W 2015 roku Polska powinna włączyć nadawanie naziemnej telewizji cyfrowej. Co się stanie, jeśli nie zdążymy w tym terminie?

W 2015 roku, mówiąc obrazowo, po prostu zgasimy światło tam, gdzie TV cyfrowa nie wystartuje, bo jest to proces objęty harmonogramem dla poszczególnych obszarów kraju. Skończy się wtedy ochrona prawna naszych częstotliwości analogowych, z których korzystają nadawcy telewizyjni. W praktyce w niektórych regionach – zamiast TVP, Polsatu, TVN, TVP Info, TV 4 i TV Puls, odbieranych teraz naziemnie analogowo i za darmo – widzowie zobaczą kanały zza granicy. One będą podlegały ochronie prawnej. Oczywiście, jeśli ktoś kupi ofertę płatnej telewizji, obejrzy polskie stacje. Jednak jeżeli zakładamy, że wszyscy mamy takie samo prawo do informacji, a telewizja jest jednym z kanałów jej dostarczania, to brak naziemnej telewizji cyfrowej można uznać za cyfrowe wykluczenie. Obecnie około 20 proc. gospodarstw domowych nie ma płatnej telewizji. Po wyłączeniu analogu ich telewizory zgasną.

Co można zrobić, by zdążyć z cyfrową telewizją?

Dziś trudny do dotrzymania jest termin wyłączenia analogu, czyli rok 2013. Komisja Europejska domaga się nawet, by tego terminu nie przekraczać. Trudny do dotrzymania jest także pierwszy termin włączenia cyfry, czyli wrzesień 2010. Podpisane ponownie przez KRRiT i UKE ogłoszenie dot. 2. multipleksu (wiązka częstotliwości, na której znajdzie się 7 kanałów – przyp. red.) umożliwia rozpoczęcie tego procesu, ale we wrześniu nie zostanie włączonych kilkanaście, lecz zapewne kilka obszarów; mam nadzieję, że reszta pod koniec roku. Nigdzie w Europie nie ma takiej sytuacji. Opóźnienie całkowicie blokuje też rozwój rynku telekomunikacyjnego. Nie możemy bowiem uruchomić częstotliwości na potrzeby szerokopasmowego internetu, które teraz blokowane są przez telewizję analogową. Gdybyśmy je zwolnili, znacznie przyśpieszyłby rozwój szybkiego internetu w Polsce, bo po prostu mielibyśmy potrzebne do tego miejsce w eterze.

Jaka powinna być pozycja TVP w cyfrowym rozdaniu?

To zależy, jaka ma być rola TVP na rynku. Jeśli publiczny nadawca ma być jego liderem, wyznaczać standardy i wypełniać misję, jego pozycja mogłaby zostać wzmocniona zajęciem (poza multipleksem trzecim) także części pierwszego multipleksu do 2024. Byłaby to wielka szansa dla wielu wartościowych kanałów tematycznych TVP. Jeśli TVP nie jest perłą w koronie dla państwa, nie ma mieć pozycji na rynku równoważnej dla rozbudowanych i mocnych ofert nadawców komercyjnych, a np. misja ma być realizowana na zamówienie przez wszystkich nadawców (można sobie wyobrazić model mieszany z misją skoncentrowaną w TVP, ale także kupowaną od nadawców prywatnych), to TVP trafi tylko na multipleks trzeci, a pierwszy ostatecznie zwolni. Nie są to jednak proste decyzje. Wszystkie kanały TVP, przy włączeniu HD, nie zmieszczą się na jednym multipleksie. Tematyczne będą musiały korzystać z satelity, co ograniczy zasięg tej wartościowej oferty. Wszystko jest jednak całkowicie w rękach rządu i rządowej strategii medialnej. UKE nie ma w tym zakresie kompetencji.

Budowa naziemnej telewizji cyfrowej ma wymiar dziś bardziej społeczny niż komercyjny. Technologicznie to przedsięwzięcie przestarzałe i kosztowne. Będzie miało charakter uzupełniający dla innych technologii. Jednak te 21 kanałów, które dzięki cyfrze byłyby dostępne dla każdego za darmo naziemnie, w zalewie setek kanałów komercyjnych, mogą mieć znaczenie wyjątkowe dla polskiej kultury i tożsamości. Dlatego warto, by były dostępne cyfrowo naziemnie.

Zaczynając pracę nad cyfryzacją, chciała pani liberalizacji rynku. Czy jest ona zapewniona?

Nie do końca. Początkowo chcieliśmy, by nowi nadawcy dostali więcej miejsca w eterze. Jednak z jednej strony opór istniejących na rynku prywatnych nadawców, a z drugiej upływający czas sprawiły, że trzeba było poszukać wyjścia kompromisowego. Dlatego dla nowych graczy zarezerwowaliśmy ostatecznie cztery miejsca na 1. multipleksie. To kompromis. Dzięki niemu mogliśmy jednak pchnąć cały proces do przodu.

Jak ocenia pani proces liberalizacji rynku telekomunikacyjnego?

Bardzo dobrze. Mamy jedną z najniższych stawek MTR (cena, jaką operatorzy płacą sobie za rozmowy kończące się w ich sieciach – przyp. red.) w Unii Europejskiej, która oscyluje wokół 4 eurocentów. W 2012 roku moglibyśmy osiągnąć poziom nawet 3 polskich groszy. Jednak dalsze obniżanie stawek MTR na polskim rynku już nie przekłada się na spadek cen detalicznych. Zaproponowaliśmy więc operatorom, by w zamian za ustabilizowanie tych stawek inwestowali w likwidację białych plam zasięgu komórkowego. Rozmowy w tej sprawie idą pomyślnie.

Co z ubiegłorocznym porozumieniem TP z UKE, w ramach którego TP miała budować sieć internetową, by uniknąć podzielenia?

Jest realizowane dobrze, ale przed końcem roku nie możemy ocenić, czy chińskie mury zostały wprowadzone prawidłowo. We wrześniowym audycie rozszerzymy badanie, czy mechanizm blokujący przepływ informacji działa też prawidłowo w poszczególnych spółkach Grupy TP. Samo porozumienie nie zamyka możliwości funkcjonalnej separacji TP po upływie roku – takie postępowanie może zostać umorzone tylko pod warunkiem, że nie będzie zjawiska dyskryminacji operatorów alternatywnych. I tego się będziemy trzymać.

Za niecały rok mija pani kadencja na stanowisku szefowej UKE. Będzie pani walczyć o następną?

Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia. Na razie piszemy trzecią strategię, która całkowicie skoncentruje się na budowie w Polsce szerokopasmowego internetu, m.in. poprzez odpowiednie regulacje i wdrażanie naszej megaustawy, która staje się powoli europejskim hitem. Naszą rolę postrzegamy także jako wspieranie inwestorów samorządowych w zagospodarowaniu środków unijnych. Chciałabym, by do końca 2015 roku dostęp do szybkiej sieci był powszechny.