Trudno było w ostatnich tygodniach znaleźć inwestorom inną, równie dobrą lokatę dla kapitału jak polskie aktywa. Ta korzystna tendencja może się utrzymać także w kolejnych miesiącach.
Dziennik Gazeta Prawna
Od początku lipca złoty zyskał na wartości w stosunku do euro 4 proc. i niemal 5 proc. do dolara. Kursy akcji na GPW poszły w górę ponad 10 proc. W tym czasie mocniejszy od złotego był tylko południowoafrykański rand. Równie dobrze wypada nasz rynek akcji – w grupie 46 najważniejszych światowych giełd pod względem stóp zwrotu wyprzedzają nas jedynie Egipt, Katar i Indonezja. W tyle nie pozostają także polskie obligacje, których kursy w ciągu pięciu tygodni wzrosły o 2 proc., co jak na ten rynek jest ruchem znaczącym, choć w tej kategorii nie wyróżniamy się na tle świata. Ta siła polskich aktywów to ewenement, odkąd w maju zeszłego roku w prezydenckich wyborach zwyciężył Andrzej Duda, co zapoczątkowało przejmowanie władzy w kraju przez PiS.
Reklama
– Zmiana to efekt ograniczenia dwóch najważniejszych czynników ryzyka, związanych z likwidacją otwartych funduszy emerytalnych i przewalutowaniem kredytów frankowych. Zaproponowane rozwiązania są korzystniejsze, niż się wydawało – mówi Piotr Tukendorff, doradca inwestycyjny z Deutsche Banku.

Reklama
Inwestorzy obawiali się, że w celu sfinansowania rosnących wydatków socjalnych rząd znacjonalizuje aktywa zgromadzone w OFE, zyskując znaczące udziały, w skrajnych przypadkach dające kontrolę nad kilkudziesięcioma giełdowymi spółkami. Skończyło się na zapowiedzi przesunięcia do ZUS 1/4 z 139 mld zł zgromadzonych w funduszach w postaci akcji zagranicznych spółek i obligacji przedsiębiorstw. Zwrot na rynku akcji zbiegł się z konferencją ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego, na której przedstawił plan zmian w systemie emerytalnym. Jego końcowym efektem ma być zasilenie rynku kapitałowego kwotą kilkunastu miliardów złotych. rocznie, począwszy od 2018 r.
Ulgę inwestorom przyniosło też wycofanie się z pomysłu zmuszenia banków do zamiany kredytów walutowych na złotowe po tzw. kursie sprawiedliwym. Oznaczałoby to dla banków straty wielokrotnie przewyższające roczne zyski branży i załamanie już wcześniej dołujących notowań. Dotkliwym skutkiem ubocznym byłby także spadek wartości złotego, związany z koniecznością masowych zakupów walut, głównie szwajcarskich franków, przez banki. Nowa propozycja przedstawiona przez Kancelarię Prezydenta, nakazująca bankom zwrot części spreadów walutowych, ogranicza straty instytucji finansowych do 4–8 mld zł.
– Zagrożenia nie zniknęły, bo mówimy jedynie o projektach rozwiązań, które mogą się zmienić, nim zostaną przekształcone w ustawy. To dalej będzie ograniczać atrakcyjność polskich aktywów, ale z punktu widzenia inwestorów ważne jest, że nie zrealizują się tu i teraz – komentuje Tukendorff.
Na zmianie projektu ustawy o kredytach walutowych skorzystali głównie akcjonariusze banków – kursy akcji, będących w trendzie spadkowym od września 2014 r. (notowania obniżyły się o niemal 40 proc.), podskoczyły od początku sierpnia o 11 proc. Banki startowały z bardzo niskiego poziomu, ale powiew optymizmu umocnił notowania także tych firm, których kursy szły w górę już wcześniej, ze względu na dobre wyniki wspierane rosnącym eksportem czy rosnącymi wydatkami krajowych konsumentów. Notowania produkującej AGD Amiki, wytwarzających profile aluminiowe Kęt czy konstruującego naczepy Wieltonu znalazły się na najwyższym poziomie w historii.
– Od kilku tygodni napływa kapitał do globalnych funduszy, które inwestują na rynkach wschodzących. Część tego kapitału trafiła do Polski – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Poprawa postrzegania rynków wschodzących, na których inwestorzy niechętnie kupowali wcześniej akcje, związana jest ze wzrostem cen surowców. Ich notowania decydują o kondycji wielu wchodzących w skład tej grupy gospodarek, takich jak rosyjska czy brazylijska. Rynki akcji w tych państwach, mocno dołujące w ostatnich latach, należą do najsilniejszych na świecie, jeśli spojrzymy na stopy zwrotu od początku roku. Na GPW wzrost cen surowców bezpośrednio przekłada się na kursy wydobywających węgiel JSW czy Bogdanki – kursy akcji tych spółek wzrosły w porównaniu z ostatnią sesją 2015 r. odpowiednio o 180 i 70 proc. O 1/4 podrożały w tym czasie także papiery miedziowego KGHM.
