nie tylko na europejski budżet, lecz także na pakiety ratunkowe dla zagrożonych krajów strefy euro. Potrzebne jest mądre wyważenie interesów 27 krajów. Nie jesteśmy np. w stanie zapewnić Europie jednolitej stawki dopłat do hektara z tego prostego powodu, że to dramatycznie pogorszyłoby pozycję płatników netto, nie dając szans na porozumienie. Możemy ograniczać kolosalne różnice w dopłatach, ale jedna stawka jest niemożliwa. Podobnie w polityce spójności – będzie przesunięcie w stronę Europy Środkowej i Wschodniej, ale też tak zaplanowane, by nie spowodowało to buntu Niemców, Szwedów, Hiszpanów czy Holendrów. Bo oni też się muszą wytłumaczyć przed swoim elektoratem. Tym bardziej że dotychczas największe transfery z polityki spójności szły w rejon Morza Śródziemnego, który wymaga od tych samych podatników drugiego rodzaju solidarności, o której mówiłem, czyli solidarności ratunkowej. Poza tym muszę wygospodarować też środki na politykę zagraniczną, badania, na co naciskają kraje niekorzystające z polityki spójności.

Jaki wpływ na prace nad budżetem ma dyskutowany francusko-niemiecki pomysł przyjęcia przez Euroland tzw. paktu na rzecz konkurencyjności?

To oznacza zasadniczy remont Eurolandu, który powinien być uważnie obserwowany z Warszawy. Polska dała silny głos na rzecz budowania mechanizmów angażujących 27 krajów, a nie tylko państwa strefy euro. Jako kraj cieszący się dobrą opinią nie chcemy być członkiem drugiej kategorii. W tej chwili ten kierunek nie jest taki, jakiego się spodziewałem w 2010 r. Wtedy mi się wydawało, że wszystkie pakiety ratunkowe będą uwzględniały budżet europejski w roli gwaranta. W tej chwili raczej przyjęto metodę międzyrządową. Budżet zaś będzie zbiorem narzędzi typu kij i marchewka, dyscyplinujących finanse państw członkowskich. To dobra i zła wiadomość. Bałem się nadmiernego zaangażowania budżetu jako gwaranta, ale to też znak czasu, że Europa staje się niestety coraz bardziej międzyrządowa.