Chodzi o wartą 140–150 mln zł Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców (CEPiK 2.0). Projekt jest zagrożony od co najmniej roku. Jedną z pierwszych decyzji Prawa i Sprawiedliwości po objęciu władzy było przesunięcie wdrożenia ze stycznia 2016 na początek 2017 r. Miało to dać czas na spokojne przygotowania – od strony technicznej i legislacyjnej. Wszystko wskazuje na to, że PiS również powinie się noga na CEPiK.
Dlaczego projekt jest tak ważny? Będzie miał on wpływ na pracę administracji, np. starostw wydających prawa jazdy, policję, sądy, wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, stacje kontroli pojazdów, szkoły jazdy, ale też Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych dostarczającą starostwom systemy informatyczne. A także na kierowców. Po pierwsze, wraz z nim mają się pojawić nowe e-usługi, np. „Sprawdź punkty karne” czy „Sprawdź szkołę jazdy”. Po drugie, system jest niezbędny dla wprowadzenia okresu próbnego dla początkujących kierowców: to w CEPiK mają być odnotowywane ich przewinienia drogowe (obowiązywać ich będą np. bardziej restrykcyjne niż doświadczonych kierowców ograniczenia prędkości), przebyte kursy, nałożone mandaty itp.
Ostatni raz o problemach związanych z projektem pisaliśmy w połowie lipca br. Do naszego materiału na Twitterze odniosła się wówczas minister cyfryzacji Anna Streżyńska. „Oddam do użytku, jak będę miała 1000 proc. pewności, że działa i nie utrudnia ludziom życia. I kropka” – napisała. Przyznała również, że liczy się z przesunięciem projektu na 2018 r., „jeśli będzie to wynikało ze stanu systemu”.
Reklama
Wygląda na to, że te zapowiedzi trzeba będzie teraz wcielić w życie. Udało nam się poznać kluczowe wnioski z audytu przeprowadzonego przez firmę Obserwatorium.biz, z którym – jak wynika z naszych ustaleń – przedstawiciele resortu cyfryzacji zapoznali się już pod koniec czerwca. Jego autorzy zalecają m.in. „rezygnację z deklaracji terminu uruchomienia produkcyjnego systemu CEPiK 2.0 w dniu 1 stycznia 2017 r.”.
Biorąc pod uwagę liczbę zastrzeżeń i ich charakter, można uznać, że CEPiK to modelowy przykład tego, jak nie prowadzić wielkich projektów informatycznych. W dużej mierze to wina poprzedniego rządu, jednak rząd PiS również nie jest wolny od odpowiedzialności.

Reklama
Audytorzy zwracają m.in. uwagę na brak jasno sprecyzowanych celów, co sprawiło, że liczne podmioty zaangażowane w projekt bardziej koncentrowały się na własnych interesach niż na uruchomieniu CEPiK 2.0. Nie opracowano scenariusza na wypadek sytuacji awaryjnej, tzn. gdyby wdrożenie na przełomie 2016 i 2017 r. jednak się nie powiodło. Harmonogram jest już tak napięty, że nie uwzględniono w nim czasu na poprawienie błędów, które mogą wyjść w trakcie testów. „Zakłada się stan idealny, co jest nierealne przy tak dużej integracji” – czytamy.
Braki widoczne są też w sferze przepisów – dopatrzono się jeszcze ponad 20 brakujących aktów wykonawczych. A to utrudnia projektowanie architektury systemu (pierwsze założenia dotyczące CEPiK powstały dwa lata temu, a większość przepisów pojawia się dopiero teraz) czy przeszkolenie urzędników. Problemem jest tempo podpisywania umów między podmiotami, które powinny współpracować. Przykładowo umowy resortu cyfryzacji z Instytutem Transportu Samochodowego i PWPW podpisano dopiero w kwietniu i czerwcu br.
Audytorzy rekomendują ministerstwu określenie nowego harmonogramu prac do końca III kw. 2016 r. i wskazanie nowego terminu wdrożenia. – Mówi się o przesunięciu o kolejny rok, czyli na styczeń 2018 r., albo i później – ujawnia jeden z pracowników resortu cyfryzacji.
Kolejna już zmiana terminu, zdaniem audytorów, może zostać źle odebrana także przez obywateli. „Finansowanie prac dotyczących CEPiK 2.0 ma źródło w funduszu celowym CEPiK, na który odprowadzają składki obywatele w opłacie za przegląd techniczny, wydanie prawa jazdy, rejestrację pojazdu, składkę ubezpieczeniową AC/OC etc.” – wskazuje Obserwatorium.biz. A w końcu im dłużej projekt trwa, tym większe robią się koszty.
W resorcie cyfryzacji usłyszeliśmy, że „prace trwają” oraz że decyzja, co dalej z projektem, jeszcze nie zapadła. W II połowie sierpnia mają być konsultacje z innymi resortami. Wśród zaangażowanych w projekt coraz częściej słychać głosy o konieczności „nowego otwarcia” projektu.
– Audyt pokaże, w jakim stanie zastaliśmy projekt po poprzednikach. Pojawiają się propozycje, by większy nacisk położyć na nowe e-usługi, z których sukcesywnie korzystaliby obywatele, oraz zmienić nazwę projektu na Pojazd i Kierowca Plus. Nazwa nawiązywałaby do dobrze kojarzącego się programu „Rodzina 500 plus” i ukryła kojarzącą się z pasmem nieszczęść nazwę „CEPiK” – twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Nie sprecyzowano celów, nie było scenariusza na wypadek awarii
Lepiej nie wdrażać, bo grozi nam paraliż
Konsekwencje nieudanego wdrożenia nowej CEPiK odczują wszyscy: od urzędników przez służby i ubezpieczycieli po samych obywateli. Przede wszystkim jeśli rząd zdecyduje się w całym kraju uruchomić system, który może się okazać informatycznym bublem, grozi to paraliżem w wydawaniu dokumentów komunikacyjnych w całym kraju – a to ok. 16 tys. dowodów rejestracyjnych i 4 tys. praw jazdy dziennie. Kierowcy nie mogliby dokonywać przeglądu swoich samochodów na stacjach diagnostycznych (ok. 5 tys. badań dziennie).
Dochodzi też ryzyko wstrzymania procesu szkolenia kandydatów na kierowców czy zawieszenia egzaminów teoretycznych na prawo jazdy (oba przypadki to efekt kłopotów z pobraniem profilu kandydata na kierowcę). Problemy czekałyby też służby – dotyczyłyby braku możliwości weryfikacji zatrzymań i cofnięć uprawnień czy weryfikacji polis OC przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.
Audyt zwraca też uwagę na możliwość „obciążenia wizerunkowego” dla administracji rządowej w razie nieudanego startu systemu, a zwłaszcza resortów cyfryzacji, infrastruktury i budownictwa oraz spraw wewnętrznych i administracji. To samo może dotyczyć administracji samorządowej (starostw), która nie będzie w stanie obsługiwać mieszkańców.