Wzrost notowań na rynkach akcji nie byłby możliwy, gdyby po 1,5-rocznej przerwie do zapoczątkowanej jeszcze w 2009 r. hossy nie wrócił amerykański rynek akcji. Wall Street wyznacza globalne trendy – w lipcu indeks S&P 500 wspiął się na najwyższy poziom w historii. Z szoku po Brexicie otrząsnęły się także rynki europejskie. I mimo że prognozy europejskiej gospodarki na najbliższe kwartały zakładają spowolnienie z nim związane, co dla przedsiębiorstw oznacza kłopoty z poprawą wyników finansowych, to kursy na giełdzie we Frankfurcie wzrosły do najwyższego poziomu w tym roku.
– Utrzymująca się niepewność w globalnej gospodarce ogranicza inwestycje, co sprawia, że cyfry opisujące tempo wzrostu PKB są rozczarowujące. To jednak nie musi być ograniczeniem dla hossy na rynkach akcji, bo rosną zatrudnienie, płace i co za tym idzie wydatki konsumentów. Tak jest i w Stanach Zjednoczonych, i w Niemczech, i w Polsce – wylicza Niedzielewski.
W ostatnich latach inwestorzy przyzwyczaili się też, że niedomagania realnej gospodarki swoimi działaniami spróbują nadrobić banki centralne. Tak było, kiedy w 2008 r. na skraju załamania znalazł się globalny system finansowy, w 2011 r., kiedy w kryzys zadłużenia wpadła strefa euro, czy w 2013 r., kiedy bank centralny Japonii postawił wyciągnąć ze stagnacji tamtejszą gospodarkę. Teraz zwiększenie skali tzw. luzowania ilościowego, które w praktyce oznacza skupowanie przez banki centralne obligacji, przede wszystkim emitowanych przez rządy, ma wyrównać straty po Brexicie. Stąd najwyższe w historii kursy obligacji państw wysokorozwiniętych. Hossa posunęła się już tak daleko, że rentowność papierów dłużnych najbardziej wiarygodnych emitentów jest ujemna, co oznacza, że trzymając tego typu papiery do dnia ich wykupu, inwestorzy godzą się na utratę części kapitału. Na tym tle obligacje państw zaliczanych do grupy rynków wschodzących wciąż dają nieźle zarobić – nabywca 10-letnich papierów polskiego rządu może liczyć na roczny zysk w wysokości 2,7 proc. rocznie. Kursy papierów dłużnych rosną także w Chinach, Brazylii czy Indiach.
– Globalni inwestorzy mają limity na inwestycje w tego rodzaju papiery dłużne, co wynika z niższej niż w przypadku państw wysokorozwiniętych oceny wiarygodności kredytowej emitentów. Ich zaangażowanie na rynkach wschodzących znalazło się prawdopodobnie bardzo blisko tych limitów – tłumaczy Daniel Zegadło, zarządzający portfelem obligacji w Noble Funds TFI.
Oczekiwania inwestorów odnośnie do zwiększenia skali skupu papierów dłużnych na razie spełnił Bank Anglii, na wrzesień posiedzenie zaplanowane ma Europejski Bank Centralny, który każdego miesiąca kupuje obligacje o wartości 80 mld euro. Program ma się zakończyć w marcu przyszłego roku.
– Banki centralne zdają sobie sprawę, że ich polityka wspierania gospodarki poprzez ustanawianie ujemnych stóp procentowych i skup obligacji doszła już do ściany. Inwestorzy mają wobec EBC duże oczekiwania i one mogą nie zostać spełnione – komentuje Paweł Tukendorf.
Z punktu widzenia cen aktywów notowanych na rynkach wschodzących najważniejsze znaczenie ma polityka monetarna Fed. Amerykański bank centralny w grudniu zeszłego roku po raz pierwszy od ponad 9 lat podniósł stopy procentowe, po czym zamroził cykl zacieśniania polityki monetarnej. To zawieszenie sprzyja rynkom wschodzącym, bo wzrost stóp procentowych w Ameryce przyciąga kapitał do USA i skłania inwestorów do wycofywania się z ryzykownych aktywów.
– Presja inflacyjna w USA stopniowo narasta i dlatego kontynuacja cyklu podwyżek stóp procentowych wydaje się nieuchronna. Inwestorzy nie doceniają tego zagrożenia – ocenia Zegadło.
To w znacznym stopniu ogranicza okienko czasowe, w którym ceny polskich aktywów mogą rosnąć, ale Jarosław Niedzielewski uważa, że przynajmniej do końca roku kursy na giełdzie mają szansę iść w górę.
– Kursy spółek o średniej kapitalizacji urosły o ponad 10 proc. w ciągu miesiąca. Po raz ostatni równie szybko rosły w 2013 r., ostatnim udanym dla rynku akcji. Powtórka z historii to najbardziej prawdopodobny scenariusz – ocenia doradca inwestycyjny.
Kurs JSW od grudnia 2015 r. urósł o 150 proc. W górę idą też akcje KGHM