GRZEGORZ OSIECKI

Wiadomo, jaki będziemy mieli deficyt pod koniec roku?

ELŻBIETA SUCHOCKA-ROGUSKA

Sytuacja w dochodach jest płynna. Na dziś mogę powiedzieć, że o ile będą większe dochody, o tyle będzie mniejszy deficyt.

Czy wyniesie 22 mld zł, jak wynika ze wstępnego projektu ustawy budżetowej na przyszły rok?

Nie sądzę. Myślę, że będzie większy, bo jest wiele różnych elementów, które trzeba wziąć pod uwagę. Prosta sprawa, kurs euro, po jakim będziemy wymieniali środki unijne. To kurs z dnia wymiany, a trudno przewidzieć, czy wtedy euro będzie kosztować 4,07 zł, 4,10 czy 4,20. Najbezpieczniej jest mówić, że to będzie w granicach zapisanych w ustawie budżetowej.

A czy ten 1-proc. wzrost PKB widać w dochodach budżetu?

W sierpniowych tak, a ostatecznych danych o wrześniu jeszcze nie ma. Ale wpływy są wyższe od prognoz.

Ten trend się utrzyma? Czy to można stwierdzić na podstawie dwóch miesięcy?

Ja rozumiem, że państwo czekacie na komunikat: resort finansów uznaje, że będzie rewelacyjnie. Ja też bym to chciała powiedzieć, ale boję się zapeszyć.

W przyszłym roku deficyt też może być mniejszy od zakładanego. Czy okaże się, że są zakładki lub nadwyżki i ostatecznie deficyt wyniesie sporo poniżej wpisanych 52 mld zł?

Kształt przyszłorocznego budżet i deficytu wynika przede wszystkim z tego, jak rosną wydatki, na które nie mamy wpływu. Na przykład rosnąca dotacja do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych to efekt pogorszenia się sytuacji gospodarczej i to podwójny. Bo z jednej strony składki rosną wolniej, a z drugiej szybciej zwiększa się liczba świadczeniodawców. To naturalny odruch, że gdy dochodzi do redukcji zatrudnienia, w pierwszym rzędzie zwalniane są osoby, które mają inne źródło utrzymania, np. wcześniejszą emeryturę. W 2006 roku na wcześniejsze emerytury poszło ponad 30 tysięcy osób, a szacujemy, że w tym będzie to cztery razy więcej.