Podległa premierowi agencja zarządzająca spółkami po Ministerstwie Skarbu – tak może wyglądać model zarządzania państwowym majątkiem po likwidacji obecnego resortu.
Reklama
Na razie nie ma jeszcze rozstrzygnięcia, jak będzie wyglądał nadzór nad państwowymi spółkami po likwidacji resortu skarbu. Pracuje nad tym Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów. Najważniejsze kwestie to to, ile spółek docelowo zostanie pod nadzorem instytucji, która zastąpi Ministerstwo Skarbu Państwa, jaką formę organizacyjną ma mieć ta instytucja i komu bezpośrednio podlegać.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji, w tej chwili najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest utworzenie agencji, która zarządzałaby państwowymi spółkami. Mniejsze szanse ma stworzenie zamiast niej holdingu.
Agencja to w pewnym sensie zredukowany resort skarbu. Przejęłaby od ministerstwa nadzór nad poszczególnymi spółkami. Holding był koncepcją bardziej skomplikowaną: zakładał utworzenie ze spółek, które nie zostałyby przekazane pod nadzór innych resortów, grupy kapitałowej. Mogłaby ona stać się poważnym graczem rynkowym, o ile w skład holdingu weszłyby największe spółki nadzorowane dziś przez MSP – Azoty, KGHM czy PZU. To wymagałoby, żeby nie przeszły one pod nadzór innych resortów. – To koncepcja, którą minister Dawid Jackiewicz szykował pod siebie. Teraz nie ma takiej potrzeby – mówi nam polityk PiS.
Jak usłyszeliśmy od osoby z rządu, na czele agencji miałby stanąć menedżer z dorobkiem rynkowym. Takie działanie oddali zarzuty opozycji czy mediów, że nominacje mają charakter partyjny. Nowa instytucja miałaby trafić bezpośrednio pod nadzór premier Beaty Szydło, choć w grę wchodziła także możliwość przekazania nadzoru nad nią innemu ministrowi, np. rozwoju. – Ale po co pani premier ma wzmacniać innego ministra? – pyta retorycznie jeden z posłów PiS. Model agencji zbieżny jest też z pomysłami, jakie pojawiły się w poprzedniej kadencji, gdy to PO rozważała przez chwilę likwidację resortu skarbu.
Ostateczną koncepcję powinniśmy poznać w ciągu kilku dni. Na jej podstawie mają zostać przygotowane zmiany prawne. Jeśli ma zostać dotrzymany termin podany przez premier Szydło (mówiła o likwidacji resortu skarbu do końca tego roku), nowe przepisy powinny być szybko uchwalone przez parlament.
W zróżnicowany sposób pomysły PiS oceniają byli szefowie resortu skarbu. Mikołaj Budzanowski, minister w poprzedniej kadencji, popiera pomysł likwidacji MSP. Uważa on jednak, że rząd powinien wyodrębnić spółki strategiczne, natomiast sporej części pozostałych się pozbyć. – Można sprzedać 60–80 spółek, które nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem państwa. Wtedy kończą się polityczne synekury, bo prywatny biznes będzie zatrudniał ekspertów, a nie członków rodziny – podkreśla Budzanowski. Jego zdaniem, do momentu sprzedaży, spółkami takimi mogłaby zarządzać Agencja Rozwoju Przemysłu. Te firmy, które miałyby pozostać w gestii państwa, powinny w opinii Budzanowskiego trafić pod nadzór poszczególnych resortów. A państwo może wykonywać obowiązki właściciela, typując kompetentne osoby do rad nadzorczych.
Zdaniem Wiesława Kaczmarka, ministra skarbu państwa w rządzie SLD, przekazywanie nadzoru nad poszczególnymi spółkami różnym resortom, prowadziłoby do pomieszania roli regulatora i właściciela. Były minister zwraca uwagę, że resort skarbu w obecnej postaci powstał w ramach reformy centrum rządowego w 1996 r. Wtedy chodziło o zabranie firm poszczególnym ministrom. Kaczmarek podkreśla, że w nowej sytuacji poszczególne resorty mogą kierować się przy tworzeniu prawa interesem spółek, które nadzorują. To zaś może prowadzić do podważania równego traktowania wszystkich podmiotów. Zwraca także uwagę, że podległość agencji bezpośrednio premierowi oznacza de facto powielenie koncepcji resortu skarbu.
405 tyle spółek nadzoruje obecnie resort Skarbu Państwa
2,9 mld zł tyle ma otrzymać z dywidendy od państwowych spółek budżet w 2017 r.
0 zł takie wpływy z prywatyzacji w 2017 r. przewiduje projekt budżetu