GOSPODARKA W trakcie odbywającego się za Wielkim Murem szczytu G20 Państwo Środka chce pokazać, że jest prawdziwą superpotęgą i globalnym liderem
Reklama
Dwudniowe spotkanie liderów największych gospodarek odbywa się w Hangzhou, stolicy leżącej na wybrzeżu prowincji Zhenjiang. Agenda kończącego się dzisiaj szczytu obejmuje m.in. znalezienie recepty na rozruszanie globalnej gospodarki, ale też rozmowy na temat industrializacji Afryki czy przyspieszenie działań mających na celu walkę ze zmianą klimatu.
Pekin traktuje szczyt jako okazję do zaprezentowania się jako prawdziwa, globalna superpotęga. Świadczy o tym chociażby wybór miasta, w którym odbywa się spotkanie. Hangzhou to siedziba giganta sprzedaży internetowej, czyli Alibaby, zaś samo miasto przechodzi radykalną przemianę w centrum wysokich technologii. Proces nadzorował osobiście prezydent Xi Jinping w czasach, kiedy zarządzał prowincją Zhenjiang.
Państwo Środka chce również umocnić wizerunek pośrednika pomiędzy krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się. Stąd na zaproszenie Pekinu do Hangzhou przybędą przedstawiciele wyjątkowo dużej liczby krajów trzecich, w tym Czadu (sprawującego obecnie przewodnictwo w Unii Afrykańskiej), Laos (przewodnictwo w Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej), a także Egiptu, Kazachstanu i Senegalu.
Xi doskonale rozumie, że status prawdziwej superpotęgi przysługuje tylko takim krajom, które są w stanie zjednoczyć liczących się na światowej scenie graczy w realizacji wspólnego celu (lub narzucić im swoją wolę). Dlatego Pekin chce wykorzystać pewien bezwład G20, przejmując inicjatywę w grupie i wymuszając na uczestnikach szczytu obietnicę zastosowania się do planu reform opracowanego pod chińską egidą grupę roboczą ds. programu ramowego G20. Znajdziemy w nim przede wszystkim nawoływanie do reform strukturalnych, ale też dalsze znoszenie barier handlowych, co jest szczególnie ważne z chińskiej perspektywy.
Pekin nie będzie miał jednak łatwego zadania. Przede wszystkim dlatego, że G20 – w ocenie polityków, którzy ponad dekadę temu proponowali powołanie takiego szerszego niż G7/G8 ciała, jak były kanadyjski premier Paul Martin – zawiodła w roli nowego sterowniczego globalnej gospodarki i katalizatora przemian. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy wymienia się przede wszystkim globalną rywalizację, w końcu grupa składa się z państw na co dzień nieżywiących do siebie sympatii. Z tego względu nie wszystkim będzie w smak jednoczyć się pod wspólnym celem pod przewodnictwem prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej.
Kluczowe zresztą jest nie to, czy światowi liderzy podpiszą się pod współpracą na rzecz wzrostu gospodarczego, ale na jakie konkretne działania będą chcieli się zgodzić. Tutaj z kolei na drodze może stać polityka wewnętrzna. Spotkanie w Hangzhou będzie ostatnim szczytem G20 Baracka Obamy. Prezydent USA uczestniczył również w pierwszym szczycie, a więc organizacja ta dojrzała za jego kadencji. Biorąc pod uwagę zbliżające się listopadowe wybory w USA, obecny lokator Białego Domu nie będzie chciał podejmować zobowiązań, których realizację zostawiłby w schedzie swojemu następcy. ⒸⓅ