Jeśli obywatelski projekt ograniczający handel w niedzielę nie zostanie poprawiony w trakcie prac w Sejmie, nie obejmie znaczącej liczby sklepów. Powód: użycie przez projektodawców spójnika „i” zamiast „lub” w ustawowej definicji placówki handlowej. Obecna wersja projektu zakłada, że ograniczenia handlu w niedzielę będą dotyczyć tylko tych sklepów, które prowadzą zarówno sprzedaż detaliczną, jak i hurtową, a więc w praktyce nie więcej niż kilku procent ogółu.
– Zgodnie z logiką prawniczą tak należy rozumieć ten przepis. Wydaje się jednak, że na dalszym etapie prac nad projektem legislatorzy zwrócą uwagę na tę wątpliwość – tłumaczy Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski Patulski Walczak. – Nieprzemyślana definicja placówki handlowej wywołuje także inne problemy. Wynika z niej choćby to, że handlu w niedzielę nie można prowadzić w składach węgla, ale w składach koksu już tak. To tylko przykład tego, jak bardzo dziurawe będą projektowane ograniczenia – dodaje mec. Orłowski.
Możliwe, że niefortunne sformułowanie przepisów to niedopatrzenie projektodawców z Solidarności, którzy nie są profesjonalnymi legislatorami, ale nie jest to jedyny problem wynikający z tego dokumentu. Nawet jeśli wspomniana wątpliwość zostanie usunięta, firmy zajmujące się handlem i tak będą miały do wyboru wiele sposobów omijania restrykcyjnych regulacji.