● To znaczy, że niezależnie od postawy banków, do sfinansowania planów kreślonych przez resort gospodarki zabraknie energetyce około 8 mld euro kapitałów własnych?

- Nie można wprost odejmować tych 3-4 mld euro od 10,5 mld euro. Naszym zdaniem do osiągnięcia możliwości sfinansowania inwestycji w wysokości 29 mld euro energetyce polskiej zabraknie co najmniej 6 mld euro środków własnych. To znaczy, że tylko co trzecie niepożyczone z banku euro w ambitnym programie inwestycyjnym może pochodzić z istniejących aktywów, a i to przy założeniu, że banki będą traktowały energetykę tak dobrze jak przed kryzysem. To jednak dzisiaj trudne do wyobrażenia.

● Przy jakiej cenie energii energetyka zgromadzi te 3-4 mld euro, co i tak okazuje się za mało?

- Założyliśmy, że do 2020 roku cena hurtowa energii rośnie z obecnych około 40 euro za 1 MWh do 80 euro za 1 MWh. Ceny te nie uwzględniają kosztów uprawnień do emisji CO2. To tylko bardzo uproszczone szacunki. Powinny być uzupełnione rzetelną, szczegółową analizą, ale oddają w głównych zarysach skalę problemu.

● Czy plany inwestycyjne zapisane w projekcie polityki energetycznej są zatem całkowicie absurdalne?

- To zależy od tego, czy Ministerstwo Gospodarki ma koncepcję finansową realizacji polityki energetycznej, czy nie ma. Chciałbym wierzyć, że ma, ale na razie jej nie ujawnia, bo trwają konsultacje międzyresortowe. Sama energetyka nie zarobi tyle, żeby zaciągnąć pożyczki umożliwiające realizację polityki energetycznej w proponowanym kształcie, ale może pozyskać kapitał, który to umożliwi.

● Jak i skąd?

- Aby plany Ministerstwa Gospodarki nabrały realnych kształtów, energetyka musi mieć środki własne o około 6 mld euro większe, niż zdoła zgromadzić. Teraz dostęp do kapitału, poza giełdą i środkami własnymi generowanymi przez spółki, mogą dać przede wszystkim inwestorzy zagraniczni, tak strategiczni, jak i finansowi, którzy powinni wejść do polskiej energetyki. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że to, czy powinni wejść akurat do największych polskich grup energetycznych, czyli PGE i Taurona, jest kwestią decyzji strategicznej rządu: mieć czy nie mieć polskiego gracza lub graczy w energetyce. Natomiast w średnim i długim terminie nie ma poważnej alternatywy dla konieczności otwarcia sektora dla inwestorów strategicznych i finansowych. Uważam, że inwestorzy by się znaleźli, ale oznaczałoby to radykalną zmianę struktury własności energetyki. Moim zdaniem nie ma powodu, żeby energetyki nie prywatyzować.