Przez ostatnie 28 lat mniej więcej co dwa lata pojawiał się w Polsce rządowy dokument, określony mianem strategii albo kluczowego programu rządu. Różnią się one poziomem szczegółowości, ale łączą cele związane z dogonieniem mitycznego Zachodu. Nasuwa się więc pytanie, czy plan Mateusza Morawieckiego nie podzieli losu poprzednich dokumentów, które zostały półkownikami, ozdabiając półki urzędników bez wielkiego wpływu na naszą rzeczywistość.
Pierwszy był rząd Mieczysława Rakowskiego, który przedstawił „Program konsolidacji gospodarki narodowej”. Wraz z pogłębianiem się recesji do rządzących coraz mocniej docierała świadomość fiaska idei realnego socjalizmu. Na pakiet reform Rakowskiego składały się ustawy o działalności gospodarczej, popularnie zwana ustawą Wilczka (każda działalność gospodarcza jest dozwolona, jeżeli nie jest nielegalna), o działalności gospodarczej z udziałem podmiotów zagranicznych oraz o niektórych warunkach konsolidacji gospodarki, a dopełniły go prawo bankowe, o Narodowym Banku Polskim i o podatku dochodowym od osób prawnych. Kapitalizm w Polsce zaczął powstawać, ale system wymagał jeszcze większych zmian.
Reklama
Dlatego powstała potrzeba stworzenia najważniejszego planu gospodarczego w historii Polski, czyli planu Leszka Balcerowicza. Pakiet reform składał się z dwu elementów: stabilizacyjnego i zmian systemowych. Stabilizacja miała polegać na cięciach budżetowych, zniesieniu dotacji do większości towarów i usług, uwolnieniu cen, płac i stóp procentowych oraz wprowadzeniu wymienialności złotego. Zmiany systemowe zakładały stworzenie prostego systemu podatkowego, pełną wolność w korzystaniu z praw własności, nieingerencję państwa w obrót gospodarczy oraz w ceny i płace, wreszcie likwidację jawnych i niejawnych monopoli. A na koniec prywatyzację majątku państwa pod nadzorem rządu.

Reklama
Gdy w 1994 r. władzę w Polsce przejęła lewica, krytyczny wobec planu Balcerowicza ekonomista Grzegorz Kołodko opracował „Strategię dla Polski”, własną wizję celów, które powinna realizować polska polityka gospodarcza. Mottem programu było osiągnięcie szybszego wzrostu mniejszym kosztem społecznym. Plan nie przewidywał rewolucyjnych ustaw, ale aktywną politykę gospodarczą polegającą m.in. na silnej orientacji na wzrost PKB i równoprawne traktowanie wszystkich sektorów bez preferowania własności prywatnej. Za czasów lewicy, w 1997 r., powstało Rządowe Centrum Studiów Strategicznych (RCSS), które zastąpiło Centralny Urząd Planowania.
Rząd AWS-UW, który doszedł do władzy w 1997 r., doprowadził do przegłosowania pięciu istotnych reform, choć tylko cztery z nich weszły w życie, a trzy nie zostały zmienione przez następców. Były to reforma emerytalna, administracyjna, edukacyjna, ochrony zdrowia (kasy chorych) oraz podatkowa. Kasy chorych zostały zlikwidowane po kilku latach, a reforma podatkowa – zawetowana przez prezydenta. Mało kto pamięta, że rząd Jerzego Buzka doprowadził do przyjęcia strategii przygotowanej przez RCSS i Ministerstwo Ochrony Środowiska pt. „Polska 2025. Długookresowa strategia trwałego i zrównoważonego rozwoju”. Ta „zielona” strategia rozwoju Polski nie była ważna dla polityków, ale jej cele wydają się nadal aktualne.
Strategia sprzed 16 lat zakładała „upodabnianie się struktury gospodarki polskiej do struktury gospodarek w krajach wysoko rozwiniętego Zachodu”. Za najważniejsze zadania uznano: „znaczące zwiększenie udziału dziedzin wysokiej techniki w tworzeniu PKB, zwiększenie chłonności gospodarki na wyniki badań naukowych, specjalizację w rozwoju wybranych zaawansowanych technologii i promowanie nowoczesnych proekologicznych technologii i metod zarządzania”. Ponadto w 2000 r. przyjęto „Narodową strategię rozwoju regionalnego” oraz „Narodowy plan rozwoju”, które były konieczne do projektowania wydatków ze środków unijnych. Dokumenty te miały charakter administracyjny, a nie polityczny, co nie zmieniło się do dziś.
Za rządów Leszka Millera powstał superresort Jerzego Hausnera, łączący pracę i gospodarkę. Hausner przygotował „Program uporządkowania i ograniczenia wydatków publicznych”, który zakładał m.in. zmniejszenie wydatków administracyjnych, uporządkowanie funduszy celowych oraz agencji Skarbu Państwa oraz konsolidację niektórych jednostek administracji rządowej. Zwiększenie dochodów budżetu miało dać m.in. porządkowanie wydatków na obronność, ograniczenie pomocy publicznej, restrukturyzacja PKP i górnictwa. Zmiany w zakresie wydatków miały dotyczyć wcześniejszych emerytur, systemu rent i aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych. Program Hausnera nie został wdrożony, choć późniejsza reforma emerytur pomostowych była na nim wzorowana.
