Również dlatego, że Serb jest ekonomistą potrafiącym umieścić dyskusje o nierównościach w odpowiednio szerokim kontekście. Tak globalnym, jak i historycznym. Nie na darmo jego pierwsza głośna praca polegała na oszacowaniu poziomu nierówności dochodowych w Cesarstwie Bizantyjskim.
Jeśli więc „Kapitał” Piketty’ego był dla kogoś zbyt efekciarski, a „Nierówności. Co robić?” Atkinsona zbyt mocno skoncentrowane na teraźniejszości, to u Milanovica znajdzie szeroki kontekst i oddech. Serb robi to, wprowadzając pojęcie fal Kuznetsa. Urodzony w carskim Pińsku noblista Simon Kuznets (1901–1985) to postać, która już w „Kapitale” Piketty’ego odgrywała bardzo ważną rolę. A to dla tego, że Francuz polemizował z pionierskimi pracami Kuznetsa na temat dochodowych nierówności. Zwłaszcza z tzw. krzywą dzwonową, nazywaną tak z powodu podobieństwa do odwróconej litery U. Kuznets dowodził, że nierówności w kapitalistycznym świecie mają tendencję do układania się właśnie w ten sposób. To znaczy na wczesnym etapie jego rozwoju społecznego i ekonomicznego rosną, ale potem – po przekroczeniu pewnego etapu – zaczynają spadać. Pewnie właśnie dlatego krzywa Kuznetsa była potem wielokrotnie przywoływana przez ekonomicznych liberałów, którzy dowodzili: no i popatrzcie, wszystko działa w najlepszym porządku, a przypływ jednak podnosi wszystkie łodzie. To znaczy służy zarówno bogatym, jak i biednym. W „Kapitale” Piketty bezlitośnie jednak Kuznetsa za takie stawianie sprawy chłoszcze. Dowodzi, że noblista miał akurat szczęście żyć w bardzo wyjątkowym czasie (wielki kryzys – II wojna światowa – zimna wojna), co sprawiło, że jego krzywa nie była żadną prawidłowością. A jedynie statystyczną anomalią.