● No to się dalej nie składa, bo założenia nowej polityki energetycznej mówią, że największe grupy, czyli PGE i Tauron, zostają pod kontrolą państwa.

- Generalnie są trzy wyjścia z tej pułapki pomysłów i możliwości ich realizacji. Inwestycje mogą być mniejsze niż oczekiwane, ale co wtedy. W prognozie resortu gospodarki wzrost konsumpcji pokrywa się dokładnie ze wzrostem produkcji. Przy niewystarczających inwestycjach w moce lukę wypełni, bo będzie musiał, import. Budowanie linii energetycznych jest ciągle tańsze niż elektrowni. Druga ewentualność jest taka, że regulator pozwoli na szybszy wzrost cen, niż zakładaliśmy, i będzie więcej pieniędzy, a trzecia to sprzedaż także największych polskich grup energetycznych lub alternatywne otwarcie rynku dla nowych inwestorów, przy pogodzeniu się z utratą udziałów w rynku spółek pod kontrolą Skarbu Państwa. Teoretyczna czwarta możliwość, czyli głęboka restrukturyzacja i istotna obniżka kosztów w sektorze, jest niesłychanie trudna w niesprywatyzowanych spółkach.

● Nawet PGE nie jest w stanie pozyskać finansowania wszystkich planowanych inwestycji?

- Nawet, bo jeśli na poważnie zamierza się zabrać do budowy elektrowni jądrowej o mocy 1600 MW, to tylko z tym projektem będą mieli co robić do 2020 roku. Nawet jeśli pozyskają partnera do spółki celowej. Oczywiście, emisja giełdowa bardzo by pomogła, nie wiadomo tylko, kiedy ona nastąpi.

● Jeśli polityka regulacyjna się nie zmieni, czyli jeśli branża będzie uznawała, że ceny energii są za niskie, to prywatyzacja energetyki się powiedzie?

- Jest realne, że inwestorzy zagraniczni wejdą do polskich grup i sfinansują inwestycje nawet przy niskich cenach energii, ale należy się liczyć z tym, że potem wymusiliby na regulatorze podniesienie cen. Tak czy inaczej podwyżka cen energii nas nie minie. Powinniśmy przestać chować głowę w piasek. Ktoś powinien uczciwie i otwarcie powiedzieć polskim odbiorcom, że żyjemy na poziomie cen energii odziedziczonych po komunizmie, które nie pokrywają kosztów inwestycji i musimy dopuścić, żeby popyt i podaż zaczęły w końcu regulować cenę energii - na przykład poprzez określenie stopniowej - aby uniknąć szoku cenowego - ścieżki dojścia do cen inwestycyjnych. Inaczej stagnacja energetyki zahamuje rozwój gospodarki.

● Wojciech Hann

szef Zespołu Środkowo-Europejskiego Energetyki i Zasobów w Deloitte. Jego zespół uczestniczył w projektach realizowanych m.in. w Polsce, Czechach, Słowacji, Niemczech, Austrii, Francji, Izraelu, Turcji i USA