RCSS, będące na marginesie polityki, stworzyło w tym czasie ekspercką „Długofalową strategię rozwoju regionalnego kraju: wiedza, różnorodność, równowaga”. Ponadto urzędnicy ministerstw napisali „Narodowy program rozwoju 2004–2006”, w którym określono cele wydawania pieniędzy w pierwszej fazie członkostwa Polski w Unii Europejskiej. W 2005 r. rząd Marka Belki dążył jeszcze do zmiany RCSS na Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, wprowadzając m.in. zasadę powoływania jego szefa przez prezydenta, ale projekt przepadł w Sejmie.
Gdy w 2005 r. do władzy doszedł PiS, RCSS zostało zlikwidowane, a jego pracownicy i zadania – rozdysponowane między kancelarię premiera i Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Rząd intensywnie zabrał się też do przygotowania dokumentów służących do określenia priorytetów przy wydawaniu pieniędzy unijnych. W tym czasie powstały m.in. „Narodowe strategiczne ramy odniesienia 2007–2013” i „Strategia rozwoju kraju 2007–2013”. Ówczesna minister finansów Zyta Gilowska przygotowała „Program reform finansów publicznych”, zakładający maksymalne skupienie publicznych środków w systemie budżetowym (likwidacja PFRON, kasyn wojskowych itd.). Ważnym elementem dyscyplinowania finansów miały być reguły ostrożnościowe dla długu publicznego oraz maksymalny limit długu dla samorządów.
Program Gilowskiej został częściowo zrealizowany przez PO w 2008 r. Rząd Donalda Tuska rozpoczął od diagnozy wyzwań stojących przed Polską m.in. w obszarze demografii, wzrostu gospodarczego czy polityki społecznej. „Polska 2030. Wyzwania rozwojowe”, przygotowana pod kierownictwem Michała Boniego, stała się podstawą do stworzenia dziewięciu strategii sektorowych (np. rolnictwa czy kapitału ludzkiego), ale nie miała istotnego znaczenia politycznego, a przede wszystkim nie zawierała recept na problemy nękające Polskę wchodzącą w pierwszą fazę kryzysu gospodarczego.
Programem reform miał być za to „Plan rozwoju i konsolidacji finansów 2010–2011 (propozycje)”, przygotowany przez Jacka Rostowskiego i Michała Boniego. Program ten nie był jednak oficjalną strategią rządu. Zakładał przede wszystkim uszczelnienie budżetu m.in. przez regułę fiskalną i budżet zadaniowy. Dodatkowo miały zostać ograniczone specjalne systemy emerytalne służb mundurowych i górniczych, a rolnicy – stopniowo objęci powszechnym systemem podatkowym i ubezpieczeń społecznych. Co ciekawe, plan zakładał podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Wielu z proponowanych reform zaniechano.
Rząd PO-PSL na poziomie administracyjnym spisał się wyśmienicie, przygotowując łącznie jedenaście dokumentów strategicznych. Jednak w 2010 r. w sławnym wywiadzie Tusk streścił filozofię swojego gabinetu jako tego, który zapewnia „ciepłą wodę w kranie”, co przez wielu krytyków zostało odebrane jako zrzeknięcie się woli do reformowania państwa. Potwierdzać to może los rządowych strategii z tego czasu. „Polska 2030. Trzecia fala nowoczesności”, czyli dokument programowy przyjęty w 2013 r., został pozbawiony jakichkolwiek szczegółów. Podobnie nieistotna dla polityki rządu była „Strategia rozwoju kraju”, spinająca nową perspektywę finansową ze środków unijnych.
Nowy rząd PiS przyniósł stworzenie kolejnego w naszej historii superresortu, tym razem rozwoju. Jego szef Mateusz Morawiecki zaprezentował niedawno „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Na poziomie aksjologicznym wydaje się, że to dokument przypominający „Polskę 2025” z 2000 r. On też koncentrował się na niefinansowym wymiarze rozwoju kraju. W odróżnieniu od poprzednich strategii Morawiecki rozważa, co państwo może zrobić, by rozwój kraju wspierać, a z jakich obszarów ma się wycofywać. Przewiduje zebranie biliona złotych z różnych istniejących źródeł na inwestycje, a kluczową instytucją ma być Polski Fundusz Rozwoju, łączący funkcje państwowego funduszu inwestycyjnego i banku rozwojowego.
Morawiecki chce też wprowadzić w życie projekt nowej ustawy o działalności gospodarczej, przygotowany jeszcze w czasie rządów PO. Pierwszy raz od lat państwo ma zamiar odgrywać aktywną rolę zarówno po dochodowej, jak i wydatkowej stronie budżetu państwa, określając, na co chce wydawać pieniądze poza programami unijnymi. Polska ma więc kolejny plan, choć losy poprzednich wskazują, że tylko na początku lat 90. udawało się realizować jakiekolwiek strategie. Wówczas jednak nie istniał jeszcze gorset unijnych wymogów dotyczących wydawania środków publicznych, a instytucje dopiero formowano, a nie próbowano je naprawiać.
Od czasów Balcerowicza i Kołodki nie udało nam się zrealizować żadnego planu rozwoju. Część służyła za ważny punkt odniesienia dla administracji, ale większości brakowało skuteczności i politycznego przywództwa. Napisanie pięciu czy dziesięciu postulatów jest łatwe, trudno jest za to przejść cały proces legislacyjny, walcząc z ministerstwami, lobbystami, posłami własnej partii i opozycją tak, by z pomysłów nie zostały tylko slogany. Jesienią Morawiecki ma zaprezentować szczegółową strategię, która będzie zawierała pakiet ustaw. Od haseł do realizacji droga jest jednak daleka.
Napisanie kilku postulatów jest łatwe. Znacznie trudniej przejść proces legislacyjny, walcząc z ministerstwami, lobbystami czy opozycją